Syryjski czterolatek samotnie wędrował przez pustynię? Jak jeden kadr zmienił całą historię

Samotnie idący przez pustynię z Syrii do Jordanii czterolatek, którego spotkali pracownicy ONZ, wzbudził na świecie powszechne współczucie. Tweet Hali Gorani z CNN ludzie podali dalej tysiące razy. Tyle, że chłopczyk, choć faktycznie jest uchodźcą i faktycznie się zgubił, nie był w aż tak złej sytuacji, jak początkowo informowano. Świadczą o tym dwa zdjęcia.
Zdjęcia samotnego czterolatka samotnie wędrującego przez pustynię, opublikowane na Twitterze przez pracowników ONZ, obiegły światowe media. Według pierwszych ustaleń dziecko zgubiło się w tłumie i dalej wędrowało już bez rodziców, na szczęście rodzina odnalazła się tuż za jordańską granicą - pisał New York Post. Chłopiec o imieniu Marwan błyskawicznie został jedną z twarzy tragedii, jaka spotyka Syryjczyków zmuszonych do opuszczenia swoich domów i ucieczki z terenu działań wojennych. To zdjęcie poruszyło wiele osób:



Zaginął w zamieszaniu

Początkowo nie było wiadomo, jak daleko dziecko odeszło od rodziny. Jak okazało się później, wystarczyło kilka kroków, by maluch w zamieszaniu po prostu zniknął rodzicom z oczu. Kiedy nie udało mu się odnaleźć rodziny, dalej ruszył w drogę samotnie. Wtedy zauważyli go pracownicy ONZ.

Losy zagubionego czterolatka można było śledzić na Twitterze. Andrew Harper, przedstawiciel wysokiego komisarza ONZ ds. uchodźców, który sfotografował Marwana, poinformował, że dziecko jest już bezpieczne. Tuż za jordańską granicą udało się odnaleźć jego krewnych.



Chłopiec zgubił się, ale nie szedł sam

Okazało się również, że chłopak, choć istotnie się zgubił rodzicom, wcale nie wędrował zupełnie sam. Szedł w kolumnie takich jak on uchodźców, całych rodzin, tysiącami przekraczających granicę syryjsko-jordańską, by uciec od wojny. Zdjęcie zamieścił ten sam pracownik ONZ, wysłannik Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców w Jordanii, Andrew Harper:

.



To, czego wciąż nie udało się ustalić, to to, jak daleko faktycznie Marwan znalazł się od rodziny i jak długo trwała jego samotna wędrówka. Wersje są dwie. Hala Gorani z CNN poinformowała po rozmowie z urzędem Wysokiego Komisarza, że według biura UNHCR dziecko "zostało oddzielone od rodziców w panującym chaosie" w nocy. Natomiast dziennikarz "Guardiana" Shiv Malik rozmawiał z przedstawicielem Wysokiego Komisarza obecnym na miejscu, który miał mu powiedzieć, że dziecko szło "kilka metrów za swoją rodziną".

Hańbiący kataklizm humanitarny

Niezależnie od tego, jaka ostatecznie będzie historia małego Marwana, był on jednym z wielu małych uchodźców, którzy każdego dnia zmierzają w stronę jordańskiej granicy. W dwa lata z Syrii uciekł milion osób. Wystarczyło sześć miesięcy, żeby uciekł kolejny milion. Teraz granicę co dzień przekracza 5 tys. osób, do końca roku możemy mieć 3 mln - wyliczał w grudniu w Genewie António Guterres, wysoki komisarz ONZ ds. uchodźców.

"Syria powoli się wykrwawia. Kobiety, dzieci i mężczyźni przekraczają granice, nie mając nic poza ubraniami na grzbiecie" - pisali w jednym z oświadczeń pracownicy ONZ. Jak podkreślają, ucieczka z Syrii to dopiero początek tego, co czeka uchodźców. Warunki w przygotowanych dla nich obozach są dramatyczne.

UNHCR przypomina też o 4,2 mln uchodźców wewnętrznych, czyli tych, którzy musieli uciekać z domów, ale nie chcieli albo nie mogli opuścić kraju. Mogą być w jeszcze gorszej sytuacji niż ci, którzy zdecydowali się na wyjazd. Żadna organizacja międzynarodowa nie jest dziś w stanie pomagać wewnątrz Syrii na większą skalę, dlatego tamtejsi uchodźcy są pozostawieni sami sobie. Wielu żyje w grotach i ruinach, każdego dnia walczą o przetrwanie.

Chcesz na bieżąco śledzić sytuację za granicą? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!
Tutaj znajdziesz wersję na telefony z Androidem >>>
Jeżeli masz telefon Windows Phone, kliknij tutaj >>>

Jeżeli masz iPhone'a, aplikację znajdziesz pod tym linkiem >>>