Zachód szuka rozwiązań. "Trzeba rozmawiać z Rosją, a nie o Rosji"

Wachlarz narzędzi, jakimi w konflikcie na Krymie dysponuje międzynarodowa społeczność, jest ograniczony: potępienie, oburzenie, nagany. Co zrobi wrażenie na prezydencie Putinie?
Co ma zrobić międzynarodowa społeczność, jeżeli Rosja w dalszym ciągu będzie okupować Krym, gdy wręcz dojdzie do starć wojskowych Rosjan z ukraińską armią? Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Ministrowie spraw zagranicznych państw UE będą debatować nad "ceną", jak to nazwał prezydent USA Barack Obama, jaką przyjdzie Putinowi zapłacić za tę "krymską przygodę".

W rzeczywistości zachodni dyplomaci stoją przed poważnym dylematem. Bo jeśli jakiekolwiek groźby mają być wiarygodne, trzeba mieć na podorędziu skuteczne kary. Co na stół może rzucić UE, żeby wywrzeć wrażenie na prezydencie Putinie?

Dyplomatyczny lód

UE mogłaby odwołać wszystkie planowane spotkania i konferencje z Moskwą, na przykład udział w szczycie G8 w Soczi. UE spotyka się z Rosją co pół roku na konsultacjach w sprawie poszerzenia stosunków, które można by także odwołać. Negocjacje ws. nowego układu o partnerstwie, który miałby zastąpić umowę z 1994 r. i tak bardzo się ślimaczą. Za to UE mogłaby zamrozić agendę spotkań dotyczących handlu surowcami energetycznymi, który został ustalony do 2050 r. ubiegłej wiosny.

UE mogłaby zagrozić prezydentowi Putinowi, ludziom z jego najbliższego otoczenia i czołowym osobistościom na Krymie ograniczeniami wizowymi czy blokadą kont. Bogaci Rosjanie trzymają swój majątek za granicą, wielu w bankach na Cyprze. Sankcje wobec nich musiałyby więc być bardzo precyzyjne, by dotkliwie poskutkowały. Unia jak dotąd nie zdecydowała się jednak na wdrożenie sankcji nawet wobec prezydenta Wiktora Janukowycza.

Sankcje gospodarcze pomimo zależności ekonomicznej

Jak podaje Komisja Europejska, Rosja jest trzecim co do wielkości partnerem gospodarczym UE - roczne obroty wynoszą 300 mld euro. Z kolei UE jest największym partnerem handlowym i inwestorem w Rosji. Ograniczenia relacji handlowych miałyby z pewnością namacalny efekt, ale zawsze dotknęłyby obydwie strony. W gremium KE panuje przekonanie, że Rosja odwzajemniłaby się wtedy również sankcjami. Restrykcje handlowe nie byłyby też tak proste z prawnego punktu widzenia, ponieważ Rosja przystąpiła do Światowej Organizacji Handlu WTO i, podobnie jak UE, przysługuje jej określone prawo do ochrony.

Wskazywał już na to przewodniczący KE Jose Manuel Barroso i zielona eurodeputowana Rebecca Harms. Unia Europejska jest uzależniona od importu surowców energetycznych z Rosji, Rosja z kolei potrzebuje UE jako odbiorcy gazu i ropy. Jak podaje Międzynarodowa Agencja Energii (IEA), dwie trzecie rosyjskich dochodów z eksportu pochodzi ze sprzedaży energii do UE. Rozwikłanie tego splotu interesów byłoby długotrwałym procesem.

Od ostatniego kryzysu wokół dostaw gazu w 2009 r. UE próbuje uniezależnić się w większym stopniu od dostaw z Rosji, stawiając na trasy dostaw nie będące pod rosyjską kontrolą. Tu odnotowano pierwsze sukcesy: udział rosyjskich dostaw gazu do UE spada - obecnie tylko 1/4 importowanego do Europy gazu pochodzi z Rosji. W przypadku ropy naftowej trend ten jest wręcz odwrotny: udział rosyjskiej ropy wzrasta. Niektóre państwa członkowskie UE jak kraje nadbałtyckie są całkowicie uzależnione od dostaw energii z Rosji. W momencie zaostrzenia kryzysu Moskwa mogłaby właśnie te kraje wziąć za swego rodzaju "energetycznych zakładników", zakręcając im kurek .

Środki militarne

Bezpośrednia ingerencja militarna w konflikt na Krymie nie wchodzi w rachubę ani dla UE, ani dla NATO: Ukraina nie jest członkiem Paktu Północnoatlantyckiego, czyli NATO nie ma obowiązku udzielenia pomocy. Kiedy w 2008 r. doszło do konfliktu pomiędzy Rosją i Gruzją, NATO i UE sięgały tylko po środki dyplomatyczne. UE była mediatorem w zawarciu porozumienia o zawieszeniu broni. NATO zamroziło wtedy na pewien czas współpracę z Rosją na forum Rady NATO-Rosja. Ministrowie obrony państw członkowskich sojuszu obronnego przy okazji spotkania w Brukseli w ubiegłą środę (26.02) tylko krótko rozważali opcję militarną i ostatecznie wykluczyli militarną ingerencję. Działo się to jednak w momencie, kiedy Półwysep Krymski jeszcze nie był okupowany przez rosyjskie wojsko.

Niemieccy eksperci wojskowi krytykują, że NATO nie włączyło Rosji do rozmów. - Byłoby lepiej, gdyby od razu zwołało się posiedzenie Rady NATO-Rosja - i to na poziomie ministrów spraw zagranicznych - mówi Harald Kujat, były naczelny inspektor Bundeswehry i były przewodniczący komisji militarnej NATO. - W ten sposób można było wywrzeć większe wrażenie na Rosji. - Teraz chodzi o to, by rozmawiać z Rosją, a nie o Rosji - zaznaczył. Rosja jest po Stanach Zjednoczonych drugim mocarstwem atomowym. Eskalacja militarna byłaby bardzo ryzykowna - podkreśla Harald Kujat. - W interesie wszystkich stron jest, by absolutnie uniknąć eskalacji.

Pomoc gospodarcza dla Ukrainy

Szefowie dyplomacji państw UE obradowali w poniedziałek (3.03) w Brukseli także nad pomocą gospodarczą dla rządu tymczasowego Ukrainy. Myśli się o udzieleniu jak najszybszej pomocy rzędu od 2 do 4 mld euro. Nikt nie chce zostawić Ukrainy na pastwę losu, powiedziano w Brukseli. Stojąca na progu bankructwa Ukraina musiałaby ulec Rosji. Jeżeli nie uda się pozyskać tych środków poprzez utarte mechanizmy jak MFW, będzie się szukać innych dróg, stwierdzono w kręgach unijnych dyplomatów.

Szef dyplomacji szwajcarskiej Didier Burkhalter, będący obecnie przewodniczącym Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), zaproponował w Bernie, by OBWE wykorzystać jako platformę konstruktywnego dialogu .

- Wzywam wszystkie zaangażowane państwa, by powstrzymały się od wszelkich jednostronnych akcji i podjęły pertraktacje w bilateralnym lub międzynarodowym wymiarze. OBWE jest do tego najlepszym forum".

Do OBWE należą zarówno państwa UE jak i Rosja, Ukraina i Stany Zjednoczone, organizacja ta wysyłała już swych obserwatorów w regiony kilku konfliktów.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''