Sikorski: W UE wiedzą, że stało się coś złowrogiego. Wszyscy mieli świadomość długiego cienia historii [U Lisa]

W Europie ?wszyscy mają świadomość, że stało się coś złowrogiego? - powiedział w rozmowie z Tomaszem Lisem w TVP2 Radosław Sikorski. - Wbrew temu, czego nauczyła nas I i II wojna światowa i wojny domowe w ostatnim ćwierćwieczu, pod pretekstem pomocy swoim ziomkom zmieniana jest siłą granica. To się bardzo źle kojarzy, wszyscy mieli świadomość tego długiego cienia historii - mówił szef MSZ.
- To była debata, w języku dyplomacji: szczera, a zwykłym burzliwa - powiedział Sikorski, pytany przez Tomasza Lisa o klimat spotkania ministrów spraw zagranicznych UE. Stwierdził, że "wszyscy mają świadomość, że stało się coś złowrogiego": - Że w Europie wbrew temu, czego nauczyła nas I wojna światowa, II wojna światowa, zimna wojna i wojny domowe w ostatnim ćwierćwieczu, zmieniana jest siłą granica pod pretekstem pomocy swoim ziomkom - podsumował minister spraw zagranicznych.

Sikorski dodał, że "to się bardzo źle kojarzy". - Wszyscy mieli świadomość tego długiego cienia historii - dodał. Tłumaczył też, że debata była burzliwa, "bo Europa nie składa się z samych Polsk".

- Tak jak my nie zawsze jesteśmy tak wrażliwi na wydarzenia w Libii czy Czadzie, jak kraje południa - tak one też potrzebują czasu, by dojrzeć - zaznaczył.

"Polska ma status kraju, któremu się ufa"

W dalszej części rozmowy Radosław Sikorski stwierdził m.in., że "w Europie wszyscy mają nadzieję, że Krym, tak jak wcześniej Gruzja, to był wyjątek". - Ale wszyscy też wiedzą, że na Krymie może się nie skończyć. Wtedy to będzie inna gra - dodał. Jak relacjonował, w debacie Polacy byli po tej samej stronie co Niemcy, Francuzi i Brytyjczycy.

- Czyli Polska ma status nie tylko eksperta od spraw wschodnich, ale kraju, któremu się ufa. Kraju, który nie robi niepotrzebnych awantur, który jak już mówi, co trzeba zrobić, to jest to traktowane poważnie - zaznaczył i dodał, że "to naprawdę było uderzające, że i Francja, i Niemcy, i Wielka Brytania traktują ten kryzys ze śmiertelną powagą". - Bałtowie, czy Rumunia, czy my, czujemy tę solidarność europejską. To jest ważne, to jest proces zrastania się Europy - mówił Sikorski.

Tomasz Lis pytał też Sikorskiego o znaczenie jutrzejszej wizyty wiceprezydenta USA w Polsce. Według szefa polskiego MSZ ważniejsze było wysłanie do Polski amerykańskich samolotów. - Dwanaście F-16 to realna siła bojowa - stwierdził. Mówił też, że w Europie niezbędne jest stworzenie rynku gazu, aby cały kontynent miał "bezpieczne dostawy po konkurencyjnej cenie". Odnosząc się do pytania Lisa o tarczę antyrakietową, odparł: - Myślę, że Putin właśnie spowodował, że tarcza na pewno powstanie.

"Prowadzimy zręczną politykę zagraniczną. Kaczyński miał politykę gestów"

Minister odniósł się też do przywołanego przez Lisa, a powtarzanego w niektórych kręgach politycznych i przez komentatorów zarzutu, że "nastąpił dramatycznie radykalny zwrot w pozycjach zajmowanych przez polskiego premiera i ministra spraw zagranicznych. I jeśli dzisiaj publika, Polacy akceptują to, co robi Tusk i Sikorski, to dlatego, że mówią Lechem Kaczyńskim".

Sikorski we wcześniejszym etapie rozmowy stwierdził, że "dziś jedyną realistyczną wersją polityki jagiellońskiej, czyli dzielenia się zdobyczami cywilizacji łacińskiej ze Wschodem, jest rozszerzanie UE. A by to móc robić, trzeba mieć w tej Unii mocną pozycję". - I dokładnie to robimy - podkreślił. Potem kontynuował tę myśl:

- Wypracowaliśmy sobie opinię kraju, który potrafi rozmawiać z Rosją. Który tam gdzie trzeba, potrafi zawrzeć korzystną umowę (np. o małym ruchu granicznym z obwodem kaliningradzkim), który potrafi w niektórych sprawach się postawić, a w innych być życzliwym - i z takiej pozycji można mówić: "ale to co robią w tej chwili, jest nie do przyjęcia". Zdaniem Sikorskiego "Polska prowadzi zręczną skuteczną politykę zagraniczną, a prezydent Lech Kaczyński prowadził politykę gestów, czasami ważnych - jak występ na wiecu w Tbilisi. Ale prowadził też politykę, do której konstytucja nie dawała mu prawa".

- Przypominam: art. 146. konstytucji mówi jasno, kto w Polsce prowadzi politykę zagraniczną. I Polska nie może mieć dwóch polityk zagranicznych, a tak bywało. Tak naprawdę jedyną znaczącą decyzją, która powstała pod wpływem Lecha Kaczyńskiego w polityce wschodniej, była decyzja o zakupie rafinerii w Możejkach, na której jesteśmy stratni 2 mld dolarów - podsumował szef polskiego MSZ.

Chcesz na bieżąco śledzić sytuację za granicą? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS