Tajlandzkie wojsko wykryło zaginiony samolot? Możliwe, ale nikt ich o to nie zapytał

Tajlandzkie wojsko podaje, że ich radary wykryły samolot, który mógł być zaginionym boeingiem. Zauważyli go kilka minut przed tym, jak Malezja straciła kontakt z maszyną. Tyle że nikt nie poprosił ich o informacje.
Cały świat szuka zaginionego malezyjskiego samolotu, który zniknął z ekranów radarów 8 marca. Do tej pory nie udało się natrafić na jego ślad, nie wiadomo też, co mogło stać się z maszyną. Informacje tajlandzkiego wojska mogą rzucić nowe światło na tę sprawę.

Zaginiony boeing? Nie ma pewności

Rzecznik tajlandzkiego wojska podał, że samolot pojawił się na wojskowych radarach kilka minut przed tym, jak Malezja straciła z nim łączność. Wiadomo, że maszyna leciała nad Cieśninę Malakka. Tam zlokalizowały ją również radary Malezji, ale nie wiadomo, czy to rzeczywiście zaginiony boeing.

Dlaczego Tajlandia informuje o tym dopiero teraz? Rzecznik podkreślił, że "armia skoncentrowana jest na wykrywaniu zagrożeń wobec państwa", a inne sygnały są ignorowane. Wiąże się to z falą antyrządowych protestów, jakie mają miejsce w Tajlandii od lutego.

Rzecznik zaznaczył też, że pierwsze zapytanie od władz Malezji zostało zignorowane, bo było sformułowane bardzo ogólnikowo. Tajlandia odpowiedziała dopiero na bardziej precyzyjną prośbę o informacje.

Co się stało? Najdziwniejsze hipotezy, pewności brak

Boeing 777 wyleciał do Pekinu ze stolicy Malezji Kuala Lumpur w sobotę 8 marca. Godzinę po starcie zniknął z cywilnych radarów nad Morzem Południowochińskim między Malezją a Wietnamem. Na pokładzie było 239 osób.

Nadal nie udało się odpowiedzieć na pytanie, co się stało z boeingiem. Władze Malezji skłaniają się do wersji, że samolot został uprowadzony, choć do tej pory nie przyznała się do tego żadna organizacja terrorystyczna. Śledczy badają też wątek ewentualnego samobójstwa któregoś z członków załogi, który mógł celowo skierować maszynę ku ziemi.

Poszukiwania samolotu prowadzone są na olbrzymim obszarze obejmującym m.in. większą część Oceanu Indyjskiego, Indie, Chiny, Mongolię, Malezję, Indonezję i zachodnią Australię. Ostatnio zostały rozszerzone aż do Kazachstanu. - To tak, jakby szukać kilku osób gdzieś między Nowym Jorkiem a Kalifornią - obrazowo opisuje problem komandor William Marks z 7 floty amerykańskiej marynarki.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: