Krzysztof Bosak nie rozliczył pieniędzy ze zbiórki dla nieuleczalnie chorej. "Do końca roku cała suma zostanie zwrócona"

Lider Ruchu Narodowego Krzysztof Bosak pomógł w zbiórce 100 tys. euro na operację ciężko chorej Renaty Jędrak. Ma jednak problemy z rozliczeniem części zebranych pieniędzy. Część środków zebranych przez jego fundację przejął komornik, a reszta tkwi na specjalnym koncie. Jędrak od 1,5 roku bezskutecznie zabiega o odzyskanie pieniędzy zebranych na leczenie.
Renata Jędrak z Lubina jest chora na rzadką, nieuleczalną chorobę płuc - limfangioleiomiomatozę. Polega ona na rozroście nietypowych komórek wokół oskrzeli, naczyń chłonnych i krwionośnych i prowadzi do ostrej niewydolności oddychania.

Kobieta dowiedziała się o swojej chorobie w 2007 r. Jedyną szansą był dla niej przeszczep obu płuc. Konieczna była operacja w Austrii. Koszt to 100 tys. euro.

2008: lekarze nie dają Renacie szans

Wszystkie organizacje odmawiały pomocy pani Renacie, uważając, że nie ma szans na zebranie takiej kwoty. Lekarze dawali jej co najwyżej dwa lata życia. Jej przyjaciołom udało się jednak w 2008 r. namówić na pomoc w zbiórce pieniędzy Krzysztofa Bosaka, byłego posła Ligi Polskich Rodzin, szefa Młodzieży Wszechpolskiej, obecnie ważnego działacza Ruchu Narodowego.

Na specjalnie założonym subkoncie prowadzonej przez niego fundacji Europa Media w krótkim czasie udało się uzbierać potrzebną sumę. 24 sierpnia 2009 r. pani Renata przeszła operację w klinice w Innsbrucku i zaczęła żmudny proces rehabilitacji.

"Upominanie się o pieniądze stało się dla mnie upokarzające"

Do 2010 r. współpraca między Renatą Jędrak i Krzysztofem Bosakiem układała się wzorowo. Po przeszczepie zaczęły się problemy ze zwrotem pieniędzy na rehabilitację, tłumaczy czy wyjazdy na badania do Zabrza.

"Ciągłe proszenie i upominanie się o pieniądze stało się dla mnie upokarzające" - pisze Jędrak na specjalnej stronie poświęconej zbiórce pieniędzy.

- Wiem, że to bardzo zajęta osoba. Ale 1,5 roku czekania na pieniądze to było już dla mnie za dużo - mówi.

W maju 2012 r. postanowiła zakończyć współpracę z fundacją Europa Media i przenieść pieniądze pozostałe na subkoncie (około 38 tys. zł) do stowarzyszenia Dać Nadzieję z Lubina. Problemem było to, że fundacja Europa Media nie mogła przekazać obcej organizacji pieniędzy bez podstawy prawnej.

Negocjacje między fundacją Bosaka a Dać Nadzieję w sprawie umowy o przekazaniu pieniędzy utknęły w martwym punkcie. Pani Renata twierdzi, że Bosak wielokrotnie obiecywał podpisanie tej umowy. Miał nawet pojawić się w Lubinie, jednak w ostatniej chwili poinformował o zmianie planów.

Komornik zajmuje pieniądze na leczenie Renaty. "Bosak wiedział, że nie są bezpieczne"

Na majątku fundacji Bosaka dwukrotnie odbywała się egzekucja komornicza (niezwiązana ze sprawą leczenia Renaty Jędrak). Zabrano również pieniądze z subkonta na leczenie pani Renaty - około 20 tys. zł (subkonto prowadzone jest w euro).

- Jedno zajęcie komornicze było w styczniu, drugie - we wrześniu 2012 r. O to pierwsze nie mam pretensji. Pan Bosak mógł nie wiedzieć, że coś takiego grozi jego fundacji - mówi Jędrak.

Lubinianka ma do niego natomiast ogromny żal o drugą egzekucję komorniczą. - Pozwolił na to, żeby pieniądze na moim subkoncie ponownie zajął komornik. Wiedział, że nie są bezpieczne. Mógł temu zapobiec, przyspieszając przekazanie pieniędzy do stowarzyszenia Dać Nadzieję. Miałam wrażenie, że celowo to przeciągał - twierdzi.

Jak mówi Krzysztof Bosak, egzekucja należności nie miała związku z akcją pomocy Renacie. Jego zdaniem komornik niesłusznie ściągnął pieniądze (dokładnie 4926 euro) z subkonta akcji charytatywnej. - Nie zmienia to faktu, że całość środków zebranych w ramach akcji była i będzie wydana wyłącznie na cel, dla którego została zebrana - deklaruje.

Polityk obiecuje, że do końca 2013 roku przekaże na leczenie kobiety całą zebraną kwotę - około 38 tys. zł. Przyznaje, że interwencja komornika mogła być jednym z czynników, który "spowodował dodatkową nerwowość Renaty".

Bosak: Moja opieszałość w kontaktach? To odczucie Renaty

W lipcu Jędrak wystosowała na swojej stronie otwarty apel do Bosaka. On ustosunkował się do przedstawionych w nim zarzutów dopiero po naszym czwartkowym telefonie.

- Już po udanym przeszczepie Renata poprosiła, żeby pieniądze, które zostały na subkoncie, przelać na to stowarzyszenie. Później zaczęła formułować to w postaci żądań. Moim zdaniem nie do końca rozumie sytuację prawną fundacji i zgromadzonych środków - mówi Bosak.

Według niego ani pani Renata, ani ludzie z Dać Nadzieję nie rozumieli, że "nie mógł przelać tak po prostu pieniędzy na konto stowarzyszenia". Zapewnia jednak, że rozliczy się z całości środków, które wpłacili darczyńcy na potrzeby rehabilitacji Renaty Jędrak.

Odniósł się też do zarzutów unikania kontaktu. - To, że kontakty były opieszałe, to odczucie Renaty. Nie działałem jak bank, żeby móc wszystko załatwiać od ręki. Ale okres przygotowania do przeszczepu, później operacja, później rehabilitacja były finansowane ze środków zebranych w ramach akcji. Wszystkie faktury za ten okres są dawno popłacone - mówi Bosak.

"Nie po to walczyłam o życie, żeby teraz ciągać się po sądach"

Renata Jędrak mówi, że nie chciałaby iść na noże i kierować sprawy do sądu. Dodaje jednak, że zabieganie o przekazanie pieniędzy potrzebnych na leczenie trwa za długo. Obawia się też, że środków, które trafiły na subkonto, już nie odzyska.

- Nie po to walczyłam o życie, żeby teraz się ciągać gdzieś po sądach. Istnieje jednak jakaś granica cierpliwości. Wniosek do prokuratury jest już napisany - deklaruje Jędrak. Nie chce jednak póki co zdradzać, z jakiego będzie paragrafu.

Zdaniem Bosaka, główną przyczyną nieporozumienia są problemy z komunikacją. - Postaram się sytuację wyjaśnić i jestem pewien, że przed końcem roku będziemy mieć trójstronne i zadowalające wszystkich porozumienie - deklaruje lider Ruchu Narodowego.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Tutaj znajdziesz wersję na telefony z Androidem >>> A tutaj wersję na Windows Phone >>>