Al-Kaida przeprasza za atak na szpital w Jemenie. "Jeden z bojowników nie posłuchał rozkazów"

Dowódca jemeńskiej Al-Kaidy przeprosił za atak na wojskowy szpital, do którego doszło na początku grudnia podczas zamachu na kompleks ministerstwa obrony. Jak tłumaczy, była to samowolna akcja jednego z bojowników. Zginęły wówczas 52 osoby, a 167 zostało rannych.
Publiczne przeprosiny od organizacji terrorystycznych zdarzają się wyjątkowo rzadko. Jak jednak podaje Al-Dżazira, Qassim al-Rimi, dowódca Al-Kaidy na Półwyspie Arabskim, opublikował w internecie nagranie, na którym przeprasza za atak na szpital wojskowy. Według niego napastnicy, którzy zaatakowali kompleks należący do ministerstwa obrony, mieli nie wchodzić do położonego tam szpitala, ani do miejsc przeznaczonych na modlitwę. Jednak jeden z zamachowców nie posłuchał rozkazów.

Przepraszamy. Rodzinom zapłacimy odszkodowania

- To był nasz błąd. Poczuwamy się do winy - oświadczył Qassim al-Rimi. - Przepraszamy rodziny ofiar i chcemy wyrazić nasze współczucie dla nich. Bierzemy na siebie pełną odpowiedzialność za to, co się tam wydarzyło. Zapłacimy rodzinom ofiar odszkodowanie - zaznaczył.

Lider jemeńskiej Al-Kaidy podkreślił jednak, że niezależnie od błędu, do jakiego doszło, zamierzają kontynuować swoją świętą wojnę. Ostrzegł także , że bojownicy będą atakować inne obiekty wojskowe i bazy, które "współpracują z USA, szpiegując, przekazując informacje wywiadowcze i oferując wsparcie". - Mamy długą listę takich miejsc - powiedział.

Atak odwetowy za drony

5 grudnia na terenie kompleksu ministerstwa obrony Jemenu doszło najpierw do samobójczego zamachu - napastnik staranował samochodem bramę. Następnie budynki resortu zaatakowali ludzie uzbrojeni w broń palną. Byli przebrani w mundury wojsk jemeńskich.



Napastnicy wtargnęli też do mieszczącego się przy ministerstwie szpitala wojskowego. Tam zabili cudzoziemskich lekarzy i niektórych pacjentów. W sumie w ataku zginęły 52 osoby, a 167 zostało rannych. Zabici cudzoziemcy pochodzili z Niemiec, Wietnamu, Indii i Filipin.

Do zamachu przyznała się AQAP - organizacja od kilku lat uważana przez Stany Zjednoczone za najbardziej niebezpieczny odłam Al-Kaidy. Poinformowała na Twitterze, że zaatakowała siedzibę resortu obrony, "ponieważ mieści się tam centrum sterowania dronami" USA, a ponadto ministerstwo "gości amerykańskich ekspertów". Tekst AQAP głosi, że miejsca, skąd Amerykanie prowadzą operacje przeciw muzułmanom, "są właściwymi celami" dla dżihadystów.

Po ataku ministerstwo obrony opublikowało krótkie oświadczenie, w którym podkreślono, że większość napastników zginęła.

Chcesz na bieżąco śledzić sytuację za granicą? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Tutaj znajdziesz wersję na telefony z Androidem >>> A tutaj wersję na Windows Phone >>>