"FP": Putin jak szalony król z "Gry o tron". Dziś "straciliśmy" Krym, jutro - Polskę

"Wojna się zbliża. Dlaczego polityka appeasementu nie zadowoli rosyjskiego szalonego króla" - tak "Foreign Policy" tytułuje artykuł byłego prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego, nawiązując przy tym do "Gry o tron". Saakaszwili krytykuje Zachód za prowadzenie zbyt łagodnej polityki wobec Putina i wkrótce na Zachodzie mogą mówić, że nie tylko Krym jest już stracony, ale też np. "niektóre tereny Polski".
Na początku felietonu Saakaszwili opisuje ostatnie działania Rosji na Ukrainie: aneksję Krymu i wrogie działania przeciwko władzom tego kraju. - Stało się jasne, że pierwotny plan oderwania wschodniej Ukrainy nie powiódł się. Nie oznacza to jednak, że Putin się poddał - napisał polityk. Dodał, że możliwe są nowe prowokacje w tym regionie, które mają usprawiedliwiać militarną interwencję.

Według Saakaszwilego Putin pokazał już, że nie cofnie się przed wojną, by uzyskać większe wpływy. Przypomina II wojnę w Czeczenii, która pozwoliła mu umocnić w Rosji swoją pozycję jednowładcy, oraz atak na Gruzję. "Gdy Putin odczuł spadek swojej popularności, widzi rewolucję łupkową w USA oraz potrzebę posiadania strategicznej bazy wypadowej na południu, zdecydował się na atak na Ukrainę i aneksję Krymu" - pisze były prezydent.

Następnie Saakaszwili krytykuje Zachód, który jego zdaniem zachowuje się podobnie jak w 1938 r. wobec hitlerowskich Niemiec. Stosuje politykę appeasementu, czyli zaspokajania roszczeń agresora w nadziei, że przestanie on być zachłanny. Jednocześnie Zachód nie rozumie polityki Putina i próbuje ją w dodatku usprawiedliwiać. W latach 30. właśnie przez appeasement Adolf Hitler mógł zająć najpierw Austrię, potem Czechosłowację, Kłajpedę i wreszcie zaatakować Polskę. Polityka ta zakończyła się fiaskiem, a spowodowała tylko wzrost znaczenia i siły III Rzeszy. "Słyszę na Zachodzie opinie, że Krym jest już stracony. Ale historia lubi się powtarzać. Wkrótce niektórzy mogą mówić, że Mołdawia jest już stracona, Łotwa jest już stracona i nawet niektóre tereny Polski" - konkluduje były prezydent.

"Rak agresji Putina leczony aspiryną"

Zdaniem Saakaszwilego Zachód obecnie nie robi praktycznie nic, by ukarać Rosję i ją powstrzymać. Pierwsza faza sankcji okazała się niewystarczająca. Zachód mógłby mocniej uderzyć w Rosję, bo nacisk ekonomiczny na związane z Zachodem elity Rosji mógłby doprowadzić do ich podziału i realnego wpłynięcia na decyzje Moskwy.

"Rak rosyjskiej agresji najpierw pojawił się w Gruzji (w 2008 r.), ale Zachód zlekceważył diagnozę i zdecydował się na leczenie aspiryną. Następnie nastąpił "przerzut raka" na Krym, ale Zachód nadal nie decyduje się na operację (interwencję zbrojną). Mógłby przynajmniej zdecydować się na chemioterapię (większe sankcje). Tak, to oznacza również, że Zachód poczułby ich negatywne skutki w krótkim okresie, ale w długim okresie to jedyny sposób na zabicie rak, jakim jest Putin" - kończy były prezydent.

Czytaj cały artykuł TUTAJ >>

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS