"Prawo międzynarodowe to...", "Prawo międzynarodowe tamto...". Ale czy w ogóle trzeba go przestrzegać? Ekspert wyjaśnia, że... nie

- Nie ma żadnego organu nadzorczego, który by formalnie nadzorował wypełnianie prawa międzynarodowego - tłumaczył w TOK FM dr Paweł Kowalski, prawnik z Katedry Prawa Międzynarodowego SWPS. - Na przykładzie Rosji i Krymu będziemy kiedyś się uczyć, jak należy działać w dużej polityce - stwierdził.
- Co to jest to "prawo międzynarodowe", kto je ustalił i dlaczego w ogóle mamy go przestrzegać? - zaczął rozmowę Adam Ozga. - Prawo międzynarodowe to umowy, które są zawierane pomiędzy równoważnymi podmiotami, jakimi są państwa. I to te państwa decydują, jaki będzie kształt tych umów - tłumaczył dr Paweł Kowalski z Katedry Prawa Międzynarodowego SWPS.

I kontynuował: - W prawie krajowym prawo jest egzekwowane przez organy nadzorcze - np. przez policję. Pomiędzy państwami tego nie ma. Państwa się umawiają i to od ich woli zależy, czy prawo zostanie spełnione. Nie ma żadnego organu nadzorczego, który by formalnie nadzorował wypełnianie prawa międzynarodowego - opowiadał ekspert.

A Rada Bezpieczeństwa ONZ? - Rada Bezpieczeństwa powstała na podstawie umowy, jaką jest Karta Narodów Zjednoczonych i ona też jest wynikiem porozumienia państw. Nie jest nad państwami. Jeżeli odwołamy się do obecnej sytuacji rosyjskiej, to Rada Bezpieczeństwa tu nie zadziała, bo Rosja ma prawo weta. Czyli każdą rezolucję przeciwko Rosji Rosja zawetuje. Czy to oznacza, że ONZ jest zupełnie nieskuteczna? Z tym nie zgadza się rozmówca Adama Ozgi. - Od momentu powstania ONZ na terenie świata nie było wojny światowej. Gdybyśmy dzisiaj zezwolili na to, żeby Rada Bezpieczeństwa interweniowała w Rosji, to czym by to się skończyło? - argumentował.

"Państwa są niezależne w swoich decyzjach"

- Państwa starają się przestrzegać prawa międzynarodowego, żeby w stosunku do nich było przestrzegane. To powoduje, że państwa mogą się porozumiewać. Kiedy takie umowy są zrywane, państwa między sobą zaczynają walczyć. Nikomu na tym nie zależy, chyba że jawnie dąży się do konfliktu - stwierdził dr Kowalski.

- Spójrzmy np. na Koreę Północną - jest członkiem Karty Narodów, ale większości innych umów międzynarodowych nie. I nikt ich do tego nie zmusi. To jest decyzja tamtejszej władzy i nie ma żadnego sądu, który mógłby im coś narzucić. Oni są całkowicie niezależnym państwem - kontynuował gość Wieczoru TOK FM. - Musimy się tego nauczyć: państwa są niezależne w swoich decyzjach. Jak chcą gdzieś wstąpić, to wstępują - dodał.

Zdaniem Kowalskiego nie doszło do złamania prawa w przypadku secesji Krymu. - Krym przeprowadził referendum, ogłosił niepodległość, ona została uznana przez Rosję, następnie Rosja zdecydowała, że Krym może wejść w skład Federacji Rosyjskiej. Udowodnić złamanie tam prawa byłoby bardzo trudno - zauważył. - W tej sytuacji powinno wykazać się państwo ukraińskie, które nie powinno dopuścić do tego, żeby niezidentyfikowane siły zbrojne poruszały się po jego terenie - dodał.

"Putin uznał, że włączenie Krymu ujdzie mu płazem"

Dr Kowalski skomentował wydarzenia na Krymie. - Moim zdaniem to bardzo długo przygotowywana operacja, nawet latami. Na tym przykładzie możemy się uczyć, jak wygląda realpolitik od strony rosyjskiej. Rosjanie pokazali światu, jak można taką operację przygotować. Przeniesienie żołnierzy, przeprowadzenie operacji - to sprawa na tygodnie, miesiące. Rosjanie na to czekali, pewnie od Pomarańczowej Rewolucji. I przeprowadzili to perfekcyjnie. Gdyby reakcja świata zachodniego była groźniejsza, to Putin grałby na zwłokę. A ponieważ ta reakcja była miękka, Putin uznał, że włączenie ujdzie mu płazem.

- Postawmy się na miejscu Rosji. Z jej perspektywy wygląda to tak: NATO wchodzi do Libii, wchodzi do Syrii, wchodzi do Afganistanu. Akcja na Krymie jest więc reakcją i pokazaniem, że "my coś znaczymy", że "z nami trzeba się liczyć" - stwierdził rozmówca Ozgi. Podkreślił jednak, że jeśli chodzi o umowy międzynarodowe, to oba mocarstwa - i USA, i Rosja - go nadużywają i interpretują tak, jak jest im wygodnie. - Tak mamy np. z memorandum budapeszteńskim, które gwarantowało niezależność Ukrainie. Dzisiaj Rosja mówi, że to nie była umowa międzynarodowa, tylko oświadczenie woli - zauważył dr Kowalski.

- Rosja pokazała, że łączy formalnie przestrzeganie, jakie by ono nie było, prawa międzynarodowego z polityką w sposób perfekcyjny. To podejście Rosji zasługuje na szacunek. Kiedyś będziemy się z tego uczyć, jak należy działać w dużej polityce - podsumował gość TOK FM.