Prasa: Szef niemieckiego MSW szantażuje Komisję Europejską

Europa boi się dalszego napływu Rumunów i Bułgarów, posądzając ich o ?turystykę socjalną". To główny temat dzisiejszych komentarzy niemieckiej prasy.
- Jeżeli Bułgaria i Rumunia nie mają euro, to ich mieszkańcy pofatygują się po nie tutaj. Nikt nie może im tego mieć za złe. Można robić jak minister Friedrich albo premier Cameron: utrudniać im warunki przyjazdu, ale powstrzymać ich się nie da. Można traktować to jak 'turystykę socjalną' albo zadać pytanie, czy Europa nie jest już tak bardzo ze sobą spleciona, że potrzebny byłby europejski transfer socjalny - napisała dziś gazeta "Koelner Stadt-Anzeiger".

Saksoński dziennik "Volksstimme" dodaje, że "Rumunia i Bułgaria nie mają na razie co liczyć na wejście do obszaru Schengen, co nie służy akurat europejskiej integracji". Gazeta zaznacza jednak, że w przypadku gdy otwarcie granic kryje w sobie niebezpieczeństwo dla innych krajów członkowskich, lepiej jest z niego zrezygnować. - Nikt nie może przecież stawiać żądania włączenia go do obszaru Schengen, trzeba sobie na to zasłużyć - zauważa.

Bułgarzy i Rumuni będą mogli pracować na terenie UE od przyszłego roku

"Volksstimme" dodaje też, że sytuacja jest inna w przypadku swobody podejmowania pracy - została ona bowiem zagwarantowana tym obydwu państwom i wejdzie w życie z początkiem przyszłego roku. Nie wiadomo jeszcze jednak, ilu Bułgarów i Rumunów z niej faktycznie skorzysta.

Gazeta twierdzi, "że nie powstrzymuje to brytyjskiego premiera Camerona przed tym, aby teraz już rozgrzewać nastroje przeciwko fikcyjnemu napływowi mas. London myśli o restrykcjach przeciwko tym niepożądanym Europejczykom z Bałkanów, jednocześnie podając w wątpliwość wszystkie unijne swobody. To nie rozwiązuje problemów, tylko stwarza nowe konflikty".

- Ministrowi Friedrichowi powinno dać do myślenia, że tylko premier Cameron podchwycił jego ideę i jeszcze ją nawet trochę 'podkręcił' - pisze bawarska gazeta "Mittelbayerische Zeitung". - Brytyjski premier, domagając się ograniczenia swobód, zamierza się siekierą na jedno z najcenniejszych podstawowych praw UE. Ale ono nie podlega negocjacji. Kto ciągnie korzyści ze swobody przepływu towarów i usług na wewnątrzeuropejskim rynku, ten musi pogodzić się z tym, że z tych swobód korzystają także obywatele - dodaje.

"Minister Friedrich apeluje do pierwotnego instynktu strachu przed obcymi"

- Niemiecki minister spraw wewnętrznych szantażuje Komisję Europejską. Jeżeli nie postaracie się o to, żeby Rumuni i Bułgarzy zostali tam, gdzie powinni, my uregulujemy to na swój sposób. Niemcy, Wielka Brytania, Holandia i Austria byłyby szczęśliwe, gdyby w centrum Europy była możliwość stworzenia twierdzy odgradzającej ją od rzekomego napływu biedy z obrzeży Europy - napisał dziś dziennik "Frankfurter Rundschau".

- Jak udowadniają naukowe analizy, nie ma w ogóle miejsca żaden, opisywany przez ministra Friedricha, zmasowany napływ Rumunów i Bułgarów, którzy chcą wykorzystywać nasz system socjalny. Friedrich i premier Wielkiej Brytanii David Cameron chcą ukarać tych biedaków koczujących pod niemieckimi mostami czy w brytyjskich stacjach metra, by odstraszyć innych. Cenne dobro, jakim jest europejska solidarność, której wyrazem jest także swoboda przemieszczania się i osiedlania, jest coraz mizerniejsza - dodała gazeta.

Dziennik "Nuernberger Nachrichten" twierdzi też, że "Minister Friedrich apeluje do pierwotnego instynktu strachu przed obcymi. Są to przeżytki z czasów kamienia łupanego, które wtedy w ludziach powstały, i dlatego tak łatwo do nich dotrzeć. Postępowanie Friedricha może przysporzyć mu nawet głosów w przyszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego. Ale odruchy z prehistorycznych czasów dziś na nic się zdają Niemcom, a wręcz im szkodzą: kompleksowy świat potrzebuje bardziej zróżnicowanej argumentacji. Zasłużyli na nią sami ludzie, o których chodzi. Wszystko inne jest politycznie nie na miejscu".

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''





Więcej o: