Środa oskarża: "Szczyt Kobiet w Malezji dotyczył gender, a Kempa poleciała. Egzotyczna podróż?" Kempa: "Tam o gender nie było mowy!"

- Kempa pojechała na Światowy Szczyt Kobiet dotyczący gender, bo mogło chodzić jej o egzotyczną podróż za pieniądze podatników - oskarża Magdalena Środa. - Tam o gender nie było mowy! Przedstawiłam prezentację o CBA - ripostuje w rozmowie z Gazeta.pl Beata Kempa.
"W zeszłym roku Kempa uczestniczyła w Światowym Szczycie Kobiet (w Malezji), myśląc, że właśnie na gender zrobi karierę, jednak kobiety, które tam były, mówiły w obcych językach, więc zamiast obrad posłanka wybrała malezyjskie sklepy" - napisała prof. Magdalena Środa w swoim felietonie we "Wprost".

"Podatnik, za którego pieniądze Beata Kempa przeleciała się klasą biznes na inny kontynent (tam i - niestety - z powrotem), niewiele w końcu stracił, a posłanka zyskała pewność, że lepiej polegać na prostych prawdach księdza Oki" - dodała Środa. Poprosiliśmy ją o komentarz do tych słów.

Piotr Osiński, Gazeta.pl: Twierdzi pani, że Beata Kempa pojechała na Światowy Szczyt Kobiet, choć wiedziała, że będzie tam poruszany temat gender, sprzeczny z jej światopoglądem?

Prof. Magdalena Środa: Pani poseł Kempa zapewne albo rzeczywiście była zainteresowana, czym jest gender, albo była zainteresowana egzotyczną podróżą zagraniczną za pieniądze podatników. Na Światowy Szczyt Kobiet przyjeżdżają kobiety, które zarządzają korporacjami, przedstawicielki świata biznesu i wielkiej polityki. Mówią o tym, jak osiągnęły sukces i jakie bariery napotykały na drodze do niego.

Na kongresie mówi się też o przemocy wobec kobiet. Jest cały zestaw tematów, które wiążą się z problematyką gender, czyli po prostu z problematyką równouprawnienia kobiet i mężczyzn. Jaki był klucz, według którego poseł Kempa zdecydowała się uczestniczyć w Szczycie, trudno mi powiedzieć. Na pewno jednak każdy, kto tam był, dowiedział się, co to jest gender; że nie chodzi w nim o radykalny feminizm ani o zmianę płci.

Czy wszystkie polskie uczestniczki Szczytu leciały do Kuala Lumpur jednym samolotem?

- Nie, leciałyśmy różnymi samolotami. Pani Kempa wybrała klasę biznes, minister Kozłowska-Rajewicz, która miała sporo wystąpień i obowiązków, leciała klasą ekonomiczną, żeby zminimalizować koszty podróży. Poseł Kempa mieszkała też w drogim, czterogwiazdkowym hotelu. Niestety nie brała aktywnego udziału w panelach dyskusyjnych, raczej chodziła po mieście.

Posłanka Kempa przywiozła ze sobą tłumaczkę, bo nie zna żadnego języka (trudno więc powiedzieć, dlaczego wybiera się do europarlamentu). Jednak korzystała z niej, raczej zwiedzając miasto, niż słuchając obrad. Na obradach bardzo rzadko; wiedza na temat gender specjalnie jej nie interesowała, ale też bynajmniej nie oburzała.

Nie boi się pani oskarżeń, że mówi o tym dopiero, gdy posłanka Kempa stanęła na czele sejmowego zespołu "Stop ideologii gender", a gdyby tego nie zrobiła, wszystko byłoby w porządku?

- Jestem tak strasznie zbulwersowana głupstwami, które głosi pani Kempa jako inicjatorka parlamentarnego zespołu przeciwko gender, że może warto, by jej potencjalni wyborcy wiedzieli, na kogo głosują. Gender był w porządku, jeśli wiązał się z egzotyczną podróżą za pieniądze podatników, ale stał się "dziełem szatana", gdy trzeba było znaleźć w Polsce platformę służącą do wybicia się do europarlamentu.

Jestem oburzona poziomem cynizmu, hipokryzji, ignorancji, głupoty i złośliwości, który reprezentuje Kempa, mówiąc kompletne bzdury o tak zwanej "ideologii gender", dewastacji rodziny, zmianach płci itp. Jeśli gender jest tak straszne, to dlaczego posłanka Kempa nie reagowała oburzeniem w Malezji, dlaczego tam nie krzyczała, że gender szkodzi rodzinie, dzieciom, religii i cywilizacji? Czy w krajach egzotycznych gender jest w porządku, tylko w zaściankowej Polsce aspiracje kobiet do równego traktowania mają być złe?

O te zarzuty zapytaliśmy Beatę Kempę

Piotr Osiński: Jak wyglądała pani podróż do Malezji?

Beata Kempa: Byłam częścią 3-osobowej delegacji z Sejmu. Razem ze mną nasz parlament reprezentowały panie posłanki Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska i Bożena Szydłowska. Leciałyśmy jednym rejsem, wszystkie trzy klasą biznes. Tym samym samolotem leciała Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. Ja nie mam wpływu na organizację lotu i pobytu w ramach delegacji. Czyżby według teorii pani Środy reprezentacja Polski miała jeździć furmanką? Jak ktoś nie ma argumentów, to czepia się miałkich szczegółów.

Czyli zarzuty Magdaleny Środy...

- W mojej ocenie pani Magdalena Środa mija się z prawdą i ma problemy z kulturą osobistą. Chce się lansować moim kosztem, zresztą nie ona pierwsza i nie ostatnia. Chce korzystać z mojej pozycji politycznej. Marzy jej się wejście w świat polityki. Dobra rada - można to robić kulturalnie.

Ale to był szczyt poświęcony gender?

- Moim zdaniem na Światowym Szczycie Kobiet w ogóle nie było mowy o gender. Ja znam definicję tego słowa, to pani Środa ją wypacza, rozumie, jak chce i dopasowuje do swojego toku rozumowania. Nie słyszałam, żeby ktoś mówił np. o tym, aby dziecko w czwartym roku życia wybierało sobie płeć, a to wyznaje ideologia gender. Jeśli pani Środa tego nie wie, to niech doczyta. Dzisiejsze feministki skaziły się po prostu ideologią gender. Pierwsze feministki nie mieszały dzieciom w głowach, mówiły np. o wyrównywaniu szans wyborczych i z tym się zgadzam i zawsze się zgadzałam.

Na Szczycie nie było żadnych warsztatów gender! Było to spotkanie kobiet sukcesu, które opowiadały o swoich osiągnięciach, bardzo dużo mówiono o tym, jak ważna jest rodzina. W ogóle nie mówiono o aborcji, transseksualizmie i tym podobnych sprawach. Nie było tam lewactwa, a uczestniczki szczytu były normalnymi kobietami, pozbawionymi zacięcia ideologicznego.

Brała pani udział w jakimś panelu?

- Paneli było sporo, można było sobie wybrać te, które nas interesują. Była pełna swoboda wyboru, nie trzeba było uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach Szczytu. Ja brałam udział w panelu na temat tego, co kobiety mogą zrobić w walce z korupcją.

W czasie dyskusji o korupcji podałam dane na temat działalności CBA; wszyscy, którzy ich słuchali, byli pod wrażeniem, była to dobra promocja Polski. Pani Środa nie może mi zarzucać, że nie brałam udziału w tych samych panelach co ona, bo ja po prostu nie miałam takiego obowiązku. W czasie Szczytu brałam też udział w spotkaniu z władzami malezyjskiego parlamentu.

A te luksusy, o których mówi prof. Środa?

- Pani Środa zarzuca mi, że mieszkałam w luksusowym hotelu. Ale wszyscy w nim mieszkali! Hotel był czterogwiazdkowy, zlokalizowany na terenie kompleksu, w którym odbywał się Szczyt. To organizatorzy zaplanowali, że większość uczestników Szczytu będzie w nim mieszkać. Ja się nie prosiłam o ten hotel. Jeśli świat nauki wygląda tak jak wiarygodność pani Magdaleny Środy, to obawiam się o jego stan.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Tutaj znajdziesz wersję na telefony z Androidem >>> A tutaj wersję na Windows Phone >>>