Kozłowska-Rajewicz: Gender to wymyślony wróg Kościoła. Lepiej mówić "równouprawnienie"

- "Ideologia gender" to termin wymyślony przez Kościół; to wymyślony wróg Kościoła - powiedziała w TVN 24 Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, pełnomocnik rządu ds. równego traktowania. - Po polsku lepiej mówić "równouprawnienie", bo gender ma niewiele wspólnego z tym, o czym pisali biskupi w swoich listach.
Minister Kozłowska-Rajewicz była gościem telewizji TVN 24. Odpowiadała na pytania dotyczące słów listu Episkopatu Polski do wiernych, czytanego dziś w wielu kościołach w naszym kraju w związku z Niedzielą Świętej Rodziny.

List występował w dwóch wersjach; ostrzejszej - według słów kard. Kazimierza Nycza, przeznaczonej dla kapłanów i katechetów - oraz łagodniejszej, którą księża mogli czytać wiernym w czasie mszy świętych.

- Cieszę się, że drugi list Episkopatu został złagodzony. Ciągle jednak pojawia się tam pojęcie "ideologii gender" jako jakiś wróg. Z tym że ten wróg po prostu nie istnieje - powiedziała minister Kozłowska-Rajewicz. - Po polsku lepiej używać słowa "równouprawnienie". Ono najlepiej oddaje znaczenie słowa "gender". To, o czym pisali polscy biskupi w swoich listach, ma z gender niewiele wspólnego - dodała.

"Równe traktowanie kobiet i mężczyzn to zupełnie co innego niż przedstawia to Kościół"

Zapytana o to, czy polski rząd promuje filozofię gender, pełnomocnik rządu odparła: - Równe traktowanie kobiet i mężczyzn faktycznie istnieje we wszystkich dokumentach rządowych oraz samorządowych, przedszkolach i szkołach. Równouprawnienie to jednak zupełnie co innego, niż przedstawia to Kościół. Kościół pokazuje gender jako strasznego potwora, który ma niszczyć polską rodzinę - powiedziała Kozłowska-Rajewicz.

- Wszystkie organizacje pozarządowe, aktywiści walczący o równouprawnienie płci są prorodzinni i rząd jest prorodzinny. Rodzina jest przedmiotem tak troski naszej, jak i troski Kościoła - dodała minister.

- Nie ma takich programów, tzn. ja nie znam takich programów, które polegałyby na przebieraniu chłopców za dziewczynki i wprowadzaniu ich w świat seksu przez tzw. seksboksy. Jeśli chodzi o edukację seksualną, nie ma w ogóle takiego przedmiotu w szkole - powiedziała Kozłowska-Rajewicz, zapytana, czy nie ma niebezpieczeństwa, że programy, które mają uczyć tolerancji, wprowadzą zamieszanie do umysłów dzieci.

"Jeśli dziewczynka ma ochotę pobawić się samochodzikami, nie stanie się od tego chłopcem"

- Jeśli dziewczynki chcą się pobawić samochodzikami, nie ma w tym nic złego. Kiedyś tego nie robiły, bo kobiety nie miały prawa jazdy. Teraz trudno znaleźć 20-latkę, która nie jeździ samochodem - mówiła minister.

- Kierująca samochodem nie traci swej kobiecości. Podobnie jeśli dziewczynka ma ochotę pobawić się autem, nie stanie się od tego chłopcem. Edukacja równościowa polega na tym, żeby walczyć z ograniczeniami, które stwarzają stereotypy płciowe. Żeby mężczyzna, który chce się zająć swoim dzieckiem, nie był wytykany palcami - oświadczyła minister Kozłowska-Rajewicz.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Tutaj znajdziesz wersję na telefony z Androidem >>> A tutaj wersję na Windows Phone >>>

Więcej o: