"Pora przestać udawać, że nie jest związany z PO". Kulisy transferu Michała Kamińskiego

Działał w NOP, ZChN, Przymierzu Prawicy, PiS i PJN. Drogę do Platformy przecierał sobie od wielu lat, po cichu zdradzając słabości Jarosława Kaczyńskiego. W końcu - kiedy już żegnał się z Parlamentem Europejskim - doczekał się swojej propozycji.
Kamiński już w 2011 roku próbował zbliżyć się do Platformy. - Lecieliśmy samolotem. Michał zaproponował, że gdybyśmy chcieli skorzystać z jego wiedzy i doświadczenia, jest do dyspozycji - powiedział "Wprost" Jacek Protasiewicz. To on był osobą, która wprowadziła Miśka do PO przed wyborami w 2011 roku. Zarząd Platformy wtedy jeszcze nie chciał się z nim spotykać, ale kierowali się jego uwagami.

Tuż przed wyborami Jarosław Kaczyński ogłosił, że za kanclerstwem Angeli Merkel stoi Stasi. To właśnie Kamiński podpowiadał wtedy Platformie, żeby podgrzewać zainteresowanie tym tematem, twierdził, że Kaczyński przyciśnięty do ściany nie wycofa się z tej wypowiedzi. Tusk nie był przekonany, nadal pamiętał reperkusje "dziadka z Wermachtu", ale Kamiński informował zachodnie media na własną rękę.

Znajomość psychiki prezesa PiS i informacje z jego biura przynoszone przez dawnych współpracowników niewątpliwie były głównym atutem Kaczyńskiego. Miał on zresztą osobistą motywację, żeby PiS nie doszedł do władzy. "Mówił, że jak Kaczyński zostanie premierem, to jego zamkną pierwszego" - pisze "Wprost".

Genialne pomysły Misia

Po wyborach kontakt z PO się urwał. Kamiński próbował więc nawiązać kontakt z Jarosławem Gowinem. Doradzał mu wyjście z Platformy i założenie centroprawicowego ugrupowania, w którym znalazłoby się miejsce również dla Kamińskiego. Jak czytamy w "Newsweeku", Gowin znajomości nie podtrzymał.

Kamiński liczył też, że Tusk obejmie stanowisko szefa Rady Europejskiej. Wyjazd premiera do Brukseli oznaczałby wzmocnienie pozycji Radosława Sikorskiego, kolejnego politycznego sojusznika Miśka.

Kamiński wrócił do Platformy dopiero przy okazji kryzysu na Ukrainie. Zaproponował zorganizowanie spotkań w kancelarii premiera, na którym pojawić mieliby się przedstawiciele wszystkich partii. Misiek postawił pod ścianą Jarosława Kaczyńskiego - przyjście na spotkanie oznaczałoby zgodę na politykę rządową, odmowa - że Kaczyński nie chce współpracować nawet w takiej sytuacji. Jak twierdzi rozmówca "Newsweeka", "pomysł był typowy dla Kamińskiego z jeszcze jednego powodu. Spotkania miały tak szeroką formułę, że mieścił się na nich także sam Misiek".

Protegowany Sikorskiego

"Pomysły Kamińskiego spodobały się w otoczeniu Tuska tak bardzo, że szybko stwierdzono, iż warto by tę współpracę zinstytucjonalizować. Tak narodził się pomysł powierzenia mu jedynki na lubelskiej liście do europarlamentu. Decyzja w tej sprawie zapadła w sposób typowy dla PO, czyli naprędce. Oferta startu została złożona niecałe 48 godzin przed ogłoszeniem list" - pisze "Newsweek". Propozycja była bezpieczna, Platforma i tak nie bierze w Lublinie mandatu.

Kamiński otwierał właśnie w Strasburgu wystawę poświęconą likwidacji krakowskiego getta. Miał zapewniać kolegów, że nie będzie startował w najbliższych wyborach. "Serwuje łzawą opowieść o córkach, które płaczą, gdy widzą tatę znowu pakującego walizki. Nagle dzwoni komórka. To Paweł Graś. (...) Mówi, że pora przestać udawać, iż europoseł nie jest związany z PO" - pisze Wprost. Kamiński zgadza się bez wahania.

"Witam na listach PO do PE kolejnego uchodźcę politycznego z PiS. Wobec kryzysu na UKR potrzebujemy w UE mocnej reprezentacji ws. Wschodu" - napisał na Twitterze Radosław Sikorski. Politycy są ze sobą zaprzyjaźnieni od lat i mówi się, że to on miał kandydować do Parlamentu Europejskiego. Udało mu się jednak przekonać Tuska, pod warunkiem że znajdzie dobrego kandydata. I znalazł osobę, której nie przeraża kolejny radykalny zwrot w politycznej karierze.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS