Mobilizacja rezerwistów w Polsce? Plotka o tajemniczych wezwaniach na ćwiczenia do armii [SPRAWDZAMY]

Gorąca sytuacja polityczna na Ukrainie podgrzewa również atmosferę w Polsce. Mobilizacja - to złowieszcze słowo coraz częściej przewija się już nie tylko na internetowych forach, ale także w artykułach. Czy rezerwiści rzeczywiście mają się czego bać i grozi im to, że lada moment pójdą w kamasze? Sprawdziliśmy, ile jest prawdy w najgorętszej plotce ostatnich dni.
Trudno dziwić się temu, że sytuacja na Ukrainie tak bardzo interesuje Polaków. Nie tylko współczujemy tamtejszym ofiarom walki o demokrację, ale też podskórnie przeczuwamy, że konflikt zbrojny u naszych granic nie pozostałby bez wpływu również na nasze życie. I pewnie dlatego od samego początku wybuchu tej "dziwnej wojny" o Krym w naszym internecie zaroiło się od teorii spiskowych.

Najpierw były filmiki pokazujące przemieszczanie się kolumn polskich wojsk, potem przyszły informacje o postawienie w stan gotowości bojowej części sił zbrojnych, aż wreszcie najświeższa - mobilizacja polskich rezerwistów. Mało tego - mobilizacja przeprowadzana w tajny i objęty największą tajemnicą sposób. Pal licho, jeśli takimi doniesieniami zajmują się internauci, gorzej kiedy zaczynają o nich informować już same media. Postanowiliśmy uporządkować nieco ten medialny chaos.

Ćwiczenia rezerwistów? Zaplanowane już rok temu

Siły powietrzne w gotowości bojowej? Tak, tylko że... to nic nadzwyczajnego. - W doniesieniach o gotowości bojowej sił powietrznych nie ma żadnych sensacji ani rewelacji. Na co dzień bowiem część sił zawsze utrzymywana jest w gotowości bojowej, to normalna procedura - wyjaśnia nam ppłk Szczepan Głuszczak, rzecznik Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych.

Co zaś z najbardziej rozgrzewającą głowy sprawą mobilizacji i poboru? - Te informacje o przeprowadzanej w Polsce mobilizacji to tylko spekulacje niektórych gazet i portali, które zmierzają do tego, aby zwiększyć zainteresowanie ich treściami - przekonuje z kolei płk Jacek Sońta, rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej. I dokładnie tłumaczy, jak to naprawdę jest z ćwiczeniami rezerwistów w tym roku. - W lutym 2013 roku minister zdecydował o powrocie do przeprowadzania ćwiczeń rezerwy. W zeszłym roku objęły one grupę ok. 3 tysięcy osób. Natomiast już w październiku 2013 roku zaplanowano tegoroczne ćwiczenia - zakładając, że liczba ich uczestników będzie się zwiększać i wyniesie około 6 tysięcy - tłumaczy.

- Wiązanie tych działań z sytuacją na Ukrainie jest absurdem - podkreśla rzecznik MON. - Nie ma żadnych powodów, by stwarzać wrażenie sytuacji krytycznej bądź sytuacji zagrożenia. Te karty mobilizacyjne, które prezentują media, to po prostu bzdury - zaznacza. A co z mobilizacją wśród cywilnych pracowników wojska, o której informował m.in. "Nasz Dziennik"? - Jeśli gdzieś jakiś pracownik Wojskowej Komendy Uzupełnień dostał taką kartę, to naprawdę nie robiłbym z tego wydarzenia, bo odbywa się to zgodnie z dotychczasowymi procedurami - przekonuje płk Sońta.

Na Twitterze głos w sprawie zabrał też sam minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak, który podał dokładną liczbę rezerwistów, których obejmą ćwiczenia w tym roku.



Nie panikujmy, nic nam nie grozi

Oficjalnym tłumaczeniom dają wiarę również byli wojskowi. - Mobilizacja? To są plotki, musiałoby być realne zagrożenie - mówi nam ppłk Krzysztof Przepiórka z Fundacji Byłych Żołnierzy GROM. - Gdyby była mobilizacja, to nie dałoby się tego tak po prostu ukryć - podkreśla. - Co roku są przeprowadzane ćwiczenia rezerwistów, wojsko się szkoli i tak powinno być. Mobilizacji nie ma nawet w krajach nadbałtyckich, które są bardziej zagrożone od nas i narażone na prowokacje, bo odsetek żyjących tam Rosjan jest wysoki - tłumaczy ppłk Przepiórka. Czy jest się w ogóle czego bać w związku z sytuacją na Ukrainie? - Nie można panikować, nic nam nie grozi - gorące głowy studzi ten doświadczony żołnierz. - Choć trzeba być czujnym i należycie reagować, a do tego służą m.in. ćwiczenia procedur - zaznacza.

I właśnie dlatego jakiś czas temu nad polskim niebem pojawił się samolot wczesnego ostrzegania AWACS należący do sił NATO, a Amerykanie wysłali do naszego kraju kolejne wielozadaniowe F-16.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS