"Mogę narzekać na górników i rolników, którzy garściami czerpią z budżetowych pieniędzy. Rodzice niepełnosprawnych nie mają pola manewru"

Dominika Wielowieyska jest zaskoczona postawą rodziców niepełnosprawnych dzieci, którzy protestują w Sejmie. - Oni byli oburzeni, że ktoś mówi: aby wam dać, trzeba komuś innemu zabrać. Ciągle żyją w przekonaniu, że pieniądze spadają z nieba - oceniła w TOK FM. Ale mimo tych wątpliwości dziennikarka uważa, że pomoc takim rodzinom się należy. Bo są w znacznie gorszej sytuacji, niż "uprzywilejowani nauczyciele, górnicy, rolnicy, mundurowi".
Rodzice dzieci niepełnosprawnych nie akceptują propozycji zmian przedstawionych przez premiera i nie przerywają protestu w Sejmie.

Dominika Wielowieyska przekonywała w "Poranku Radia TOK FM", że problemu świadczeń dla rodziców opiekujących się niepełnosprawnymi dziećmi to bardzo ważny i niezwykle skomplikowany problem. Zdaniem dziennikarki "Gazety Wyborczej", wysokość świadczeń musi być uzależniono od stopnia niepełnosprawności dziecka, mimo że protestujący nie zgadzają się na takie rozwiązanie.

- Bez takiego rozwiązania nie da się znacząco podnieść wysokości świadczeń -mówi Wielowieyska. I krytykuje postawę protestujących.



- Oni byli oburzeni, że ktoś im mówi: aby wam dać, trzeba komuś innemu zabrać. Ciągle żyją w przekonaniu, że pieniądze spadają z nieba. Nie zmienia to postaci rzeczy, że o ile mogę narzekać na nauczycieli, górników, rolników i mundurowych, którzy pełnymi garściami czerpią z budżetowych pieniędzy, mając zupełnie nieuzasadnione przywileje, to nie mogę powiedzieć tego o rodzicach dzieci niepełnosprawnych. Oni nie mają żadnego pola manewru i państwo musi zrobić wszystko, żeby świadczenia dla dzieci najbardziej niepełnosprawnych były podniesione.

"Wzrost sięga 300 proc."

Według dziennikarki, bardzo dobrze sprawę świadczeń dla rodziców opiekujących się niepełnosprawnymi dziećmi przedstawia w "Rzeczpospolitej" Bartosz Marczuk.

- "Tabloidowa narracja o złym rządzie, który nie dba o rodziców dzieci niepełnosprawnych, nie odpowiada faktom. Gabinet Tuska zrobił dla nich dużo. Tyle że popełnił sporo błędów" - pisze publicysta, który twardo liczy pieniądze i nie jest specjalnie przyjazny rządowi Tuska. Jak napisał Marczuk: Od 2010 r. rząd zniósł kryterium dochodowe uprawniające do świadczenia, poszerzył krąg uprawnionych, podniósł jego wysokość. W efekcie - liczba korzystających i wydatki wręcz eksplodowały. Już w 2011 r. prawo do niego miało 168,4 tys. osób, wydatki z budżetu wyniosły 1,03 mld zł. To wzrost sięgający 300 proc. - cytowała Wielowieyska.