Opiekunowie niepełnosprawnych okupują Sejm. "To świadczy o impotencji władzy". "Otrzymują śmieszne kwoty"

- Oni rzeczywiście otrzymują śmieszne kwoty - powiedział w Poranku Radia TOK FM o okupujących Sejm rodzicach niepełnosprawnych dzieci Jacek Żakowski. - Mówimy o bulwersującej sytuacji i niemożności jej załatwienia. Oni tam siedzą i siedzą, a posłowie omijają ich szerokim łukiem - wskazywał publicysta. - To świadczy o impotencji władzy - mówił Tomasz Lis.
Od środy Sejm okupują rodzice niepełnosprawnych dzieci. Domagają się m.in. podwyższenia renty socjalnej i zasiłków, darmowych leków czy bezpłatnych przejazdów celem leczenia i diagnozowania dzieci. Minister pracy zapowiedział na przyszły tydzień rozmowy w sprawie postulatów protestujących. Obiecał, że rząd będzie dochodził do zrównania zasiłków przysługujących rodzicom niepełnosprawnych dzieci z minimalną pensją.

"Nie mówimy o dużych pieniądzach, nie mówimy o niezwykłym przywileju"

- To dość niezwykłe, z wielu względów - komentował protest w Poranku Radia TOK FM Jacek Żakowski. - Niezwykła jest sama okupacja Sejmu, niezwykły jest też powód. Niewielka grupa osób w oczywisty sposób wymagających wsparcia. To wsparcie zostało obiecane dopiero przez premiera Tuska po 25 latach funkcjonowania niepodległej Polski. Bo dziś ci ludzie otrzymują rzeczywiście śmieszne kwoty - wskazywał publicysta.

- Nie mówimy o dużych pieniądzach, nie mówimy o niezwykłym przywileju - oceniał postulaty demonstrantów Żakowski. - Mówimy o bulwersującej sytuacji i niemożności jej załatwienia. Oni tam siedzą i siedzą, a posłowie omijają ich szerokim łukiem - mówił prowadzący Poranek Radia TOK FM.

- Poseł Macierewicz dawał dzieciom maskotki - sprostował Tomasz Lis, redaktor naczelny "Newsweeka". - Był u władzy i mógł tę sprawę załatwić. Jakoś nikt się nie rwał - stwierdził Żakowski.

"Solidarna Polska niezły event z tego zorganizowała"

- To świadczy o pewnej impotencji naszej władzy. Dwie matki, które teraz demonstrują w Sejmie, miałem u siebie w programie trzy-cztery miesiące temu - wyjaśniał Lis. - Dziwię się, że władza choćby z cynizmu nie rozwiązała problemu, a miała prawo podejrzewać, że ten granat w rękach wybuchnie - mówił.

- Z przykrością stwierdzam jednak bezgraniczną podłość i cynizm drugiej strony - dodał Lis, nawiązując do faktu, że rodzice przyjechali do Warszawy na zaproszenie polityków Solidarnej Polski. - Poseł SP, który w tym samym programie występował na inny temat, dzień później zapytał producentkę mojego programu, ilu widzów go oglądało. Jak mu powiedziała, zapytał: "tę część o matkach tych dzieci też tyle?" "Tak". "No to niezły event z tego będzie" - relacjonował Lis. - No to Solidarna Polska niezły event z tego zorganizowała - dodał publicysta.

"Ten i poprzedni premier świadomie z tego zrezygnowali"

Żakowski przypomniał, że kilka lat temu PO i PiS obcięły składkę rentową, wychodząc z założenia, że rząd ma wystarczająco pieniędzy. - Mówimy o czymś, z czego ten i poprzedni premier świadomie zrezygnowali. To wybory, dziwne wybory - zastanawiał się prowadzący Poranek Radia TOK FM.

Publicyści przypomnieli zapowiedź premiera, że do 2015 roku rodzice niepełnosprawnych dzieci otrzymają równowartość płacy minimalnej. Lis zwrócił jednak uwagę, że to nie rozwiązuje problemu, bo w kolejce czekają inne wykluczone grupy: osoby starsze, opiekunowie dzieci chorych na rzadkie choroby, którym pieniądze należą się w takim samym stopniu.

"To pytanie do nas wszystkich o naszą wrażliwość, empatię, solidarność"

Żakowski ze zrozumieniem podszedł do finansowych ograniczeń rządu. - Ale to się mieści w obrębie obowiązującej do tej pory logiki. Logiki, która mówi, że w Polsce wzrost gospodarczy mają finansować najsłabsi, ponoszący ciężary, a zamożniejsi mają mieć minimalny udział w finansowaniu państwa. Wydatki socjalne mamy jedne z najmniejszych w Europie, zdrowotne najniższe w Unii. To część czegoś większego - wskazywał prowadzący Poranek Radia TOK FM.

- Pytanie o tę logikę to pytanie do nas wszystkich o naszą wrażliwość, empatię, solidarność - włączył się Wiesław Władyka, publicysta "Polityki". - Cały czas mówimy o 25 najszczęśliwszych latach w dziejach Polski, mówimy, że jesteśmy beneficjantami tego rozwoju. Okazuje się, że nie wszyscy, i są dramatyczne miejsca, których jako ci beneficjanci powinniśmy się wstydzić - skwitował Władyka.