Magda z sieci fast food: "Klienci przypomną sobie nagle o poście". Ewelina, sprzedawca: "Jestem wykończona". Jak wygląda praca w wigilię?

"Pochodzę z Warszawy i pracuję w każde święta, bo współpracownicy wyjeżdżają", "jestem wykończona i nawet nie marzę, że uda mi się odpocząć". Jak pracuje się w wigilię? Rozmawiamy z Magdą z fast foodu, Hanną - nauczycielką, Eweliną, która pracuje w galerii handlowej, Julią - kelnerką i pielęgniarką Joanną.
Od kilku lat związki zawodowe i "Solidarność" apelują do pracodawców z branży handlowej o wcześniejsze zamykanie hipermarketów i galerii handlowych w wigilię. Do akcji przyłącza się coraz więcej osób, które zgadzają się, że sprzedawcy też powinni móc spędzić ten czas z rodziną.

Jak wygląda praca w samą wigilię? Do której trwa i jak dają sobie radę z przygotowaniami osoby, które spędzają w niej nie tylko 24 grudnia, ale i poprzedzające go dni? Aby się tego dowiedzieć, rozmawiałam z pięcioma kobietami. Choć nie wszystkie pracują w handlu, wigilia jest normalnym dniem roboczym dla każdej z nich.

Magda, kierownik zmiany w restauracji typu fast food:

W normalny dzień pracy na zmianie musi być minimum pięć osób; w wigilię damy sobie radę we troje. Nawet przy tak okrojonej załodze będziemy się nudzić - ruch jest symboliczny. Klienci, którzy w ogóle przychodzą, przypominają sobie za to nagle o poście: w zwykły piątek sprzedajemy tyle samo dań bez mięsa co w inne dni tygodnia, a wigilię kupuje je prawie każdy.

Miejsce, w którym pracuję, jest czynne przez całą dobę. W tym roku będę pracowała od 16 do 24, więc o kolacji wigilijnej wraz z rodziną mogę zapomnieć. Dlatego zdecydowaliśmy z mężem, że święta zaczną się u nas dzień później, w Boże Narodzenie. Wtedy zjemy razem obiad, będą też prezenty. W przygotowaniach pomoże mąż, a niektóre dania zrobi teściowa. Do tej zmiany zmusiła nas sytuacja, ale przecież wigilia to symboliczna data - Jezus tak naprawdę urodził się dzień później.

Czy jestem zła, że ten dzień spędzę w pracy? Prawdę mówiąc, nie. Osoby, które pracują w święta, dostaną premię, będę też miała wolny sylwester. To mi odpowiada.

Hanna, nauczycielka:

W swoim zawodzie pracuję już prawie 30 lat i odkąd pamiętam ferie świąteczne - zarówno dla nauczycieli, jak i uczniów - zawsze zaczynały się na dzień, dwa przed wigilią. W tym roku szkoła, w której pracuję, wprowadziła dyżury. W dni, które nie są oficjalnie wolne od pracy, świetlica musi być czynna od 7 do 18, musi być też zawsze kilku nauczycieli. Łącznie z paniami woźnymi i pielęgniarką to kilkanaście osób.

Zrozumiałabym to, gdyby rzeczywiście dzieci potrzebowały opieki, bo ich rodzice pracują. Szkoła jest już jednak otwierana w weekend majowy, ferie wielkanocne czy Boże Ciało i jak na razie nie przyszło do nas wtedy ani jedno dziecko!

Wigilijny dyżur do 18 przypadł mi, więc większość przygotowań - nakrycie stołu, ostatnie porządki, zrobienie sałatki czy ryb - spadnie na córki i mojego tatę. Zakupy zrobię w weekend, wtedy upieczemy też ciasta, ubierzemy choinkę i zapakujemy prezenty. Do domu mam na szczęście blisko, więc kolacja rozpocznie się tak jak zawsze, o 19. Mimo to uważam, że dyżur w ten dzień nie ma sensu - po co w szkole ma być tyle personelu, skoro najprawdopodobniej znowu nie przyjdzie nikt?

Ewelina, sprzedawca:

Czy chciałabym, żeby wigilia była wolna od pracy? Głupie pytanie. Galeria, w której pracuję, jest czynna do 15. Ruch jest bardzo mały, ale zanim policzymy utarg, posprzątamy i zamkniemy sklep, jest grubo po 16. W tym roku zmienił się też rozkład pociągów i jeżdżą tak rzadko, że będę musiała czekać aż półtorej godziny. W domu będę pewnie po 19 - o ile nie zacznie padać śnieg i nie sparaliżuje całej komunikacji.

I tak staję na głowie, żeby ze wszystkim zdążyć. Mam dwójkę małych dzieci, a mąż pracuje w innym mieście. Przyjedzie dopiero dzień przed wigilią, więc mi nie pomoże. A wszystko musi być przecież domowej roboty, nie chcę żadnych kupnych rzeczy! Tak jest lepiej, no i taniej. Porcja karpia w galarecie w garmażerii kosztuje 9 zł, prawie tyle, co kilogram ryby!

W Wigilię wstanę pewnie o 4, żeby ze wszystkim zdążyć - nie wszystko da się przecież zrobić dzień wcześniej, a o 7 muszę wyjść do pracy. Mąż nakryje stół i ubierze choinkę, ciasto upiecze teściowa. Na mnie spadają porządki, zrobienie ryb i mięs, śledzi, sałatek, kupienie prezentów... Już jestem wykończona, bo do tego dochodzi praca i dojazdy, trzeba też zająć się dziećmi. Nawet nie marzę, że w święta uda mi się odpocząć.

Julia, kelnerka:

W tę wigilię będę pracowała, tak samo było w poprzednich latach. Jestem z Warszawy, więc przed każdymi świętami - nieważne, wigilia, weekend majowy, Wielkanoc - w pracy zaczyna się mówienie o "koleżeńskiej postawie", dzięki której osoby wyjeżdżające do rodziny miałyby mieć wolne. Wiadomo, jak ktoś mieszka w stolicy, nie ma rodziny, nie potrzebuje odpoczynku, może siedzieć w pracy! Rozumiem oczywiście, że ktoś chce pojechać do domu, jednak nie powinno być tak, żeby te same osoby pracowały w każde święta!

W zeszłym roku restauracja była czynna do 15, nie wiem zresztą po co, bo przez cały dzień było pusto. Kto by chciał jeść obiad na mieście, skoro w domu czeka tyle jedzenia?! Z pracy wyszłam po 16 (sprzątanie), przed 18 byłam w domu. Kolację zaczęliśmy o 19, a już dwie godziny później wykończona spałam, bo w dni poprzedzające gwiazdkę pracowałam po kilkanaście godzin - bo inni już wyjechali. W tym roku będzie pewnie podobnie, a pracuję jeszcze w drugi dzień świąt.

Na szczęście nie założyłam jeszcze własnej rodziny - przygotowaniami zajmują się więc rodzice. Gdyby nie to, nie wyobrażam sobie, jak wyglądałyby święta.

Joanna, pielęgniarka:

W wigilię będę miała dyżur, pracuję też w drugi dzień świąt. Zawsze zgłaszam się wtedy do pracy, bo moja rodzina jest niewierząca i nie obchodzimy świąt. W naszym domu prezenty dajemy sobie z okazji Nowego Roku, wtedy jemy też uroczysty obiad - to nasza rodzinna tradycja.

Wigilia to dla mnie i męża normalny dzień pracy - ja zwykle mam dyżur, on też wraca dopiero późnym popołudniem. Cieszę się, że omija mnie ten cały szał zakupów, to stanie w kolejkach i przygotowywania stert jedzenia.

O wcześniejsze zamknięcie sklepów zaapelowała "Solidarność"

O skrócenie czasu pracy w wigilię do pracodawców z branży handlowej zaapelował jak co roku Piotr Duda, przewodniczący NSZZ "Solidarność" - sklepy powinny być według niego czynne najdalej do 14.

- Wigilia to dla Polaków dzień niezwykły. Dzień gorączkowych przygotowań do jednych z najpiękniejszych świąt w polskiej tradycji - argumentuje Duda. - Dzień, który w rodzinnym gronie zdecydowana większość z nas spędza przy Wieczerzy Wigilijnej, czekając na przyjście naszego Zbawiciela - Jezusa Chrystusa. Praca w tym dniu w godzinach popołudniowych to zdecydowanie zły obyczaj - czytamy w liście otwartym.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Tutaj znajdziesz wersję na telefony z Androidem >>> A tutaj wersję na Windows Phone >>>

Więcej o: