Żakowski: Gender to fantastyczny kandydat do zajęcia miejsca masonerii. Wołek: A główny inkwizytor to ks. Oko

Gender to słowo, które zrobiło wielką karierę w Polsce. Za sprawą księży i polityków. - Rozumiem, że gender jest fantastycznym kandydatem do zajęcia miejsca masonerii. Można straszyć, bo nikt nie wie, co to jest - ocenił w TOK FM Jacek Żakowski. Publicysta Tomasz Wołek zaproponował prowokacyjnie, by środowiska zajmujące się gender wręczyły nagrodę ks. Dariuszowi Oko. Za propagowanie zjawiska.
Słowo "gender" stało się w Polsce przebojem. Jednym z najczęściej używanych przez duchownych i polityków. - Rozumiem, że gender jest fantastycznym kandydatem do zajęcia miejsca masonerii. Bo nikt nie wie, co to znaczy. Nikt nie czyta przecież tych wyrafinowanych intelektualnie publikacji produkowanych przez studia gender, wybitne socjolożki, filozofki, antropolożki. Bo to jest zbyt skomplikowane dla normalnego człowieka. To więc idealna sytuacja, żeby straszyć - ocenił w "Poranku Radia TOK FM" Jacek Żakowski.

Kariery gender nie byłoby bez polskich duchownych. To przecież m.in. przewodniczący Episkopatu - abp. Józef Michalik - wielokrotnie podczas kazań ostrzegał przed zagrożeniami, jakie niesie ze sobą "ideologia gender". Dzięki arcybiskupowi dowiedzieliśmy się np., że "Ideologia gender odchodzi od praw natury, promuje tzw. związki małżeńskie między osobami jednej płci, walczy o prawo legalizacji adopcji dziecka przez takie pary".

Inkwizytor Oko

Ale to nie przewodniczący Episkopatu zajmuje pierwsze miejsce wśród duchownych ostrzegających przed gender. - Głównym inkwizytorem jest ks. Dariusz Oko - ocenił Tomasz Wołek. Zdaniem publicysty zasługi księdza z Krakowa są tak duże, że powinno je dostrzec środowisko zawodowo zajmujące się gender. - Może powinien dostać nagrodę, jako główny propagator zjawiska. Bo jeśli jacyś ludzie będą się chcieli dowiedzieć, co to jest gender, to jest to zasługa księdza Oko - proponował w "Poranku Radia TOK FM".



Nikt chyba nie ma wątpliwości, dlaczego księża akurat teraz tak dużo i głośno mówią o "ideologii gender". - To próba obrony przed oskarżeniami o pedofilię i wszystkie schorzenia polskiego Kościoła, które się ujawniają. To próba odepchnięcia uwagi opinii publicznej od tych problemów - ocenił prof. Wiesław Władyka, publicysta tygodnika "Polityka".

"Nie ma czegoś takiego jak "ideologia gender Biskupi przekroczyli granice absurdu" - ocenia Anna Dryjańska>>

I zwrócił uwagę, że nie przez przypadek w wypowiedziach krytyków pojawia się określenie "ideologia gender". - W Polsce ideologia kojarzy się przede wszystkim z komunizmem. To słowo było zawsze negatywnie obciążone.

Zapotrzebowanie na wojnę

Osoby, które zawodowo zajmują się gender, nie mają szans na przebicie się ze swoimi argumentami, wyjaśnieniami. - To nie idzie, bo w naszym życiu publicznym jest zapotrzebowanie na wojnę, nienawiść. Już mamy włączenie gender w wojnę polsko-polską. Za chwilę Jarosław Kaczyński stanie na czele wojny z ideologią gender. I o. Tadeusz Rydzyk - mówił prof. Władyka.



Awanturą wokół słowa na literę "g" zaskoczona jest Anna Materska-Sosnowska z Uniwersytetu Warszawskiego. - Mam poczucie, jakbym się obudziła z jakiegoś snu. Kiedy słyszę polityków, którzy krzyczą, żeby gender trzymało ręce z dala od ich dzieci, że to zagrożenie dla rodziny... A przecież gender to nie jest zjawisko nowe, od lat są studia, ta nauka u nas nabiera pewnych podstaw.

Według politolożki "wojna z gender" znakomicie wpisuje się w "polską kulturę patriarchatu".