Ks. Boniecki: "Kościół jest wyczulony na gender. Tak jak kiedyś na noszenie spodni przez kobiety..."

"Ludzie Kościoła zawsze byli bardzo wyczuleni w sprawach tego, co w sferze płci wynika z natury, a co jest produktem kultury. Przed wojną np. ostro walczyli z noszeniem przez kobiety spodni. Nawet na narty panie wyruszały w spódnicach" - pisze najnowszym "Tygodniku Powszechnym" ks. Adam Boniecki.
Boniecki wraca do sporu, który Kościół katolicki w Polsce wywołuje, podważając istotę gender studies. Hierarchowie próbują zdeprecjonować naukę akademicką, określając ją jako "ideologię" niszczącą "rodzinę" i człowieka. Robi tak m.in. abp Henryk Hoser, który gender określił jako "herezję antropologiczną".

"Sądzę, że spór dotyczy tego, co w sferze płci wynika z samej natury, a co jest produktem kultury. Trudno zaprzeczyć, że z jednej strony są autorzy zaliczający do tej drugiej kategorii także to, co w przekonaniu ludzi Kościoła jest samą naturą. Z drugiej strony pytanie, czy wszystko, co jest wytworem kultury, ma być zakwestionowane" - pisze we wstępie do "Tygodnika Powszechnego" ks. Adam Boniecki.

"Kiedyś chodziło o spódnice"

B. naczelny "Tygodnika" podkreśla, że ludzie Kościoła od zawsze byli w tych kwestiach "wyczuleni". Jako przykład podaje fakt, że kiedyś sprzeciwiali się nawet temu, by kobiety nosiły spodnie zamiast spódnic. Nawet podczas jazdy na nartach.

Ks. Boniecki kończy felieton anegdotą: "Opowiadają, że gdy pewnego zimowego dnia abp Adam Sapieha wędrował Doliną Kościeliską, z lasu, z trzaskiem łamanych gałęzi, wypadła na drogę dziewczyna na nartach. Upadła tak gwałtownie, że pęd postawił ją na głowie. Arcybiskup popatrzył i mruknął: 'To jednak dobrze, że jeżdżą w spodniach'. Jak widać, Kościół potrafi korygować swoje zdanie".

Cały komentarz w najnowszym wydaniu "Tygodnika Powszechnego".