"To najpiękniejsza ozdoba na tej choince" - tak o polskiej bombce mówił Barack Obama. Jak powstają ręcznie robione ozdoby?

Choć dla większości osób Boże Narodzenie kończy się z chwilą rozebrania choinki i zjedzenia ostatnich przysmaków, są miejsca, gdzie święta trwają cały rok. Jednym z nich jest fabryka bombek. Sprawdziłam w niej, jak powstają ręcznie robione ozdoby.
W firmie Silverado, fabryce bombek znajdującej się w podwarszawskim Józefowie, jest już właściwie po sezonie. Najwięcej dzieje się tu w lecie - wtedy nie ma mowy o żadnych urlopach. Teraz, tuż przed świętami, większość zamówień została zrealizowana. Nie oznacza to jednak, że pracownicy mogą odpocząć - rozpoczęli produkcję przyszłorocznej kolekcji, a w dodatku od listopada do stycznia do fabryki codziennie przyjeżdżają szkolne wycieczki. Moja wizyta zbiegła się z wizytą jednej z takich grup - po wejściu do wzorcowni, w której wiszą setki najróżniejszych bombek, wszystkie maluchy zamierają z wrażenia.

Jak powstały pierwsze bombki?

Jak głosi legenda, pierwsze bombki zostały wykonane przez Niemca Hansa Greinera. Podobno nie było go stać na kupno używanych wówczas ozdób choinkowych - cukierków, orzechów i jabłek - dlatego sam zaczął robić szklane wydmuszki. Do Polski bombki dotarły w XIX wieku, przyjmując początkowo kształty owoców czy orzechów. Sprowadzano je głównie z zagranicy - przede wszystkim z zagłębia produkcyjnego, jakim jest Norymberga.

Żeby zrobić bombkę, trzeba najpierw rozgrzać szklaną rurkę na gazowym palniku do temperatury ok. 1000 st C. Jeżeli ozdoba ma być okrągła, modeluje się ją, dmuchając w nie ogrzaną część rurki do momentu, w którym osiągnie ona odpowiednią średnicę. Gdy kształt ma być bardziej skomplikowany, gorące szkło wkłada się do formy i dopiero później dmucha. Trzeba to zrobić bardzo szybko, inaczej szkło się rozsypie. Dzięki wskazówkom pana Ryszarda, dmuchacza szkła, mogłam spróbować sama wydmuchać bombkę. To trudne, bo powietrze należy wydmuchiwać powoli, ale i mocno.

Kolejny etap to posrebrzanie - bombkę po ostygnięciu wkłada się do roztworu azotanu srebra. Po wyschnięciu można ją już zdobić - obsypać brokatem czy pomalować. To właśnie dzięki ręcznemu wykonaniu, staranności i mnogości wzorów polskie bombki podbijają świat.

Bombka polska kontra produkt "made in China"

- Polacy mają fajną wrażliwość, może jakąś specjalną duszę do świąt? - zastanawia się Magdalena Słodyczka, współwłaścicielka firmy Silverado. - Cały czas jesteśmy konkurencyjni, cały czas robimy produkty, które mają klimat. Nie mają tego Chińczycy - zauważa.

O popularności chińskich bombek decyduje głównie cena - w markecie zestaw 40 sztuk niedużych, kolorowych ozdób "made in China" kosztuje kilkanaście złotych. Od tej kwoty ceny detaliczne ręcznie malowanych bombek dopiero się zaczynają. Wschodnie bombki są też typowym produktem produkcji masowej - liczy się ilość, nie jakość, więc ścianki ozdób są cienkie niczym ścianki żarówek, a święci Mikołajowie maja często zeza albo skośne oczy.

Choinkowe świecidełka z Silverado nie trafiają do polskich sklepów - ich głównym odbiorcą są klienci z USA. - Rynek amerykański zawsze był otwarty na bombki naszej produkcji - mówi Słodyczka. - Z polskimi marketami pracowaliśmy przez wiele lat, ale wycofaliśmy się z tej współpracy. To specyficzna branża. Zaopatrzenie marketu musi być pełne do 24 grudnia. Każdy, kto przyjdzie na zakupy, musi mieć możliwość kupienia produktu do Wigilii. Całe zatowarowanie, które zostanie, musi wrócić, markety zwracają towar - tłumaczy. Inaczej jest w przypadku klientów ze Stanów. Kupują oni określoną liczbę bombek, a fabryka nie musi się martwić zwrotami. Klienci zza Oceanu zamawiają też dużo więcej towaru.

Europa ma wyszukany gust. USA lubi szaleć

- Atmosfera w tej branży jest bardzo porównywalna do atmosfery w modzie - mamy kreatorów, dizajnerów, kreacje, kolekcje, które mają swój przewodni temat - mówi Słodyczka. - Europa jest wysublimowana, elegancka, wytworna. Stany są zabawkowo-dziko rozbuchane. Amerykanie lubią też historię, musi coś się dziać i być ze sobą związane - np. jak Mikołaj ma słuchawki lekarskie, to jest lekarzem. Europa jest za to klientem, który zwraca szczególną uwagę na wysublimowaną estetykę. Tu wszystko musi być prostsze, nie może być tak bogate, krzykliwe - tłumaczy. Jest w czym wybierać - klienci mają do dyspozycji ponad 6 tys. wzorów.

Pomysłowość projektantów może zadziwiać - ozdoby mogą przyjmować najróżniejsze kształty. Są wśród nich bombki - torty, zwierzęta czy egzemplarze stylizowane na jajka Faberge.

Gdy święta trwają przez cały rok

Sami pracownicy mówią, że nie mają dosyć tej świątecznej atmosfery. Duża część z nich pracuje w fabryce od kilkunastu lat - jak sami mówią, lubią swoją pracę, inaczej nie daliby rady być tu tyle czasu. Większość z nich doskonaliła swoje umiejętności artystyczne samemu - dekoratorka bombek potrzebuje się szkolić nawet 3 lata, bo jest tak dużo możliwych wzorów. Tyle czasu potrzeba, żeby zetknąć się ze wszystkimi rodzajami produkcji.

"Nasze" bombki zostały docenione zagranicą już dawno - można je kupić w najbardziej ekskluzywnych sklepach z ozdobami świątecznymi, co roku powstawała też specjalna kolekcja dla Białego Domu. Polskie bombki miał na swojej choince nawet Michael Jackson, a trzy lata temu ozdobę z motywami ludowymi od Bronisława Komorowskiego dostał Barack Obama. - To najpiękniejsza ozdoba na tej choince - mówił prezydent USA.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Tutaj znajdziesz wersję na telefony z Androidem >>> A tutaj wersję na Windows Phone >>>