Prezes Wikimedia Polska: Seminarium naukowe. Ktoś przedstawia temat. A ja słyszę mój własny tekst z Wikipedii...

- Nieraz podczas seminariów naukowych okazywało się, że ludzie korzystali z Wikipedii, ale nie przyznawali się do tego. A ja ich słucham i poznaję tekst, który sam pisałem lub redagowałem - mówi dr hab. Tomasz Ganicz, prezes stowarzyszenia Wikimedia Polska i chemik z PAN. Jak związał się z Wikipedią? I jak radzi sobie z błędami, które się w niej pojawiają?
Uwielbiana przez jednych, przez innych ostro krytykowana, a nawet wyśmiewana. Wikipedia skończyła w tym tygodniu 13 lat. Jej polska wersja urodziny będzie obchodziła we wrześniu.

Rozmawiamy z dr. hab. Tomaszem Ganiczem, chemikiem z Polskiej Akademii Nauk, prezesem Wikimedia Polska. Pytamy m.in. o to, jak wyglądały początki jego współpracy z portalem, o słynną historię fikcyjnej postaci Henryka Batuty i o opinię polskiego środowiska naukowego na temat Wikipedii.

Piotr Osiński, Gazeta.pl: Jak wyglądały początki Wikipedii i jak zaczęła się pana przygoda z portalem?

Dr hab. Tomasz Ganicz: Wikipedia powstała 15 stycznia 2001 r. z inicjatywy Jimmy'ego Walesa. Wales udostępnił serwery i tak zaczęła się historia projektu wolnej encyklopedii. Przez dwa pierwsze lata Wikipedia działała jako prywatna inicjatywa paru osób. W 2003 r. Wales założył w San Francisco Wikimedia Foundation, która odpowiada za prowadzenie portalu od strony technicznej i prawnej.

Polska Wikipedia także powstała w 2001 r., 26 września, ale niezależnie od anglojęzycznej, na innych serwerach. Jej założycielami byli Krzysztof Jasiutowicz i Paweł Jochym, którzy poszukiwali osób zainteresowanych uczestnictwem w projekcie. Zostałem redaktorem. Jestem też współzałożycielem stowarzyszenia Wikimedia Polska, które od 2005 r. opiekuje się polską Wikipedią. Na początku byłem skarbnikiem stowarzyszenia i to ja zarejestrowałem je w sądzie, ponieważ nikomu innemu nie chciało się załatwiać formalności. Często więc słyszę, że jestem szefem Wikipedii, ale to nieprawda, bo nikt nie jest szefem portalu.

Na czym polega opieka stowarzyszenia Wikimedia Polska nad Wikipedią?

- Polskie stowarzyszenie ma tylko luźną umowę podpisaną z Wikimedia Foundation. W jej ramach możemy się posługiwać nazwą Wikipedia, ale nie możemy wpływać na kształt merytoryczny serwisu, np. narzucając coś redaktorom Wikipedii. Sama decyzja o tym, by przenieść polską Wikipedię na amerykańskie serwery, została podjęta po liście, który otrzymaliśmy od Jimmy'ego Walesa. Jako że nazwa i logo portalu zarejestrowane były jako znaki towarowe, zaproponowano nam dwa rozwiązania: zmianę nazwy polskiej Wikipedii lub przeniesienie na serwery jego firmy. Wówczas nasza społeczność, która liczyła ok. 20 osób, zagłosowała za skorzystaniem z drugiej opcji.

Wikimedia Polska ma charakter wspierający, organizuje spotkania, drukuje ulotki, rozmawia z dziennikarzami. Formalnie nie mogę żadnemu wikipedyście powiedzieć "zrób to czy tamto", nie odpowiadam też za treść Wikipedii.

Słyszałem kiedyś historię o profesorze fałszującym dane w artykułach w Wikipedii, które dotyczyły jego dziedziny wiedzy. Miało to na celu przyłapanie na korzystaniu z Wikipedii studentów podczas sesji egzaminacyjnych. Jeśli ów profesor zobaczył, że ktoś podał dane, które on sam sfałszował, oblewał takiego delikwenta.

- To chyba raczej miejska legenda. Słyszałem o takim przypadku za granicą, ale to informacja niepotwierdzona. Sam Jimmy Wales mówi, że Wikipedia jest informacyjnym źródłem pierwszego kontaktu, ale jeśli dana informacja ma dla kogoś znaczenie większe niż zwykła ciekawość, powinien szukać wiedzy dalej. Najgorzej, jeśli ktoś traktuje Wikipedię jako wyrocznię.

Są jednak różne projekty polegające na tym, że pracownicy naukowi w ramach zajęć dają swoim studentom możliwość ich zaliczania przez napisanie artykułu w Wikipedii. Takich projektów jest sporo w anglojęzycznej Wikipedii i są prowadzone na prestiżowych uczelniach.

W Polsce takich programów było kilkanaście. Jednak studenci, niejako przymuszeni do pisania artykułu, nie znając zasad edytowania i reguł Wikipedii, spotykali się z akcjami edytorów, którzy usuwali hasło, głównie z powodu braku podania źródeł. To często zniechęcało.

Wydaje mi się, że Wikipedia jest postrzegana trochę inaczej niż jeszcze jakiś czas temu. Teraz chyba czerpanie z niej wiedzy powoli przestaje być wstydliwe. Jak odbiera Wikipedię polskie środowisko naukowe?

- Na podstawie moich doświadczeń z instytutu PAN wiem, że środowisko naukowe ma co do Wikipedii mieszane uczucia. Nieraz podczas wewnętrznych seminariów naukowych okazywało się, że ludzie korzystali z artykułów z Wikipedii, ale nie przyznawali się do tego. A ja wiem, że korzystali, bo to ja pisałem ten artykuł i poznaję swój tekst. Albo kiedyś go już czytałem i redagowałem.

Często też pracownicy naukowi mówią, że "Wikipedia jest be", że jest niewiarygodna. Potem wchodząc do pokojów, w których pracują, widzę, że mają na monitorze otwartą Wikipedię i szukają w niej informacji. Jest trochę tak, że nie wypada się przyznać do korzystania z Wikipedii.

A jak jest pana zdaniem z jakością artykułów? Czy Wikipedia to bezpieczne źródło informacji i może zastąpić tradycyjną encyklopedię?

- Nie da się prosto odpowiedzieć na to pytanie. Wikipedia jest często jedynym źródłem, z którego można otrzymać krótką informację na dany temat. To główna siła, która przyciąga użytkowników. Zdarza się często, że ktoś wpisuje w wyszukiwarkę jakiś termin i znajduje jedynie odesłanie do naszego serwisu.

Były badania prowadzone w USA i Niemczech, było porównywanie do "Britanniki". Okazało się, że ilość błędów merytorycznych w Wikipedii jest zbliżona do ich ilości w encyklopediach tradycyjnych. Ale trzeba się liczyć z tym, że w Wikipedii zdarzają się tzw. wandalizmy, czyli błędy świadomie umieszczane przez ludzi, fałszywe hasła. Ich nie spotkamy w tradycyjnych encyklopediach. Ale takie rzeczy są wcześniej czy później wyłapywane. Dlatego też w przypadku artykułów ekonomicznych, prawnych, medycznych są adnotacje, żeby nie kierować się nimi w działalności zawodowej, np. nie stawiać na ich podstawie diagnoz lekarskich.

Mówi pan, że fałszywe artykuły są wcześniej czy później wyłapywane. Prawie dekadę temu głośny był jednak przypadek artykułu dotyczącego całkowicie zmyślonej postaci Henryka Batuty, komunistycznego działacza, który miał być patronem jednej z ulic w Warszawie. Artykuł ten utrzymywał się w Wikipedii przez 15 miesięcy. Czemu nikt wcześniej nie zorientował się, że był sfałszowany?

- Artykuł o Henryku Batucie był po prostu inteligentnie zrobiony, bardzo wiarygodnie napisany. Dopiero kiedy ktoś pojechał na ulicę Batuty i zobaczył, że jej nazwa związana jest z muzyką, a nie nazwiskiem, artykuł usunięto.

Taka mistyfikacja wymaga wiele wysiłku, więc takie rzeczy często się nie zdarzają. Dlatego też ten przypadek był tak nagłośniony. Zdarzają się też inne wandalizmy; ktoś np. utworzy artykuł "Kocham Zośkę", ale one są natychmiast wyłapywane. Znikają najpóźniej po kilku minutach, chyba że to środek nocy. Ale jest też trochę osób mieszkających w USA czy Kanadzie, które śledzą zmiany w polskiej Wikipedii i w takich przypadkach reagują.

Po historii z Batutą został utworzony specjalny projekt, który ma wykrywać artykuły dotyczące postaci nieistniejących, wyssanych z palca. Nie chodzi oczywiście o postaci typu Harry Potter, bo to bohater książki i o nim jak najbardziej można pisać. Takich fałszywych artykułów znaleziono kilkadziesiąt. Nawet dziś [15 stycznia - przyp. red.] wyłapano taki artykuł, który istniał od 2009 r. Napisano w nim o nigdy nieistniejącej postaci - Marii Monckiej - rzekomej działaczce społecznej z końca XIX wieku. Artykuł został usunięty.

A co z przypadkami, w których ludzie posługują się Wikipedią, choć teoretycznie nie powinni? Takich jak historia z prezydentem Komorowskim, który na konferencji prasowej trzymał kartkę z informacjami o Radzie Bezpieczeństwa Narodowego ściągniętymi z Wikipedii.

- Znam studenta prawa z Lublina, który napisał małą pracę naukową o tym, jak sędziowie w Polsce i za granicą korzystają z Wikipedii jako źródła wiedzy do orzeczeń. Badanie polegało na tym, że student przejrzał orzeczenia sądów z baz danych pod kątem tego, czy występowały w nich odniesienia do Wikipedii i znalazł takich przypadków kilkadziesiąt. Dla nas jest to niepokojące zjawisko.

A pan korzysta z Wikipedii w pracy?

- Jestem zawodowym chemikiem. Zdarza mi się korzystać z Wikipedii, aby szybko znaleźć informacje o jakimś związku chemicznym. Mam też dostęp do zawodowych baz danych związanych z chemią, ale często jest tak, że jeśli potrzebna jest szybka informacja o jakimś związku chemicznym, łatwiej jest skorzystać z Wikipedii. A więc korzystam, ale ostrożnie.

Skąd się biorą nowe wersje językowe Wikipedii? Czy każdy może stworzyć własną pod logo portalu?

- Nie można prywatnie założyć jakiegoś serwisu i nazwać go Wikipedią. Jeśli ktoś by to zrobił, otrzymałby z Kalifornii żądanie jego zamknięcia. Jest natomiast możliwość otwierania nowych wersji językowych Wikipedii w ramach jej systemu informatycznego. Jest to jednak proces długi i skomplikowany. Większość języków ma swoje wersje Wikipedii, łącznie z takimi językami jak śląski czy kaszubski, chociaż niektórzy twierdzą, że to tylko dialekty.

Jeśli ktoś chce stworzyć wersję wolnej encyklopedii w danym języku, musi posłużyć się specjalnym serwerem o nazwie inkubator. Pierwszym krokiem jest przetłumaczenie interfejsu Wikipedii na ów język. Jeśli ludzie posługujący się nim piszą artykuły i widać, że to zaczyna żyć, Komitet Językowy Fundacji decyduje o przeniesieniu takiego projektu pod niezależny adres i zaczyna on funkcjonować jako Wikipedia w nowym języku. Taką Wikipedię można jednak zamknąć, jeżeli zostanie odnotowany całkowity brak aktywności jej redaktorów.

A co z językami sztucznymi, takimi jak esperanto? W tym języku też prowadzona jest Wikipedia.

- Kiedyś było przyzwolenie na tworzenie Wikipedii w bardzo dziwnych językach. Nawet nie tyle, że sztucznych, takich jak esperanto, które są jednak używane na świecie, ale np. w klingońskim ze "Star Treka". Uznano jednak, że to przesada, że wykracza to poza misję Fundacji, jaką jest przekazywanie wiedzy. Tego typu wersje portalu zostały zamrożone.

Było tak też z językiem volapük opracowanym w 1879 r. przez niemieckiego księdza, który wierzył, że robił to z nakazu Boga. Wersję Wikipedii w tym języku wykreowało dwóch użytkowników, którzy stworzyli niesamowitą liczbę artykułów, ale przy pomocy automatu. Brali po prostu nagłówki artykułów z innych wersji językowych i tłumaczyli je na volapük. Nagle okazało się, że ich Wikipedia miała ok. 500 tys. haseł, a językiem tym mówi może z kilkadziesiąt osób na świecie. Wersję w volapüku uznano więc za byt zupełnie sztuczny. Nie miała sensu, jeśli chodzi o przekazywanie wiedzy.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Tutaj znajdziesz wersję na telefony z Androidem >>> A tutaj wersję na Windows Phone >>>