Niemcy chcą delegalizacji prawicowej partii NPD. "Ksenofobiczna, gardząca człowiekiem, antysemicka i antydemokratyczna"

Niemieckie kraje związkowe złożyły do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zakazanie działalności skrajnie prawicowej partii NPD. Wspólny wniosek wszystkich 16 krajów związkowych jest tym razem "bardzo dobrze uzasadniony" i jest "dokumentem i dowodem demokracji, która nie jest bezbronna" - oświadczył minister spraw wewnętrznych Szlezwiku-Holsztyna Andreas Breitner (SPD).
- Wniosek spełnia wszystkie przesłanki, potrzebne do delegalizacji - wyjaśnił, dodając, że NPD swą rasistowską ideologią podżega do nienawiści wobec cudzoziemców i do aktów przemocy. Szef resortu wewnętrznego Meklemburgii-Pomorza Przedniego Lorenz Daffier (CDU) zaznaczył, że wniosek podbudowany jest materiałem udowadniającym, że NPD działa wbrew Ustawie Zasadniczej.

- Niemożliwe jest, że NPD cieszy się konstytucyjną ochroną jako partia i do tego otrzymuje jeszcze od państwa pieniądze - stwierdził minister spraw wewnętrznych Nadrenii-Palatynatu Roger Lewentz (SPD). Ideologię NPD nazwał on "ksenofobiczną, gardzącą człowiekiem, antysemicką i antydemokratyczną". Kraje związkowe uzasadniają swój wniosek o zakaz działalności NPD przede wszystkim tym, że pełna pogardy dla człowieka ideologia tej skrajnie prawicowej partii w dużym stopniu jest identyczna ze światopoglądem propagowanym niegdyś przez hitlerowską NSDAP.

Raczej niskie szanse na delegalizację

Niemieckie kraje związkowe przed niespełna rokiem porozumiały się, że będą chciały wnieść wspólny wniosek o zakaz działalności NPD do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego. Pierwsza próba przeforsowania zakazu w 2003 roku nie powiodła się ze względu na to, że Urząd Ochrony Konstytucji zainstalował swoich konfidentów w gronie kierownictwa partii. To było przyczyną, dla której Trybunał Konstytucyjny zawiesił rozpatrywanie tego wniosku, złożonego przez ówczesny rząd Gerharda Schroedera (SPD). Problematyczne okazało się być to, że "wtyczki" Urzędu Ochrony Konstytucji i policji otrzymywały wynagrodzenie od władz za przekazywanie istotnych informacji z wewnętrznych kręgów partii i miały wpływ na gremia kierownicze.

Minister Breitner potwierdził, że kontrwywiad i policja od 6 grudnia ub. r. - czyli od dnia politycznej decyzji o złożeniu wspólnego wniosku - nie uruchamiały żadnych tego rodzaju źródeł informacji w gremiach kierowniczych partii czy jej pokrewnych organizacjach. Rząd RFN nie przyłączył się do tej inicjatywy krajów związkowych. Federalny minister spraw wewnętrznych Hans-Peter Friedrich jest bardzo sceptyczny co do szans na delegalizację NPD. - Niech kraje związkowe same przegrają - powiedział w wywiadzie dla tygodnika "Spiegel".

Równie sceptyczna jest Claudia Luzar, politolożka z Dortmundu, która przeczytała 244-stronicowy wniosek. - Nie zawiera on żadnych nowych stwierdzeń. Nie sądzę, aby miał on szanse na sukces - powiedziała. Jeżeli obecna próba osiągnięcia zakazu NPD by się nie powiodła, miałoby to fatalne skutki - twierdzi dziennikarz Patrick Gensing. - Od momentu fiaska wniosku sprzed 10 laty NPD jeszcze bardziej urosła w siłę, bo poczuła, że nie grozi jej żaden zakaz - powiedział Gensing, który od 10 lat zajmuje się tematyką przemocy ze strony skrajnej prawicy i jest autorem politycznego blogu na ten temat.

"To nie do zniesienia, że taka partia może działać"

Pomimo ryzyka fiaska zadowolony jest on jednak z inicjatywy niemieckich landów. - Dla mniejszości, które są ofiarami nagonki NPD, jest to nie do zniesienia, że taka partia może w ogóle działać w Niemczech. W dużej części finansuje się ona z publicznych pieniędzy. W momencie zakazu to źródło finansowania by wyschło - zaznacza.

Zdaniem organizacji angażujących się w walkę ze skrajną prawicą problemem jest także brak nacisków ze strony społeczeństwa, aby przeforsować zakaz NPD, i bardzo podzielone zdania, także wśród polityków, na temat celowości składania takiego wniosku w obawie przed jego kolejnym fiaskiem. Wszystkie demokratyczne siły są zgodne co do tego, że NPD działa wbrew zasadom konstytucji i jest ugrupowaniem ekstremistycznym. Jednak przeciwni ponownemu wnioskowi o delegalizację są np. nawet politycy partii Lewicy i Zielonych. Także politolożka Claudia Luzar nie jest przekonana, czy zakaz w ogóle byłby sensowny. - Sprawiłby on tylko, że aktywiści tej partii zeszliby do podziemia i nie byłoby żadnej kontroli nad nimi.

Nie zlikwidowałoby to problemu skrajnie prawicowej przemocy - tłumaczy. Jej zdaniem brak jest długofalowych projektów zwalczających prawicowy ekstremizm. W walce ze skrajną prawicą i jej ideologią jej zdaniem konieczna jest ściślejsza współpraca policji, organów ochrony konstytucji, organizacji społecznych i naukowców.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''