''Pozbądź się kilogramów!'', ''wzmocnij erekcję!''. Ekspertka ostrzega: ''Dawniej leki na receptę, dziś - suplement w postaci cukierków...''

Dają nadzieję na pozbycie się zbędnych kilogramów bez wysiłku i wyrzeczeń. Reklamują się jako zbawienne na wypadanie włosów, wzmocnienie stawów, potencję, odporność, a nawet dobre samopoczucie. Mimo ostrzeżeń ekspertów, w Polsce "suplementy diety" wciąż biją rekordy popularności. Czy rzeczywiście są skuteczne?
Zażywamy je w nieodpowiednich dawkach, bez wskazania lekarza i bez świadomości, że źle dobrane mogą nam po prostu zaszkodzić. A mowa oczywiście o "zbawiennych" suplementach diety, które - według reklam - mają poprawić prawie każdy element naszego życia: od samopoczucia przez życie seksualne na owłosieniu kończąc.

Definicja suplementu diety jest niezwykle pojemna. Według Ustawy z dnia 25 sierpnia 2006 r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia jest to: "Środek spożywczy, którego celem jest uzupełnienie normalnej diety, będący skoncentrowanym źródłem witamin lub składników mineralnych lub innych substancji, pojedynczych lub złożonych, wykazujących efekt odżywczy lub inny fizjologiczny".

Możesz sobie szkodzić!

- Normalnie to dieta powinna pokrywać nam zapotrzebowanie na witaminy, minerały etc. Ale kiedy źle się odżywiamy, oczywiście, suplementy mogłyby nam te braki uzupełnić - mówi nam prof. Maria Borawska, kierowniczka Zakładu Bromatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Ale od razu zastrzega: - Żeby brać suplementy, potrzeba ogromnej wiedzy, bo niektóre substancje czynne w nich zawarte mogą mieć działanie przeciwne od zamierzonego.

Przykład? - Choćby długotrwałe zażywanie selenu - tłumaczy prof. Borawska. Jeśli będziemy przyjmowali codziennie dawkę 200 mikrogramów, to po miesiącu dojdziemy do maksimum, ile nasz organizm jest w stanie przyswoić. Po jego przekroczeniu, robi się to niebezpieczne, bo wchodzimy w toksyczny, a nawet kancerogenny zakres działania selenu. Dlatego prof. Borawska przestrzega: - Nie kupujmy tabletek na własną rękę, poradźmy się farmaceuty, dietetyka albo lekarza.

Suplementy mogą występować w wielu różnych postaciach: "kapsułek, tabletek, drażetek i w innych podobnych postaciach, saszetek z proszkiem, ampułek z płynem, butelek z kroplomierzem i w innych podobnych postaciach płynów i proszków przeznaczonych do spożywania w małych, odmierzonych ilościach jednostkowych" - czytamy w ustawie.

Biorę tabletkę, więc nie muszę o siebie dbać?

Według badań szacunkowych, około 30 proc. osób dorosłych zażywa różnego rodzaju suplementy diety. Wyraźnie widać jednak tendencję wzrostową, przy czym więcej suplementów zażywają kobiety, a w innej kategorii - osoby z wyższym wykształceniem. W Zakładzie Bromatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku przeprowadzono badania wśród studentów analityki medycznej, dietetyki i kosmetologii na temat stosowania suplementów diety - okazało się, że stosowało je 3/4 badanych.

- Przyjmując suplementy diety, ludzie odpuszczają dbanie o siebie, chęć zweryfikowania, czy faktycznie zjedli to, co potrzeba, czy dobrze skomponowali posiłki - ocenia prof. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. - W ten sposób idą na łatwiznę. Ale to jest tylko iluzoryczne działanie - grzmi ekspertka. W myśl zasady: skoro wydałem pieniądze na witaminy, składniki mineralne, to po co mam się zastanawiać, co w supermarkecie włożyć do koszyka?

- Przy okazji ludzie zapominają, że mogą takim zachowaniem sobie zaszkodzić - podkreśla Kozłowska-Wojciechowska. Przykłady? Ekspertka nimi sypie:

- przedawkowanie niektórych witamin przy jednoczesnym spożyciu dużej ilości produktów żywnościowych zawierających daną witaminę może skutkować różnymi zagrożeniami dla zdrowia, np. u kobiet ciężarnych przedawkowanie witaminy A może prowadzić do uszkodzenia płodu;

- nadmierne ilości witaminy C u osób z tendencją do kamicy nerkowej mogą być przyczyną kamicy nerkowej oraz zaburzenia czynności przewodu pokarmowego. Nadmierna kumulacja witaminy B6 może powodować neuropatię;

- kwasy omega 3, na które panuje także swego rodzaju moda, w nadmiernej dawce mogą mieć, jak się podaje w literaturze, powiązanie z rakiem prostaty.

- Niestety, ulegamy nachalnej reklamie i sami wpadamy w tę parazdrowotne sidła - podsumowuje prof. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska. - Sama ostatnio przeprowadziłam eksperyment, w paśmie tzw. wysokiej oglądalności. W ciągu 5 minut na trzech kanałach obejrzałam 17 reklam suplementów. Czy to znaczy, że ten rynek suplementów powinien zniknąć? Nie, ale powinien być poddany kontroli - podkreśla.

Reklamy? "Manipulują widzami"

- Suplement ma uzupełniać, a nie leczyć. A reklamy tak manipulują widzami, że ci mają poczucie, że bez tej jednej tabletki suplementu oni do jutra nie przeżyją. A proszę pamiętać, że suplementy to są substancje chemiczne. I ta chemia się ze sobą łączy. Z badań to zresztą wynika, że z nadmiaru suplementów, które przyjmujemy, nic dobrego dla nas nie wynika.

Z badań kanadyjskiego Towarzystwa Zwalczania Otyłości i Chorób Metabolicznych wynika, że nie ma żadnych dowodów, że tabletki redukują otyłość, że na cokolwiek działają. - Reklamują się, że dadzą nam zdrowie, piękno, szczęście, zaprowadzą do raju - mówi Kozłowska-Wojciechowska. - Ale jest jeden warunek - proszę wziąć jakikolwiek suplement diety przeznaczony dla kobiet i przeczytać, co jest napisane na ulotce: że odchudzanie tak, ale jeśli będzie zastosowana dieta niskokaloryczna i aktywność fizyczna. Aktywność fizyczna jest najlepsza na wszystko, tylko czy jest w pigułce? Z tego, co wiem, nie - podsumowuje.

Szczególnie należy uważać na suplementy witaminowe dla dzieci, produkowane często w atrakcyjnych formach, np. żelków czy lizaków. Zbigniew Fijałek, Narodowy Instytut Leków: - Warto przypomnieć, że niektóre z tych produktów jeszcze przed dekadą miały status leków. Bywały również wydawane na receptę. Obecnie można je dostać pod postacią "cukierków" dostępnych od ręki. Stwarza to poważne ryzyko przedawkowania prowadzące do zatrucia, które może się nawet skończyć koniecznością interwencji lekarskiej.

Jak odróżnić suplement od leku?

Jak odróżnić suplement od leku bez recepty? Zwłaszcza że często wyglądają podobnie? Wystarczy dokładnie obejrzeć opakowanie. W przypadku leku znajdziemy na nim numer pozwolenia na dopuszczenie do obrotu i zwrot "Lek wydawany bez recepty" lub "Produkt leczniczy wydawany bez przepisu lekarza - OTC". Na opakowaniu suplementu jest tylko zwrot "suplement diety" przy nazwie handlowej - często bardzo małymi literami. Nie ma też numeru pozwolenia na dopuszczenie do obrotu ani określonych wskazań do stosowania, ponieważ suplement ma tylko uzupełniać dietę.

- Suplementy diety powinniśmy brać wtedy, kiedy wiemy, że są nam potrzebne. A z reguły sami, jako pacjenci, nie jesteśmy w stanie tego ocenić - dodaje Fijałek. - Branie leków na zapas nie chroni przed chorobą, tak samo branie suplementów nie uchroni nas przed niedoborem witamin czy minerałów - dodaje. Według najnowszych danych IMS Health Poland, Polacy wydali w 2013 roku 3 miliardy złotych na suplementy diety. W 2012 roku rekordzista-reklamodawca zainwestował w reklamę telewizyjną suplementów 850 milionów złotych.

A sport? ''Pytają, co brać, a nie - jak ćwiczyć''

Suplementy odgrywają też coraz bardziej niepokojącą rolę w sporcie. - Zwłaszcza amatorskim - przyznaje Andrzej Pokrywka, dyrektor Instytutu Sportu w Warszawie. - Dzisiaj mamy modę na sport, która nie ogranicza się tylko do siłowni i wyglądania jak Arnold Schwarzenegger. I to cieszy, ale druga strona tego medalu jest taka, że ci, którzy np. biorą udział w maratonach czy trenują triathlon, są przekonani, że bez właściwego wspomagania suplementami nie będą mogli osiągać dobrych wyników, a nawet ukończyć zawodów.

- Jest też inne wyzwanie - dodaje Pokrywka. - W rozmowach z trenerami coraz częściej przewija się temat, że młody człowiek przychodzi na trening i nie zaczyna rozmowy od tego "jak prawidłowo ćwiczyć", ale od "co brać".

Więcej o: