Bezdomni piszą list otwarty do posła Mularczyka: Jak pan tak będzie kontrolować, to wszyscy wylądują na ulicy

"Proszę wysłać pisma z prośbą o kontrole wszystkich mieszkań w Polsce, zwłaszcza lokali komunalnych, schronisk i noclegowni. Gwarantujemy, że po nich wszyscy zamieszkujący tam ludzie wylądują na ulicy, bo kontrole wykażą liczne nieprawidłowości" - piszą w liście otwartym do posła Arkadiusza Mularczyka rozżaleni bezdomni z pensjonatu św. Łazarza w warszawskim Ursusie. To odpowiedź na tekst "Polityki" o interwencjach posła Solidarnej Polski ws. bezdomnego mieszkającego w metalowym kontenerze w Nowym Sączu. Tekst, ws. którego Mularczyk złożył już doniesienie.
"W trosce o byt i przyszłość Polski, my, osoby bezdomne, obywatele Rzeczypospolitej, równi w prawach i w powinnościach, przypominamy o dbaniu o zachowanie przyrodzonej godności człowieka z poszanowaniem prawa każdego człowieka do wolności i przypominamy o obowiązku solidarności z innymi, o obowiązku współdziałania władz i dialogu społecznym" - piszą do Mularczyka bezdomni ze św. Łazarza: podopieczni Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, która zajmuje się osobami wykluczonych mieszkaniowo.

Jak wyjaśniają, są poruszeni tekstem, który ukazał się w ''Polityce''. Tygodnik zarzuca w nim posłowi Solidarnej Polski m.in. "nasyłanie" wszelakich możliwych kontroli na bezdomnego mieszkającego w blaszanym kontenerze.

"Kontrole na pewno wykażą nieprawidłowość"

"Widząc Pana upór w dążeniu do celu, wierzymy, że energia, jaka w Panu drzemie, może pomóc sprawie tysięcy osób wykluczonych mieszkaniowo. (...) Proponujemy wysłać pisma z prośbą o kontrole wszystkich mieszkań w Polsce. Ze szczególnym uwzględnieniem tych oferowanych przez wydziały lokalowe (socjalnych i komunalnych), schronisk i noclegowni gwarantujemy, że po nich wszyscy zamieszkujący tam ludzie wylądują na ulicy, ponieważ kontrole wykażą liczne nieprawidłowości" - piszą mieszkańcy św. Łazarza. Zapewniają, że takie interwencyjne działania na pewno wykażą całą masę nieprawidłowości i ujawnią warunki nawet jeszcze bardziej dramatyczne niż te, w których mieszkał bohater tekstu "Polityki".

"To Pan miedzy innymi od wielu lat pracuje w parlamencie, więc dla nas jest Pan osobiście odpowiedzialny za fatalny stan rynku pracy, mieszkalnictwa i opieki zdrowotnej. Jedynym usprawiedliwieniem dla wysokich - znacznie przewyższających najniższą krajową - pensji rządowych jest fakt, iż zasiadają tam specjaliści, którzy biorą pełną odpowiedzialność za stan kraju" - piszą bezdomni.

"Ingerowanie w czyjeś życie frustruje"

Przekonują, że wsparcie udzielane bezdomnym musi być nakierowane na ich indywidualne potrzeby. "Czy Pan rozmawiał z Panem Gromalą (bohaterem tekstu "Polityki") i zapytał, jakiej pomocy oczekuje? Czy zaproponował Pan mu pomoc na przykład przy złożeniu wniosku o mieszkanie? Czy ten człowiek w okolicy swojego zamieszkania ma szansę na legalną pracę?" - pytają i dodają, że ingerowanie w czyjeś życie i decydowanie wbrew woli zainteresowanego najczęściej rodzi jedynie frustrację i wewnętrzny sprzeciw.

Co na to adresat listu otwartego? Gdy udało się nam do niego dodzwonić, mówił, że listu jeszcze nie otrzymał, ale zapewnił, że na niego odpowie. Odciął się też od treści artykułu "Polityki", który uważa za nierzetelny i w sprawie którego złożył już pozew do sądu, przeciwko wydawcy, redaktorowi naczelnemu i autorce tekstu. - Tygodnik nawet nie próbował ze mną rozmawiać. Autorka oparła się wyłącznie na relacjach jednej strony - podkreśla Mularczyk.

Poseł odpowiada: "Nie godzę się, by ludzie mieszkali bez wody"

Według tekstu "Polityki" Mularczyk miał - za pomocą licznych interwencji - dążyć do usunięcia z okolicy bezdomnego, który z pomocą życzliwych ludzi urządził sobie mieszkanie w kontenerze na działce nieopodal domu posła.

Sam poseł przedstawia sytuację zupełnie inaczej. - Ja się nie godzę na to, by miasto finansowało biednym ludziom mieszkanie w blaszanych kontenerach, bez prądu, bez toalety, bez wody. I nigdy nie będzie we mnie na to zgody - zaznacza poseł w rozmowie z TOK FM.

Dopytywany o interwencje ws. bezdomnego, o które miał występować, mówi: - Tak, podejmowałam szereg działań, ale przecież nie przeciw biednemu człowiekowi. Ja nawet psa w mrozy biorę do domu i nie zostawię na tym zimnie. A tu człowiek w takich warunkach miał mieszkać za zgodą miasta, dogrzewając się jedynie piecykiem. Nie akceptuję sytuacji, gdy utrzymuje się biednego człowieka w bezdomności, finansując mu kontener i mieszkanie socjalne na zimę, i to dopiero po moich interwencjach, w sytuacji, gdy ten człowiek ma dwa domy mieszkalne na dużej działce 10 kilometrów dalej - przekonuje Mularczyk.

W tekście "Polityki" nie było wątku o "dwóch domach". Był tylko fragment o "domu rodzinnym" Gromali, w którym zmarła jego siostra. Wezwany w tej sprawie na kontrolę mężczyzna miał tłumaczyć, że gdy 16 lat temu próbował tam wrócić, wystawiono mu walizki za drzwi. Teraz - wg tygodnika po interwencjach posła - Gromala spróbował raz jeszcze, ale mu nie otworzono.

Bezdomni kończą list, zapraszając posła do siebie: "Szanowny Panie Pośle, aby w przyszłości uniknąć złego pomagania, takiego, które szkodzi, a nie przynosi nikomu żadnych korzyści, proponujemy Panu aktywne szkolenie w naszym ośrodku.(...) Jeśli przy natłoku zajęć nie ma Pan czasu na wizytę w schronisku dla osób bezdomnych w warszawskim Ursusie, to proponujemy Panu wizytę eksperta".