"Premier Włoch oddaje pod młotek limuzyny rządowe. Efekt papieża Franciszka?" - komentarz prof. Stempina

"151 limuzyn rządowych pójdzie do 15 kwietnia pod młotek. Potem nastąpi sprzedaż kolejnych aut. Tak zadecydował nowy włoski premier Matteo Renzi. Tę akcję trzeba widzieć w kontekście nowej, a sprzężonej przez lata organicznie z włoską, kultury politycznej Watykanu" - pisze prof. Arkadiusz Stempin.
Wśród 151 samochodów wystawionych na sprzedaż są egzemplarze o magicznym działaniu na fetyszystów czterech kółek: Alfa Romeo 166 diesel z 2007 roku, BMW 525 diesel z 2009 roku, dwa Jaguary S, i XF 3,0 LDS, z 6 cylindrami, skóra i wszystkie inne luksusy w pakiecie, dwa VW Paethon. Włoski MON rozstanie się nawet z nowiuteńkim Maseratti.

Powód zamiany tych wszystkich cudeniek stojących w garażach rzymskich ministerstw finansów, obrony i spraw wewnętrznych na żywą gotówkę? Koszt utrzymania 1663 reprezentacyjnych limuzyn rządowych pochłania równy miliard euro (2012). Reszta z 59 tysięcy samochodów będących na usługach administracji państwowej w kraju, nie licząc wozów policyjnych, stanowiących największą flotę samochodową w całej Europie, już nie razi. Bo lokalna administracja zadowala się najczęściej skromnym Fiatem Croma, 1,6 litra, szary lakier, który ledwo jeździ.

Symboliczne znaczenie

Włochów kłuje w oczy flotylla rządowa, która żony prominentnych polityków zawozi nawet na shopping do Prady, Versacego i Gucciego. Dlatego gest ten ma oczywiście znaczenie symboliczne. Zadłużony po uszy kraj nie stanie się po akcji premiera bardziej wiarygodny dla inwestorów czy rynków finansowych. A jego zadłużenie nie zmniejszy się. Ale nowy premier dobrze wyczuwa nastroje społeczne. Zresztą już jako burmistrz Florencji pozbył się luksusowych limuzyn w ratuszu.

Obecny gest wzbudza uznanie u Włochów. Tylko nieliczni utyskują na pewną sprzeczność. Jeszcze poprzedni rząd wydał zlecenie na zakup 210 nowych opancerzonych limuzyn rządowych. Koszty do 2015 roku opiewają na 23 miliony euro. I nie wiadomo, czy zlecenie można anulować.

Akcję premiera Renziego trzeba jednak widzieć w kontekście nowej, a sprzężonej przez lata organicznie z włoską, kultury politycznej Watykanu. A tam papież Franciszek od Mercedesa przyjął wprawdzie rower, na którym nie pedałuje. Za to jeździ Fordem Focus, wg ekspertów 5-letnim, wartym liche 6-7 tysięcy euro. Na nim widnieje tablica rejestracyjna: SCV1 (Status Civitatis Vaticanae), co rzymianie tłumaczą jako Se Cristo Vedesse - "jeśli Chrystus widziałby to". Rewolucja elit politycznych w kraju "bella figura", podobnie jak w Watykanie, może przyjść tylko od góry. Jak w carskiej Rosji Piotra I.