"Prężymy muskuły. Ciągle widzimy nasze czołgi, F-16. To podgrzewanie emocji coraz mniej mi się podoba"

- Ja nie czuję się zagrożona i nie wydaje mi się, żeby to, co dzieje się na Krymie, wymagało takiego prężenia muskułów i wzniecania społecznego zaniepokojenia, a także nastrojów antyrosyjskich - mówiła w "Poranku" TOK FM Janina Paradowska. Dodała też, że nie można zapominać, że podgrzewanie emocji ws. kryzysu na Ukrainie czy ewentualnych zagrożeń dla Polski ma również swój polityczny, krajowy wymiar.
- To jest niepokojące, jak ciągle widzimy wszystkich możliwych polityków zwiedzających bazy marynarki wojennej, dotychczas nie słyszałam, żebyśmy mieli jakąś marynarkę wojenną z prawdziwego zdarzenia, te wszystkie czołgi, lecące samoloty, F-16, Bóg wie co. A teraz jeszcze przeczytałam, że Rosjanie tak szybko dojdą do Warszawy - mówiła Janina Paradowska w "Przeglądzie prasy" w Radiu TOK FM.

Rosjanie w trzy dni w Warszawie?

Prowadząca "Poranek" zaznaczyła jednak od razu, że niepotrzebne jest wywoływanie tak silnych emocji. - To podgrzewanie emocji ws. Ukrainy coraz mniej mi się podoba - mówiła Janina Paradowska, komentując m.in. dzisiejszy okładkowy materiał w "Super Expressie" o emocjonalnym tytule "Rosjanie w trzy dni będą w Warszawie".

- Przyznam, że ja nie czuję się zagrożona. I nie wydaje mi się, żeby to, co dzieje się na Krymie, wymagało takiego prężenia muskułów i wzniecania społecznego zaniepokojenia, a także - nie ukrywam - nastrojów antyrosyjskich zdecydowanie ponad miarę - mówiła o Paradowska. Dodała jednak od razu, że nie można zapominać o tym, że to podgrzewanie nastrojów ma również swój wymiar polityczny.- Polityka zagraniczna ma swój wymiar krajowy - mówiła Paradowska, nawiązując do tekstu w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej" "Ukraińska pułapka PiS".

- Wczoraj czytałam wywiad z Adamem Lipińskim, w którym było tylko ostro, ostro, ostro z Rosją, bo z nimi tylko tak trzeba. A przecież rządzili, mogli pokazać, jak ostro trzeba z Rosją.

Ukraina stała się pułapką dla całej opozycji, bo trudno krytykować jest rząd za to, co robi, nie tylko dlatego, że nagle stwierdzono, że istnieje jeden element, gdzie może zapanować zgoda, ale także dlatego, że nie ma o co się do premiera czy ministra spraw zagranicznych przyczepić - oceniła prowadząca "Poranek" w TOK FM.

Więcej o: