Rozbitek nie był wychudzony ani spalony przez słońce. Wątpliwości ekspertów

Skóra rozbitka nie była spalona przez słońce, nie był też wychudzony tak, jak inni odnajdywani po długim czasie podróżnicy, a w jego opowieści "nie brakuje nieścisłości". Teraz eksperci zastanawiają się, czy z naukowego punktu widzenia historia Jose Alvarengi jest prawdopodobna - donosi "The Independent".
Według dr. Simona Boxalla, oceanografa z Uniwersytetu w Southampton cytowanego przez "The Independent", jest możliwe, aby prądy morskie pokierowały drogą rozbitka w taki sposób. - Jeżeli sprawdzi się wykresy, widać, że prądy morskie mogą przenieść kogoś z Meksyku na Wyspy Marshalla. W tym wypadku zgadzają się też ramy czasowe - mężczyzna musiałby się poruszać z prędkością pół mili na godzinę, co jest możliwe, gdyby wiatr wiał z tyłu - mówi.

Inny cytowany przez portal ekspert, profesor żywienia na Uniwersytecie w Oxfordzie, jest zdania, że przetrwanie na diecie złożonej z surowych ryb i mięsa żółwi nie jest nieprawdopodobne. - Ciało ludzkie jest niezwykle odporne na głód. Jest ono dobrze przystosowane do przetrwania długiego czasu, gdy spożywa się ograniczone ilości pokarmów - powiedział.

Przypadki innych osób mogą potwierdzać historię Alvarengi

Opowieść podróżnika potwierdzają również inne przypadki samotnej wędrówki po morzu. Steven Callahan, amerykański żeglarz, którego łódź przewróciła się w 1982 roku po zderzeniu z wielorybem. Spędził on 76 dni, dryfując samotnie przez Atlantyk na tratwie ratunkowej. Inny mężczyzna, Toakai Teitoi, zamiast dwugodzinnej podróży między dwoma miastami Kiribati dryfował po morzu 105 dni - znaleziono go w okolicach Wysp Marshalla.

Najdłuższy czas spędzony samotnie na morzu wynosi 133 dni. 25-letni Poon Lim's dryfował wtedy na tratwie po Oceanie Atlantyckim po tym, jak jego statek został zatopiony przez niemieckiego U-Boota u wybrzeży Cape Town w 1942 roku. Znaleziono go dopiero przy ujściu Amazonki.

Brak jedzenia? Możliwy. Ale nikt nie przeżyłby tyle czasu bez wody

Do całej historii nastawiony jest jednak sceptycznie James Mandeville, były oficer armii i ekspert w dziedzinie przetrwania na morzu. - Nie można przetrwać przez długi czas, pijąc mocz i krew żółwi - to wykończy wątrobę i nerki. Przy temperaturach panujących na Pacyfiku trzeba pić dwa-trzy litry wody, aby przeżyć - ocenia.

Jak dodaje, w miesiącach, w których podróżował Alvarenga, nie odnotowano opadów deszczu, które pozwoliłyby przeżyć rozbitkowi. Mandeville wyjaśnia też, że taka podróż powinna pozostawić uszczerbek na zdrowiu rybaka. - Jeżeli używał rąk do połowu ryb, zostałyby one pokryte ranami od słonej wody i bakterii w morzu Jego wzrok również uległby pogorszeniu z powodu silnych promieni słonecznych odbijających się w wodzie - mówi.

Historia mężczyzny obiegła media w zeszłym tygodniu



O odnalezieniu na atolu Ebon wychudzonego rozbitka poinformował w zeszłym tygodniu "The Independent". Mężczyzna twierdził, że pochodzi z Meksyku, a na Wyspy Marshalla trafił po półtora toku dryfowania. Aby przetrwać, miał jeść surowe ryby i żółwie, a gdy nie padało, pił ich krew.

Jose Salvador Alvarenga twierdzi, że w grudniu 2012 r. wypłynął na połów z Meksyku - nie pamięta jednak, jak nazywał się port, z którego wypłynął. Jego łódź miała zepsuć się podczas sztormu. Prawdziwość słów mężczyzny wzbudza jednak wątpliwości - Alvarenga pamięta tylko część wydarzeń, a jego w opowieści "nie brakuje nieścisłości" - informuje "The Guardian".

Jedną z wątpliwości może być też czas zaginięcia łodzi - według ksiąg portowych mogła ona zaginąć znacznie później, niż twierdzi rozbitek, czyli w listopadzie 2013 roku.

Z odnalezienia Alvarengi cieszy się rodzina. Nie mieli kontaktu od ośmiu lat

"To cud" - tak o odnalezieniu rozbitka mówi rodzina mężczyzny. Najbliżsi nie mieli z nim kontaktu od ośmiu lat i żyli w przekonaniu, że nie żyje - informuje agencja Associated Press.

Ojciec Alvarengi powiedział w rozmowie z mediami, że jego syn pracował na morzu od 14. roku życia i był niezwykle doświadczonym żeglarzem. To może wyjaśniać, jak udało mu się przeżyć na morzu aż 13 miesięcy.

Sekretarz spraw zagranicznych Wysp Marshalla poinformował też, że stan zdrowia mężczyzny jest dobry. Potrzebuje on jednak dużo snu i odpoczynku, a także bogatej w witaminy diety.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!
Tutaj znajdziesz wersję na telefony z Androidem >>>
Jeżeli masz telefon Windows Phone, kliknij tutaj >>>

Jeżeli masz iPhone'a, aplikację znajdziesz pod tym linkiem >>>
Jose Salvador Alvarenga, rozbitek, Pacyfik, Meksyk

Komentarze (56)
Rozbitek nie był wychudzony ani spalony przez słońce. Wątpliwości ekspertów
Zaloguj się
  • mechanochemia

    0

    Macierewicz zbada sprawe ! i po wszystkim

  • 2560a

    0

    Moze ufoludy go porwaly?

  • montezuma1234

    0

    zjadł współpasażera

  • hardy1

    Oceniono 1 raz 1

    Dobrze odżywiony, skóra niepomarszczona, nawet niezbyt opalony... po roku na morzu w łodzi? W tropikalnym słońcu, bez słodkiej wody?
    Kto chce, niech wierzy. Ja nie.

  • villiers

    Oceniono 3 razy 3

    >>> nie był spalony przez słońce <<< Z NIVEA nie straszna żadna przygoda.

  • miroslawa133

    Oceniono 4 razy 4

    Pamięta, że wypłynął w grudniu a nie pamięta z jakiego portu. Dziwne. I tłusty jak na rozbitka.

  • mao111

    Oceniono 4 razy 4

    Ściemnia jak Walter White... :)

  • liv72

    Oceniono 5 razy 5

    To jest prawdziwy Jack Strong !!!

  • naz_niepoprawna

    Oceniono 4 razy 0

    "Zapraszam na nowa stronę z filmami oraz serialami online. Po upadnięciu kinomaniaka jest to alternatywa" - to już sobie wolę Piano wykupić - będę miał większy ubaw czytając Pati "gospodarka pędzi".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX