Sienkiewicz: Wobec bandytyzmu taktyki zawodzą i pozostaje naga siła. Wczoraj została użyta

- Nikt nie jest w stanie powstrzymać zdeterminowanych bandytów przed dokonywaniem kolejnych czynów, możemy tylko je ograniczać - powiedział w TVN24 minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz. Wielokrotnie podkreślił, że całkowitą odpowiedzialność za zamieszki w czasie Marszu Niepodległości ponoszą ich uczestnicy.
- Opozycja zapomina, że to nie policjanci robili burdy na ulicy - tak w TVN24 szef MSW odpierał zarzuty części polityków obarczających służby porządkowe odpowiedzialnością za wczorajsze zamieszki podczas Marszu Niepodległości. - Policjanci ofiarnie próbowali ochronić mienie i życie mieszkańców Warszawy. Mamy 12 rannych - podkreślił.

Nikt nie powstrzyma zdeterminowanych bandytów

Zdaniem Bartłomieja Sienkiewicza organizatorzy marszu odpowiadają za incydenty podczas manifestacji. - Dosłownie dwa miesiące temu przez Warszawę przeszło 100 tys. związkowców bez ani jednego incydentu - zauważył.

- W momencie, kiedy okazuje się, że organizator nie dojrzał, żeby organizować tego typu imprezy, reaguje policja - stwierdził minister, podkreślając, że takich reakcji było podczas Marszu Niepodległości dużo. Nikt nie jest jednak w stanie powstrzymać zdeterminowanych bandytów przed dokonywaniem kolejnych czynów, możemy tylko je ograniczać - podkreślił.

Pozostaje naga siła

Szef MSZ tłumaczył też, że policja zmieniła taktykę zabezpieczania manifestacji po tym, jak w ubiegłym roku była oskarżana o prowokowanie demonstrantów zbyt bliską obecnością.

- Tym razem chcieliśmy obniżyć poziom napięcia i doprowadzić do sytuacji, w której manifestanci nie będą odbierali bliskiej obecności policji obok siebie jako zagrożenia czy wyzwania ze strony państwa - powiedział. - Okazało się, że i ta taktyka jest nieskuteczna, bo wobec bandytyzmu zawodzą taktyki i pozostaje naga siła. I parokrotnie wobec nich była wczoraj używana - zaznaczył Sienkiewicz.

Musimy wstydzić się za nas kraj

Minister argumentował też, że ze strony policji zabezpieczenie okolic ambasady było prawidłowe, a ataku na placówkę dyplomatyczną nie dało się przewidzieć. - Nikt do tej pory nie przekroczył tej granicy barbarzyństwa, żeby zaatakować obce placówki. To jest incydent, który do tej pory nie mieścił się w żadnych regułach ani w żadnych schematach działania - powiedział.

Ci ludzie doprowadzili do sytuacji, w której musimy się wstydzić za nasz kraj, i to jest niezwykle bolesne - podsumował szef MSW.

Więcej w TVN24

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Tutaj znajdziesz wersję na telefony z Androidem >>> A tutaj wersję na Windows Phone >>>