"Nasi politycy przytomni ws. Ukrainy. Ale zaczęła się kampania i Kaczyński chce pokazać, że PiS jest świętszy od papieża"

Ekspertka Forum Polsko-Ukraińskiego Bogumiła Berdychowska chwali polskich polityków za reakcję na wydarzenia w Kijowie. Ale czas pochwał chyba się skończył, bo na dobre rozpoczęła się kampania wyborcza. - Kaczyński już stara się rozgrywać, pokazać, że są świętsi od papieża - oceniła dr Anna Materska-Sosnowska. Kampania może mieć wpływ na to, że do tej pory żaden polski polityk nie powiedział wprost, ile pieniędzy damy Ukrainie.
Ukraina skutecznie przesłoniła tematy, którymi dotychczas żyła polska polityka. Trudno byłoby znaleźć ugrupowanie, którego przedstawicieli zabrakło na kijowskim Euromajdanie. W Sejmie zobaczyliśmy, że po raz pierwszy od bardzo dawna PiS wsparł działania rządu Donalda Tuska.

Według Bogumiły Berdychowskiej, ekspertki Forum Polsko-Ukraińskiego, polskim politykom należą się pochwały. - Zachowali się przytomnie. Niezależnie od barw partyjnych dobrze wykonali swoją pracę. Dobrze by było, żeby dalej to robili i nie zaprzepaścili tego osiągnięcia poprzez wzajemne walki - mówiła w "Poranku Radia TOK FM".

Koniec pokoju

Spełnienie tego postulatu jest, niestety, niemożliwe. Bo praktycznie zaraz po podpisaniu porozumienia w Kijowie polscy politycy zajęli się komentowaniem i ocenianiem swoich kolegów. Najwięcej krytycznych uwag zebrał min. Radosław Sikorski. Prym w krytykowaniu wiodą politycy Prawa i Sprawiedliwości z Jarosławem Kaczyńskim na czele. Ich zdaniem podpisane w piątek w Kijowie porozumienie trudno ocenić jako sukces. Szczególnie nie spodobało się słynne "wszyscy będziecie martwi" skierowane przez szefa polskiej dyplomacji pod adresem ukraińskiej opozycji. Na przykład rzecznik PiS Adam Hofman ocenił w Radiu ZET, że nawet Wiktor Janukowycz nie byłby w stanie powiedzieć czegoś podobnego.

- Wydarzenia na Ukrainie stały się jednym z głównych haseł kampanii wyborczej przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. I na przykład Jarosław Kaczyński stara się rozgrywać sprawę, pokazać, że są świętsi od papieża. Obawiam się, że będziemy obserwować podbijanie bębenka - oceniła dr Anna Materska-Sosnowska, politolożka z Uniwersytetu Warszawskiego.

Ile damy?

Nie jest wykluczone, że właśnie przez kampanię wyborczą do tej pory przedstawiciele rządu bardzo ostrożnie wypowiadają się na temat pomocy finansowej dla Ukrainy. Premier Tusk już kilka dni temu zapowiedział, że Polska nie będzie wypruwać żył dla Ukrainy.

"Są takie momenty w historii, kiedy trzeba sobie wypruwać żyły" - Jacek Żakowski odpowiada premierowi>>

- Przypominam, że był moment, kiedy polscy politycy byli w stanie powiedzieć, ile pieniędzy przekażemy w ramach pomocy. Tak było w przypadku funduszu ratunkowego (tworzonego dla Grecji i innych europejskich krajów pogrążonych w kryzysie - red.). Wtedy premier Donald Tuska miał odwagę powiedzieć: Polska zaproponowała blisko 6 miliardów euro, mimo że ta deklaracja wywołała falę krytyki - wspominała Bogumiła Berdychowska w TOK FM.

W przypadku pomocy dla Ukrainy nawet opozycja unika konkretnych deklaracji, choć nie trzyma państwowej kasy. Kiedy Jacek Żakowski pytał wiceprezes PiS Beatę Szydło, o pieniądze dla Ukraińców, usłyszał, że trzeba "zwołać być może szczyt europejski i wypracować program, w którym znajdą się możliwości przekazania środków finansowych".

Więcej o: