Opłata audiowizualna? "Tak, ale niech media publiczne najpierw pokażą, że są publiczne, a potem wyciągają ręce po pieniądze" [PIĘĆ OPINII]

Ministerstwo Kultury planuje wprowadzić opłatę audiowizualną. To byłby koniec abonamentu, który opłaca niewielu Polaków i początek finansowej stabilizacji mediów publicznych. Czy nowa opłata to dobry pomysł? Zapytaliśmy o to dziennikarzy związanych z radiem i telewizją.
Od kilku miesięcy Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego pracuje nad projektem ustawy o opłacie audiowizualnej. Ma ona zastąpić obowiązujący dziś abonament radiowo-telewizyjny.

Nowa opłata ma być obowiązkowa i powszechna, ale za to nawet dwukrotnie niższa od abonamentu. Płacić będziemy ją nie na podstawie zarejestrowanego odbiornika, ale samego faktu, że potencjalnie możemy skorzystać z ofert mediów publicznych. - Państwo zagwarantuje każdemu obywatelowi usługę, a to, czy z niej skorzysta, zależy od niego - mówił kilka dni temu minister Bogdan Zdrojewski. Powszechność opłaty ma poprawić sytuację finansową mediów publicznych, na którą wpływ ma fatalna ściągalność abonamentu. Na 13 mln gospodarstw domowych w 2012 roku regularnie płaci go zaledwie milion.

Na czym polegać będzie opłata wizualna? Sprawdź tutaj >>>

Politycy już od kilku lat mówią o konieczności zmiany systemu finansowania publicznych nadawców. Jednak jeszcze w 2010 roku Platforma Obywatelska nie zgadzała się na wprowadzenie opłaty audiowizualnej. Dziś jest o krok od jej wprowadzenia. Ideę opłaty kilka miesięcy temu w Radiu TOK FM chwalił nawet Jarosław Sellin z PiS. Innego zdania są jednak Polacy. W ubiegłorocznych badaniach CBOS 54 proc. respondentów stwierdziło, że nie chce wprowadzenia opłaty audiowizualnej.

Czy opłata audiowizualna to recepta na choroby trapiące media publiczne? Zapytaliśmy o to dziennikarzy.

Grzegorz Miecugow, publicysta TVN: Ludzie buntują się przeciwko abonamentowi. Mówią, że kupują kablówkę i dlaczego mają dwa razy płacić, albo że nie oglądają telewizji publicznej. To błędne rozumowanie. Zamysł abonamentu polega na tym, że odrywa się media publiczne od rynku, od reklamy. Taki idealny stan jest w Wielkiej Brytanii. W Polsce media publiczne nie dość, że biorą abonament, to działają jeszcze na rynku komercyjnym. To pomieszanie z poplątaniem.

Dziś telewizja jest w szpagacie. Jako spółka prawa handlowego jest fikcyjnie rozliczana w Sejmie przez komisję kultury z tego, jak sprawuje misję. I to zależy tylko od nastawienia politycznego. Nie zdarzyło się, żeby była rzetelnie skontrolowana. Bo naprawdę jest rozliczana przez ministra skarbu, który patrzy, czy coś zarobili. Jeśli mają takie kryteria, wiadomo, że w porze najlepszej oglądalności pójdą na walkę z TVN i Polsatem w szerzeniu treści błahych.

Rozumiem, że minister Zdrojewski znalazł pomysł, by po 25 latach funkcjonowania nowej rzeczywistości wszyscy byli opodatkowani na rzecz mediów publicznych. To się da oczywiście zrobić. Zawsze mnie dziwiło, dlaczego nasze państwo potrafi być opresyjne i stanowcze wobec obywateli niepłacących jakichś podatków, a kompletnie nie potrafi sobie poradzić z abonamentem.

Problem polega na tym, że jako obywatel wolałbym, żeby najpierw media publiczne pokazały, że są publiczne, a dopiero potem wyciągały rękę po pieniądze. Owszem, radio, np. Jedynka pod rządami Kamila Dąbrowy jest w dużej mierze takim medium, które można nazwać publicznym. Jednak nie radio jest tu problemem, ale telewizja. Telewizja, która jest rozrzutna, komercyjna, która ma podrygi, żeby pokazać jakiś teatr na żywo, ale generalnie nie widzę w telewizji jakiejś determinacji do pokazywania misji.

Bo misja to wyciągnięcie ręki do społeczeństwa i pokazywanie, że telewizja może pomóc człowiekowi z prowincji wyrównać szanse. Ten człowiek dostaje szanse nauczenia się języka obcego, dowiaduje się, jak prowadzić firmę, co trzeba zrobić, żeby zacząć funkcjonować na rynku. Telewizja, która w porze dobrej oglądalności da wartościowy film, reportaż, a nie rozrywkę. Ja tego wszystkiego nie widzę i wolałbym, żeby najpierw państwo potrafiło wymusić na telewizji publicznej spełnianie tego, co nazywamy misją. Wtedy chętnie zapłacę. Wydaje mi się jednak, że to marzenie ściętej głowy. Najpierw wyciągną rękę, a jak będą mieli pieniądze, nie będą mieli bodźca, żeby cokolwiek zrobić.

Kamil Dąbrowa, dyrektor Programu 1 Polskiego Radia: Mam nadzieję, że mniej uciążliwa, czyli niższa, ale za to powszechna opłata audiowizualna sprawi, że media publiczne będą finansowane w sposób uczciwy i rzetelny. Polacy powinni zrozumieć, że ta opłata jest niezbędna. Lubimy porównywać się z krajami lepiej rozwiniętymi, jak Wielka Brytania z BBC czy Niemcy, które wydają na media publiczne 7 mld euro rocznie. To ogromne pieniądze. Przeznaczane są na media, które ponoszą pewną odpowiedzialność. Odpowiedzialność, którą nie są obciążeni nadawcy komercyjni.

Radio, które w ostatnich dwóch latach było w dobrej kondycji finansowej, teraz stoi przed bardzo poważnym wyzwaniem. Wpływy z abonamentu będą w tym roku dużo niższe. Tu chodzi przede wszystkim o zdrowe finansowanie mediów publicznych, żeby było wiadomo, ile tych pieniędzy będzie, a nie żeby było to zależne od widzimisię Polaków, którzy abonament traktują w sposób letni.

Jednak gdy padają zarzuty o brak misyjności, nigdy nie są kierowane do Polskiego Radia. Częściej dotyczą telewizji. I to koledzy z telewizji wiedzą lepiej, jak powinna realizować swoją misję. Myślę jednak, że TVP Kultura czy Dwójka w ostatnich latach bardzo się zmieniły i idą w kierunku telewizji publicznej. Jest więc szansa na zmiany, ale to zależy od ludzi, od tego, jak to będzie realizowane. Jeśli misja nie będzie rywalizowała z oglądalnością, jeśli telewizja zostanie uwolniona od reklam, nie będzie musiała walczyć o reklamowy tort, ujrzymy zupełnie inne medium. Ale czy tak będzie? Zobaczymy.

Jarosław Gugała, redaktor naczelny ''Wydarzeń', Polsat: Taka opłata jest potrzebna. Bez tego nie będą powstawały w wystarczającej liczbie polskie filmy dokumentalne, reportaże, programy edukacyjne. To wszystko jest niemożliwe, w momencie kiedy my jako Polacy nie postanowimy wszyscy razem, że składamy się na to.

Obecna sytuacja, w której istnieje tzw. abonament płacony przez niewielką część Polaków, wydawany na biurokrację i nieudolnie zarządzane media państwowe, jest bez sensu. To marnowanie tych środków. Cieszę się, że wreszcie ktoś próbuje zrobić z tym porządek, sprawić, że nasze media będą coraz lepsze, a nie coraz płytsze i głupsze. Jednak to nie może być jak z abonamentem. Abonament jest oszukańczym parapodatkiem. Mówi się, że to opłata za posiadanie odbiornika. W rzeczywistości środki przeznaczone na utrzymanie telewizji i radia państwowego. To bez sensu. To mieszanie ludziom w głowach i wykorzystywanie ich naiwności.

Polacy są przekonani, że ta opłata ma poprawić ściągalność abonamentu, który zdaniem większości jest marnowany. Przyjdzie coś, co będzie nieuchronne, przed czym nie będzie można uciec. Tego Polacy nie chcą. Ale żaden rozsądny Polak nie powie "nie", kiedy da mu się pewność, że za opłatę dostanie ileś filmów, ileś dokumentów, reportaży, publicystyki, widowisk. Każdy Polak powie: tak, chętnie dam na to pieniądze. Zmieni zdanie, jeśli powie mu się uczciwie, po co to wszystko jest. Dlatego trzeba mu zagwarantować, że te pieniądze nie pójdą na zmarnowanie.

Najważniejsze więc, żeby te pieniądze szły nie na źle zarządzane molochy, biurokrację, opłacanie zbyt wysokich gaż dla celebrytów, tylko na produkcję wartościowych programów telewizyjnych i radiowych. Nie mam złudzeń i wiem, że większość tych pieniędzy dostaną media publiczne. Chciałbym jednak, żeby część opłaty audiowizualnej była dostępna dla innych podmiotów. Nie ma żadnego powodu sądzić, że dziennikarze w TVN czy Polsacie nie są w stanie wyprodukować czegoś wartościowego. Są w stanie. To, że ktoś pracuje w TVP, nie czyni go od razu twórcą telewizyjnym. To rozwiązanie poprawi ofertę mediów komercyjnych, które będą miały w ramówkach ciekawe, wartościowe pozycje.

Kamila Ceran, redaktor naczelna radia TOK FM: Rządowy pomysł wprowadzenia opłaty audiowizualnej uważam za dobrą propozycję. Uzyskane w ten sposób środki - znacznie większe niż dotąd - powinny służyć do finansowania mediów publicznych, ale pod warunkiem że równocześnie zostanie im odebrana możliwość nadawania reklam. Mam również nadzieję, że tak jak kiedyś zapowiadali politycy, część tych pieniędzy zostanie przeznaczona na programy misyjne w mediach prywatnych, na przykład takich jak realizujące misję informacyjną Radio TOK FM.

Uwolnienie mediów publicznych od konieczności walki rynkowej o "słupki", a za ich pomocą o środki na działanie, umożliwi im poprawę jakości programów. Może dzięki temu wrócą na antenę cotygodniowe premiery teatralne, własne produkcje popularnonaukowe, takie jak Sonda, konkursy w których ważna jest wiedza uczestników, jak Wielka Gra i programy dla dzieci nie składające się wyłącznie z niezbyt rozwijających kreskówek.



Andrzej Godlewski, zastępca redaktora naczelnego TVP1: Jesteśmy telewizją działającą de facto w komercyjnych warunkach. Teraz wielu Polaków słusznie wymaga wiele od TVP i chętnie te wymogi spełniamy. Tyle że abonament płaci co 13 czy 15 gospodarstwo domowe. Większość pieniędzy pozyskujemy z reklam, w przypadku "Jedynki" to nawet 90 proc. środków. A nie mamy takich warunków, jak nasi konkurenci, którzy mogą przerywać programy reklamami. Nasi widzowie cieszą się, że nie muszą do północy oglądać filmu, bo jest oryginalnej długości. Jednak na tej samej emisji zarabiamy 3-4 razy mniej niż konkurenci, którzy mają reklamy wewnątrz audycji i znacznie większą widownię reklamową niż my, którzy emitujemy spoty przed i po filmie. Nowe zasady opłat uporządkują rynek. Dziś telewizja publiczna obłożona jest zbyt dużymi restrykcjami.

Podczas wielkich, narodowych wydarzeń Polacy gromadzą się przed odbiornikami i oglądają TVP. W zeszłym roku najwięcej widzów oglądało audycje związane z wyborem papieża, wielkie widowiska sportowe i seriale. Uważam więc, że mając takie sukcesy, mamy pełne prawo oczekiwać, by mieć pełne prawa na rynku.

Zresztą pewne zmiany widać już teraz. Mimo trudności cały czas jest u nas na antenie Teatr Telewizji, dokument, programy edukacyjne. Dzięki opłacie audiowizualnej na pewno będziemy mogli sobie pozwolić na więcej. Widzowie mieliby pełny mandat, żeby więcej od nas wymagać i chętnie będziemy się mierzyć z tymi wymaganiami. Przed chwilą byłem u fryzjera. Powiedział, chętnie zapłaci 100 zł rocznie na publiczne radio i telewizję.

Więcej o: