''Polska dusza'' poniosła europosła? Dr Wasilewski: ''Ona historycznie nie jest domeną większości narodu...''

Jacek Protasiewicz stwierdził, że podczas awantury na niemieckim lotnisku zgubiła go ?polska dusza?. - Są sytuacje, w których takie zachowanie może się okazać rubaszne, spontaniczne - mówi dr Jacek Wasilewski z UW. - To jednak rzadkie. Tak zachowywać się można podczas grilla, a nie na lotnisku - dodaje.
Na lotnisku we Frankfurcie nad Menem Jacek Protasiewicz, europoseł PO, pod wpływem alkoholu wyzywał obsługę od "nazistów" i wykrzykiwał "Heil Hitler" - twierdzi niemiecki "Bild". - Poniosła mnie polska dusza, ale nie potrafiłem milczeć, kiedy ktoś do mnie mówi "raus" - mówił później polityk.

O "polskiej duszy" rozmawiamy z dr. Jackiem Wasilewskim, medioznawcą z Uniwersytetu Warszawskiego, autorem książki "Opowieści o Polsce. Retoryka narracji".

Krzysztof Lepczyński: "Poniosła mnie polska dusza" - tłumaczył się Jacek Protasiewicz. Czy naprawdę polskość duszy polega na awanturach na lotnisku?

Dr Jacek Wasilewski: - Ta "polska dusza" jest nieco hulaszcza i swawolna. Może to się manifestować w tym, co nazywamy ułańską fantazją, która związana jest z niepohamowaną jednostkową swawolą, która przejawia się albo zdobywaniem Somosierry, albo otwieraniem szampana szablą.

Ta "polska dusza" jest raczej efektem szlacheckiego pojmowania zabawy związanej z popisywaniem się. To nie jest właściwe dla całego narodu, polska dusza nie była domeną 90 proc. społeczeństwa, czyli chłopstwa i mieszczaństwa. Ale naród wcześniej definiowany był jako szlachecki.

Czyli Kowalski grzecznie pracuje, a europoseł Protasiewicz się awanturuje, posła Rokitę biją Niemcy, poseł Karski rozbija meleksy. I to jest szlachta.

- To rodzaj elity, ale do tego dochodzi Lepper, który też sobie używał. Każda elita ma błędy, w jakiś sposób się rozbija. Ale istotne jest to, że od czasu do czasu mamy problem partyzanta - z jednej strony są zdyscyplinowani żołnierze, a z drugiej - nasz "partyzant". Może być wcielony do jakiejś formacji, ale rozkazy i tak wykonuje na własną rękę. Zasady są gdzieś obok.

"Polska dusza" zaczyna się ujawniać, gdy jesteśmy w sytuacji opresyjnej: ktoś próbuje nas nakłonić do działania w zorganizowanym porządku, na przykład byśmy równo stali w kolejce. Dobrze to widać na drogach. Kultura jazdy jest u nas fatalna, a jeśli pojedziemy do Danii czy Szwecji, ludzie nie przekraczają prędkości, nie wyprzedzają, wszystko odbywa się w porządku. Relacja między Polakiem a znakiem ograniczenia prędkości jest dosyć luźna.

Więc należy się wstydzić tej "polskiej duszy"?

- W typowym zorganizowanym społeczeństwie "polska dusza" może być odbierana jako nieco warcholska. Są sytuacje, w których takie zachowanie może się okazać wesołe, rubaszne, spontaniczne, kreatywne. Ale to rzadkie sytuacje i wydaje mi się, że powinniśmy popracować nad przekształceniem "polskiej duszy" w duszę europejską.

A przynajmniej powinniśmy znaleźć guzik, który pozwalałby ją włączać w sytuacjach towarzyskich, gdzieś podczas grilla, a nie na lotnisku.

Czy ta dusza jest faktycznie taka "polska"? Jest przecież Berlusconi, ukraiński parlament, gdzie posłowie regularnie okładają się pięściami...

- Francuzi i Włosi mają inne priorytety, jeśli chodzi o łamanie zasad. My awanturujemy się z Niemcami w samolotach, co bywa przykre, ale też pokazuje, że mamy inne standardy zachowania. Pozwalamy sobie na więcej i nie traktujemy swoich służb poważnie.