Lew-Starowicz: Boję się, że Trynkiewicz poczuł się bohaterem medialnym. Nie wiadomo, co może wymyślić

- Mariusz Trynkiewicz został uznany za poczytalnego. Ale gdyby jego proces odbywał się teraz, kwalifikacja byłaby inna - mówił prof. Zbigniew Lew-Starowicz w ?Piaskiem po oczach? w TVN 24. Seksuolog mówił o swoich obawach związanych z wyjściem przestępcy na wolność. - Może chcieć podtrzymać swoje istnienie w mediach - ostrzegał.
- Gdyby Trynkiewicza sądzono dziś, nie zostałby raczej uznany za poczytalnego. Trafiłby prawdopodobnie do zamkniętego zakładu psychiatrycznego. Wyszedłby dopiero, gdy lekarze dostrzegliby nadzieję na poprawę. O ile w ogóle by wyszedł - wyjaśniał seksuolog.

Lew-Starowicz powiedział, że dopiero 2 lata temu został osiągnięty między psychiatrami i seksuologami konsensus ws. poczytalności. Zmiany w rozumieniu tego pojęcia wyjaśnił na przykładzie Trynkiewicza. - W takich przypadkach jak ten "niepoczytalność" oznacza, że została zachowana świadomość tego, co się robi, ale zdolność kierowania swoim postępowaniem jest ograniczona. To specyficzne dla wielu przestępstw seksualnych. Trynkiewicz nie potrafi sobą kierować. To są nagłe impulsy, ostre działania, a jednocześnie jedyny sposób zaspokajania popędu. Sam tego nie opanuje, potrzebne mu są leki i psychoterapia - tłumaczył.

"Leczenie znacznie ogranicza recydywę"

Lew-Starowicz przytaczał dane z różnych krajów nt. skuteczności takiego leczenia. - W przypadku osób, które podczas odbywania kary nie były leczone, jest prawie 70-procentowe prawdopodobieństwo recydywy. Jeśli podczas kary prowadzono terapię, prawdopodobieństwo powrotu do przestępstwa spada o połowę. Sam leczyłem wielu ludzi, wiem, że terapia bywa skuteczna - podkreślał Lew-Starowicz.

- Boję się tej psychozy, która narasta wokół Trynkiewicza. Jeśli ktoś go rozpozna, może dojść do linczu. A z drugiej strony obawiam się, że może się poczuć bohaterem medialnym. Nie wiadomo, co może wymyślić, żeby podtrzymać swoje istnienie w mediach - zastanawiał się Lew-Starowicz.

Jednocześnie podkreślił, że wierzy, że jeśli skazany ma motywację i współpracuje z terapeutami, to może się zmienić. - Powszechnie panuje przekonanie, że takie "bestie" trzeba dożywotnio trzymać za kratami. Tymczasem znane są przypadki, że skazani kończyli studia, robili doktoraty, tworzyli udane rodziny - wyliczał.

"Kiedyś były czarownice, teraz są pedofile"

- Trynkiewicz nie urodził się zły. Na to, co się z nim stało, nałożyło się kilka czynników: kwestia jego orientacji, z którą się nie mógł pogodzić, jego osobowość. W tamtych czasach nie było żadnych ośrodków terapeutycznych. Dostawałem listy od przestępców seksualnych: "Proszę mi pomóc, bo za pół roku wychodzę i wiem, że znów to zrobię" - mówił Lew-Starowicz.

- Każda epoka ma swoje czarne owce. Kiedyś były wiedźmy, czarownice, teraz są pedofile. Pedofil niewątpliwie krzywdzi dzieci, ale można się zastanowić, czy np. sprawca śmierci Marka Papały nie jest gorszy. Można na to różnie patrzeć - mówił seksuolog.

- Podjąłbym się leczenia Trynkiewicza, jeśliby mnie poproszono prowadzić terapię. Czyby mi się udało uzyskać efekt, to już druga rzecz. Jako terapeuta ja nie mam oporów - powiedział Lew-Starowicz.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!
Tutaj znajdziesz wersję na telefony z Androidem >>>
Jeżeli masz telefon Windows Phone, kliknij tutaj >>>

Jeżeli masz iPhone'a, aplikację znajdziesz pod tym linkiem >>>