"Sporo rzeczy go przerasta". "Nie chcieliśmy, żeby córka marnowała rok". Rodzice o sześciolatkach w szkole

Od 2009 do 2011 roku rodzice sześciolatków mieli wybór: mogli posłać dziecko do pierwszej klasy lub zdecydować, żeby spędziło rok w zerówce. Jak ci, którzy wówczas zdecydowali się na posadzenie maluchów w ławkach, oceniają swoją decyzję? Czy sześciolatki poradziły sobie w szkołach? Sprawdzamy.
W przyszłym roku do pierwszych klas pójdą sześciolatki urodzone od stycznia do końca czerwca. W 2015 roku czeka to już wszystkie dzieci w tym wieku. Jednak już teraz w szkołach uczą się dzieci, które - z wyboru rodziców - zamiast do zerówek pomaszerowały do pierwszych klas.

Jak radzą sobie w szkołach? Z jakimi problemami muszą się zmierzyć? Co w szkole wymaga zmiany? Czy z perspektywy czasu była to dobra decyzja? Zapytaliśmy o to czworo rodziców, których dzieci poszły do szkoły jako sześciolatki.

Tomasz*: Lepiej byłoby poczekać rok

W przedszkolu Piotrek bardzo dobrze sobie radził, więc nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że warto posłać go do szkoły wcześniej. Tym bardziej że opinie z przedszkola na temat jego przygotowania do nauki szkolnej też były pozytywne. Poza tym wiedzieliśmy, że trafi do klasy, w której będą tylko dzieci w jego wieku. To na pewno też był jeden z argumentów.

I na początku rzeczywiście wyglądało na to, że to dobra decyzja. Teraz Piotrek jest już w trzeciej klasie i zaczynam mieć wątpliwości. Widzę, że radzi sobie średnio. Wiele rzeczy zaczyna być problemem. Myślę, że niektóre wymagania go przerastają. Do wielu kwestii chyba jeszcze nie dojrzał. Zresztą to nie tylko moja opinia. Rozmawiam z innymi rodzicami i większość uważa, że dzieci mają problem, żeby w tę III klasę wejść, jak należy. Przyznaję, że na razie perspektywa IV klasy za rok i nauki na poważnie mnie przeraża.

Poza tym przydałaby się zmiana nauczyciela. Na tym etapie to przede wszystkim od nauczyciela zależy, jak dzieciaki sobie radzą i czy dobrze odnajdują się w szkole. A u nas jest z tym problem. Niestety dotychczasowa wychowawczyni, która była świetna, jest na zwolnieniu. W ramach zastępstwa pracują dwie inne nauczycielki, z których jedna zdecydowanie minęła się z powołaniem, a za najlepszą metodę radzenia sobie z dziećmi uważa krzyk. Zresztą na rodziców też próbuje krzyczeć.

Patrząc na to, jak syn radzi sobie w szkole, to lepiej, gdyby rozpoczął naukę jako siedmiolatek. Więc dzisiaj ta decyzja byłaby zupełnie inna.

Agnieszka: Błąd! Trzeba było wybrać zerówkę

Kiedy decydowaliśmy się na posłanie sześciolatka do szkoły, były informacje, że to ostatni rocznik, który ma wybór. Następne miały już obowiązkowo iść do szkoły, ale tak się nie stało. A dla nas to był decydujący argument.

W ogóle wiele rzeczy wyglądało inaczej, niż się spodziewaliśmy. Choć dziecko trafiło do klasy dla sześciolatków, to jednak normalnie się uczyło, zamiast uczyć się przez zabawę, jak w zerówce. Program miał być przystosowany dla sześciolatków, a okazało się, że idą tym samym programem, co dzieci o rok starsze. Wymagania nauczycieli też powinny się zmienić, bo nie są dostosowane do sześciolatków. Nie powinno się od nich wymagać tyle, co od dzieci o rok starszych.

Gdybyśmy teraz podejmowali decyzję, nasze dziecko na pewno poszłoby do zerówki, a pierwszą klasę zaczęłoby dopiero w wieku siedmiu lat. Tak byłoby dużo lepiej.

Krzysztof: Trudno znaleźć jakiekolwiek minusy

Przede wszystkim, zastanawiając się nad tym, gdzie posłać córkę, wiedzieliśmy, że w szkole będzie utworzona odrębna klasa dla sześciolatków, więc nie będzie problemu z dorównaniem starszym dzieciom. Poza tym sama szkoła jest dobrze przygotowana do pracy z młodszymi dziećmi. Nie chcieliśmy też, żeby córka traciła rok i marnowała później czas na naukę według zbyt łatwego dla niej programu.

I okazało się, że dobrze zrobiliśmy. Córka jest już w trzeciej klasie, więc trochę tej nauki ma za sobą i widać, że dobrze odnajduje się w szkole. Z perspektywy dwóch lat możemy powiedzieć, że to była w stu procentach trafna decyzja. Trudno znaleźć jakiekolwiek minusy. Na pewno gdybyśmy jeszcze raz podejmowali decyzję, to byłaby taka sama.

To nie oznacza oczywiście, że w szkole nie dałoby się niczego poprawić, ale to są drobne zmiany, które po prostu ułatwiłyby nam funkcjonowanie. Na pewno przydałby się e-dzienniczek. Poza tym dobrze byłoby, żeby dzieci uczyły się w systemie jednozmianowym, a nie zaczynały lekcje po południu. I jeszcze jedna ciekawostka: w szkole jest klasa sportowa. Wymagania obejmujące wzrost i wagę są dostosowane do rozwoju siedmiolatków. Młodsze dzieci nie mają szans na dostanie się tam.

Monika: Skonsultowałam się z psychologiem, córka była gotowa

Zdecydowałam się posłać córkę wcześniej do I klasy, bo widziałam, że wykazuje dużą ciekawość do nauki czytania i pisania. Zanim podjęłam ostateczną decyzję, skonsultowałam się jeszcze z psychologiem. Ocenił, że córka jest w pełni gotowa do nauki w szkole, więc nie było już żadnych wątpliwości.

Z perspektywy czasu oceniam, że to była dobra decyzja. Nie widzę żadnych dysproporcji między dziećmi, które rozpoczęły naukę jako 7-latki i 6-latki. Szkoła, do której chodzi moja córka, jest świetnie przystosowana lokalowo i merytorycznie do nauki najmłodszych dzieci. Dobrze, że jest utworzona klasa, w której uczą się same sześciolatki. Problemem jest tylko przepełnienie i to w zasadzie jedyna kwestia, którą należałoby rozwiązać.

Gdybym miała decydować jeszcze raz, też posłałabym córkę do szkoły jako sześciolatkę.

*Imiona rodziców zostały na ich prośbę zmienione