Ekspert o nowej teorii: Silniki faktycznie wysyłają dane. Ale żeby samolot po zniknięciu z radarów pokonał 4000 km? Nie wierzę

- Usługa Total Care, z której korzysta m.in. LOT, polega na stałym monitorowaniu podstawowych parametrów pracy silników Rolls-Royce'a w samolocie. Jednak sygnał wysyłany z maszyny nie daje informacji o jej położeniu - mówi Gazecie.pl Grzegorz Sobczak ze ?Skrzydlatej Polski?. Media podały dziś, że sygnał z silników zaginionej maszyny mógł być nadawany jeszcze przez 4 godziny po zniknięciu samolotu z radarów. To świadczyłoby o tym, że samolot przez ten czas był w powietrzu.
Władze Malezji wciąż nie są w stanie powiedzieć, co stało się z lecącym do Pekinu samolotem, który zniknął w sobotę z radaru krótko po wylocie z Kuala Lumpur. Na pokładzie znajdowało się 239 osób, w tym 227 pasażerów.

Amerykańscy śledczy twierdzą, że ktoś mógł celowo wyłączyć nadajniki maszyny i skierować ją na zupełnie inny kurs. W ten sposób samolot zniknąłby z radarów i mógłby w ciągu czterech godzin przebyć nawet 4000 km. To oznaczałoby, że strefę poszukiwań szczątków samolotu należy bardzo poszerzyć, a wrak będzie bardzo trudny do zlokalizowania.

- Trudno uwierzyć, by samolot od momentu zniknięcia z radarów odleciał tak daleko - mówi Grzegorz Sobczak, redaktor naczelny "Skrzydlatej Polski". - Faktycznie producent silników Rolls Royce'a oferuje przewoźnikom, którzy korzystają z samolotów wyposażonych w ich jednostki, usługę Total Care [korzysta z niej m.in. LOT - red.]. Polega ona na stałym monitorowaniu podstawowych parametrów pracy silników samolotu, takich jak temperatura, obroty itd., i wysyłaniu ich do centrali koncernu w Derby w Wlk. Brytanii. Na podstawie przesłanych danych, serwis jest w stanie np. dostarczyć części zamienne na lotnisko docelowe i tym samym przyspieszyć ewentualną naprawę. Niestety, usługa ma też wady: nie wysyła informacji o położeniu samolotu - wyjaśnia ekspert.

"Niemożliwe, żeby samolot zniknął z wojskowych radarów"

Zdaniem Sobczaka przy dzisiejszym systemie śledzenia operacji lotniczych praktycznie nie jest możliwe, żeby tak duży samolot jak boeing 777 faktycznie zniknął z radarów - zarówno tych cywilnych, jak i wojskowych. - O ile awaria lub celowe wyłączenie transpondera na pokładzie mogą faktycznie skutkować zniknięciem samolotu z radarów cywilnych, tzw. wtórnych, o tyle maszyna pozostanie widoczna na radarach pierwotnych, z których korzysta wojsko - mówi portalowi Gazeta.pl Sobczak.

Co zatem stało się z malezyjskim boeingiem z 239 osobami na pokładzie? - Przychodzi mi do głowy jedna z teorii spiskowych, że w tym konkretnym przypadku władze mogą mieć coś do ukrycia. Być może na pokładzie przewożono nielegalny ładunek lub samolot brał udział w tajnej operacji - hipotetycznie zakłada redaktor naczelny "Skrzydlatej Polski".

Radary cywilne ostatni kontakt z samolotem miały, gdy znajdował się on nad Zatoką Tajlandzką. Jednak według ostatnich doniesień malezyjskiej armii jej radary wykazały, że maszyna zmieniła kurs na południowy - w stronę cieśniny Malakka. Radar w bazie wojskowej miał wykryć samolot niedaleko Pulau Perak, skalistej wyspy w północnej części cieśniny Malakka. Miejsce to znajduje się o kilkaset kilometrów na południe od lokalizacji, w której samolot "zniknął" z radarów cywilnych.

Czarne skrzynki pomogą w wyjaśnieniu zagadki zaginięcia

- Klucz do wyjaśnienia zagadki znajduje się w rejestratorach lotu, czyli tzw. czarnych skrzynkach. Jednak, by móc zdiagnozować przyczyny katastrofy - bo nikt chyba nie ma wątpliwości, że do niej doszło - trzeba je najpierw odnaleźć - mówi z kolei Tomasz Białoszewski, dziennikarz telewizyjny i radiowy, komentator wydarzeń lotniczych.

Białoszewski wskazuje, że nie będzie to jednak łatwe zadanie. - Na razie nie można zlokalizować miejsca katastrofy, a sygnał wysyłany z rejestratorów nie jest wystarczająco silny, by można go było szybko wykryć. W przypadku katastrofy francuskiego airbusa udało się to dopiero po zaangażowaniu w operację na Atlantyku podwodnych okrętów atomowych z niezwykle czułymi sonarami, które są w stanie namierzyć słaby sygnał z czarnych skrzynek - mówi Białoszewski.

Pytany o przyczyny nagłego zniknięcia z radarów boeinga 777, komentator przypomina, że istnieje coś takiego, jak lej świadomości, który powoduje, że czasem piloci w momencie awarii samolotu tak skupiają się na bezpieczeństwie maszyny, że zapominają o regulaminowych działaniach, np. wysłaniu sygnału ratunkowego. To mogłoby tłumaczyć brak takiego sygnału tuż przed zniknięciem z radarów - dodaje Białoszewski.

Chcesz na bieżąco śledzić sytuację za granicą? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS