Sejm przyjął ustawę o izolowaniu groźnych recydywistów. "Kłamstwo i hipokryzja. Będą z tym kłopoty"

Sejm przegłosował ustawę o izolowaniu w zamkniętym ośrodku terapeutycznym groźnych przestępców, którzy opuścili więzienia. - Zamknięcie kogoś w czterech ścianach na klucz i mówienie "Nie chłopie, nie jesteś zamknięty. My cię leczymy", jest kłamstwem i hipokryzją. Będą z tym kłopoty - stwierdził w rozmowie z Tokfm.pl prof. Marian Filar, karnista z UMK. - Otwiera się ogromna furtka, żeby wprowadzać praktyki totalitarnego państwa - dodała na antenie Radia TOK FM prof. Monika Płatek.
Wczoraj Sejm przyjął kontrowersyjną ustawę o bezterminowej izolacji skazanych, którzy uznani zostali za niebezpiecznych. Nowe przepisy zdaniem rządu są potrzebne, gdyż niebawem więzienia opuszczą m.in. seryjni zabójcy, którym kary śmierci zamieniono po 1989 r. na kary 25 lat więzienia.

Negatywne opinie, protest w komisji. Tylko trzech posłów przeciw

Projekt przewiduje, że przestępcy, u których w trakcie odbywania kary "stwierdzono zaburzenia psychiczne w postaci upośledzenia umysłowego, zaburzenia osobowości lub preferencji seksualnych" i którzy po wyjściu na wolność "z dużym prawdopodobieństwem" znów popełnią określone przestępstwo związane z użyciem przemocy, mogą zostać bezterminowo umieszczeni w Krajowym Ośrodku Terapii Zaburzeń Psychicznych. Decydować będzie o tym sąd cywilny na podstawie opinii biegłych.

Ustawa przeszła przez Sejm mimo negatywnych opinii prawników i psychiatrów. W proteście przeciwko nowym zapisom z przewodniczenia nadzwyczajnej komisji zajmującej się projektem zrezygnował Michał Kabaciński z Twojego Ruchu. Podczas głosowania przeciwko ustawie byli tylko trzej posłowie: Ryszard Kalisz, Wanda Nowicka i Przemysław Wipler. Ustawa trafi teraz do Senatu.

"Co to za zakład leczniczy, którego nie można opuścić?"

Prof. Marian Filar, karnista z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, przyznał w rozmowie z Tokfm.pl, że do projektu odnosi się "z najwyższą rezerwą". Prawnik podkreślił, że "żadne zasady prawa karnego" nie pozwalają na karanie kogoś bez uprzedniego wyroku skazującego. A tak może być w tym przypadku.

- Jeżeli kogoś, kto opuszcza zakład karny po odbyciu kary, zamyka się na klucz i klucz nie jest w jego kieszeni, to jest to pozbawienie wolności. A jak się zwało, tak się zwało, czy to więzienie, czy zakład leczniczy. Co to za zakład leczniczy, w którym człowiek znajduje się nie z własnej woli i nie może go opuścić? - wskazywał prof. Filar.

"Zbyt szybko, zbyt pochopnie, bez starannego przemyślenia"

Karnista podkreślił, że "jest ostatnim", który twierdziłby, że problemu z niektórymi wychodzącymi na wolność przestępcami nie ma. - Rozumiem osoby, które sprawują w kraju władzę, bo czują się odpowiedzialne za obywateli. Ale zrobiono to zbyt szybko, zbyt pochopnie, bez starannego przemyślenia - mówił prof. Filar, przypominając, że problem był znany od co najmniej dwóch lat. I na jego rozwiązanie było wystarczająco dużo czasu.

- Najlepiej by było gruntownie to przemyśleć, kiedy był na to czas. Tu nie ma rozwiązania idealnego, ale trzeba znaleźć najmniej bolesne. Zamknięcie kogoś w czterech ścianach na klucz i mówienie "Nie chłopie, nie jesteś zamknięty. My cię leczymy", jest kłamstwem i hipokryzją. Będą z tym kłopoty, tak w skali krajowej jak i międzynarodowej - stwierdził prof. Filar. Przyznał, że trzeba się liczyć z protestami organizacji broniących praw człowieka jak i konkretnych osób, które mogą stać się ofiarami nowych przepisów, gdy te już wejdą w życie. Opozycja apeluje zresztą o skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego.

"Żadna z osób, którymi się nas straszy, nie będzie podlegała tej ustawie"

Prof. Monika Płatek, karnistka z UW poszła jeszcze dalej. W audycji "Off-Czarek" Cezarego Łasiczki w Radiu TOK FM wskazywała, że ustawa jest zupełnym bublem. - W żaden sposób nie dotyczy osób, które były pretekstem dla jej powstania - mówiła. Ustawa ma bowiem obejmować wszystkie osoby skazane na karę bezwzględnego pozbawienia wolności, choć pierwotnie chodziło o groźnych przestępców, którzy w więzieniu spędzili 25 lat. Prof. Płatek tłumaczyła, że to dwie odrębne kary.

- Jeżeli ktoś jest skazany na karę 25 lat, to nie jest to ta sama kara co kara pozbawienia wolności. Jeśli ustawa nie mówi o tym, że stosuje się ją do osób, które są skazane na 25 lat pozbawienia wolności, to się do nich nie stosuje. Żadna z osób, którymi się nas straszy, nie będzie podlegała tej ustawie - dodała. Podlegać mogą jej inni, na przykład osoby, którym grzywnę zamieniono na karę pozbawienia wolności, świadkowie, którzy nie stawiali się na rozprawy i trafili do więzienia w ramach kary porządkowej. - Nie ma tu przestępstw z użyciem przemocy. To zostało usunięte. To są wszyscy skazani na karę pozbawienia wolności. To chłopak ze skrętem, kierowca po alkoholu - wskazywała karnistka.

"Dlaczego w ogóle robimy coś takiego mając karę dożywotniego więzienia?"

- Ta ustawa ma więcej wad - zaznaczyła prof. Płatek. Chodzi o zasadę, wedle której prawo nie działa wstecz. Tymczasem ustawa ma dotyczyć także osób, które odbywały karę przed jej wprowadzeniem w życie. - Wprowadzenie takiej retroaktywności łamie podstawy prawa karnego. Prawdopodobnie nikt na to nie pójdzie - stwierdziła karnistka. W rezultacie ustawa wcale nie rozwiąże problemu wychodzących z więzień recydywistów.

Prof. Płatek w wątpliwość poddawała sens projektu. - Dlaczego w ogóle robimy coś takiego mając karę dożywotniego więzienia? - pytała. - Mamy też możliwość stosowania środków zabezpieczających, także po wyjściu na wolność, dozór, elektroniczny monitoring. A my się pchamy z tą ustawą - stwierdziła.

"Znów możemy wpaść w jakieś bagno"

Prawnicy wskazują na jeszcze jedno niebezpieczeństwo związane z ustawą. O umieszczeniu w ośrodku odosobnienia decydować będzie sąd i opinie biegłych. Prof. Płatek wskazywała, że sądy cywilne nie będą przygotowane do orzekania, kto jest potencjalnie niebezpieczny. Nie wypracowano bowiem żadnych kryteriów, a psychiatrzy dystansują się od sprawy. - Otwiera się ogromna furtka, żeby wprowadzać praktyki totalitarnego państwa. Ta ustawa daje szansę na to, żeby szantażować każdego, jak tylko chcemy, żeby pozbawiać ludzi wolności, jak chcemy i izolować ich, jak chcemy - mówiła karnistka.

PiS, choć projekt poparło, mówiło nawet o wprowadzaniu w Polsce "psychuszek". Prof. Filar uspokaja, że Polska jest jednak państwem demokratycznym i psychuszki na naszym gruncie są raczej niemożliwe. - Ale po co kusić licho? Jeśli temu sposobowi myślenia nie postawi się z góry tamy, znów możemy wpaść w jakieś bagno - skwitował karnista.