Ktoś włamał się do domu europosła PO. Służby sprawdzają, czy nie ma podsłuchu

Podczas gdy europoseł PO Krzysztof Lisek był z rodziną w Polsce, ktoś włamał się do jego domu w Brukseli - informuje ?Rzeczpospolita?. I choć nic nie zginęło, to dom sprawdzą eksperci od wykrywania podsłuchów.
"W piątek po południu zadzwoniła osoba, która pilnuje domu podczas naszej nieobecności. Poinformowała, że frontowe drzwi są wyłamane łomem" - mówi europoseł w rozmowie z "Rz".

Krzysztof Lisek jako jeden z nielicznych polskich europosłów mieszka z rodziną w Belgii. Od trzech lat wynajmuje dom w szeregowcu, a ulica, przy której się on znajduje, ma zabudowę po obu stronach. Dzielnica uznawana jest za bezpieczną. Gdy doszło do włamania, Lisek był w Gdańsku na grobach bliskich.

Dom bez monitoringu i drzwi antywłamaniowych

Według słów posła włamywacze nie wybrali osłoniętego przed wzrokiem przypadkowych świadków wejścia, które znajduje się na tyłach budynku, ale weszli przez frontowe drzwi. Europoseł nie ma założonego monitoringu, ale niewykluczone, że mają go sąsiedzi. Mieszkanie nie ma też drzwi antywłamaniowych.

"Rz" przypomina, że polityk w Parlamencie Europejskim zajmuje się głównie sprawami międzynarodowymi. Szczególnie aktywnie działa na kierunku wschodnim. Jest w delegacji, która współpracuje z rosyjską Dumą, jest wiceszefem delegacji do współpracy z parlamentem ukraińskim, a przede wszystkim jest stałym sprawozdawcą do spraw Gruzji. Ostatnio był szefem misji obserwacyjnej PE na wybory prezydenckie w tym kraju. Jeszcze we wtorek rano był w Moskwie, gdzie wstąpił po powrocie z Tbilisi.

Więcej o włamaniu na stronie "Rzeczpospolitej".

Więcej o: