"Akcja Polska" czyli zapowiedź koszmaru. Niemiecka prasa ujawnia szczegóły deportacji Żydów z III Rzeszy do Polski

Berliński ?Tagesspiegel? poświęca artykuł przesiedleniu polskich Żydów z Rzeszy w 1938 r. do Polski. Wśród 17 tys. deportowanych był legendarny krytyk literacki Marcel Reich-Ranicki.
"W przypadku Akcji Polska (Polenaktion) w październiku 1938 r. chodziło o brutalną deportację około 17 tys. Żydów polskiego pochodzenia z Niemiec do Polski - przypomina "Der Tagesspiegel", dodając, że wydarzenie to popadło tymczasem w Niemczech w zbiorową niepamięć. Przy tym można było je potraktować jako 'początek procesu wyniszczania' oraz jako 'próbę generalną' późniejszych deportacji - pisze dziennik cytując słowa polskiego historyka Jerzego Tomaszewskiego.

Niewygodni polscy obywatele

"Der Tagesspiegel" przypomina, że w 1933 r. żyło w Niemczech między 50 a 60 tys. Żydów z polskim obywatelstwem. Większość z nich mieszkała w Berlinie. Znaleźli się w Niemczech w następstwie I wojny światowej, pracy przymusowej, niewoli wojennej oraz emigracji zarobkowej lub często pozostawali, wybierając się pierwotnie do USA. Narodowosocjalistyczny reżim traktował ich jako "Żydów ze wschodu" - migrantów z Rosji i chciał się ich pozbyć.

Wzrost antysemityzmu po śmierci Piłsudskiego

Również w Polsce po śmierci, jak pisze berlińska gazeta, "charyzmatycznego marszałka Józefa Piłsudskiego" autorytarny rząd stopniowo poddawał się antysemickim nastrojom. "Już od 1936 r. planowano rewizję prawa regulującego posiadanie polskiego obywatelstwa, by ułatwić odbieranie go członkom mniejszości narodowych" - przypomina dziennik.

Nastąpiło to w 1938 r. po włączeniu Austrii do Niemiec. Polska obawiała się bowiem napływu fali bezrobotnych i pozbawionych majątku Żydów. W myśl nowych przepisów każdy, kto przebywał pięć lat i dłużej za granicą i utracił przez to kontakt z Polską, powinien był utracić obywatelstwo polskie. W październiku 1938 r. wyszło zarządzenie, że przebywający poza granicami kraju polscy obywatele muszą zgłaszać się w polskich konsulatach, by potwierdzić ważność polskiego paszportu. W przeciwnym wypadku groziło im odebranie obywatelstwa. "Nazistowskie Niemcy były już tymczasem zaalarmowane. Bezpaństwowców trudniej byłoby deportować" - pisze gazeta i przypomina, że ambasador Niemiec Hans Adolf von Moltke negocjował nawet warunki z polskim MSZ, domagając się wycofania ustawy, w przeciwnym wypadku grożąc wydaleniem polskich obywateli z terytorium Rzeszy. Rząd Polski jednak się nie ugiął i wyznaczył 29 października dniem, w którym paszporty polskich Żydów traciły za granicą swą ważność.

Polenaktion - Akcja Polska

W odpowiedzi szef SS Heinrich Himmler zarządził 26 października przeprowadzenie Akcji Polska (Polenaktion). Wszyscy polscy Żydzi mieli być aresztowani i przewiezieni do polskiej granicy. "Odbyło się to we współpracy z policją, z SS, z Koleją Niemieckiej Rzeszy, korpusem dyplomatycznym oraz urzędami finansowymi - akcja ta stała się wzorem późniejszych deportacji" - konstatuje "Der Tagesspiegel".

Zaczęto ją 27 października na zachodzie Niemiec, a dzień później objęła cały kraj. Deportowani mieli prawo zabrać z sobą 10 reichsmark i bagaż podręczny. "Wiele osób wyrwanych w środku nocy z łóżka zdołało tylko zarzucić na siebie płaszcz" - pisze gazeta. W niektórych dzielnicach Berlina i innych miast deportowano najpierw tylko mężczyzn, zakładając, że pójdą za nimi kobiety i dzieci. "W Berlinie i Lipsku setkom ostrzeżonych wcześniej Żydów udało się znaleźć schronienie w polskich konsulatach. Innych transportowano w zaplombowanych wagonach do polskiej granicy. Tych z południa Niemiec dowieziono do Bytomia, tych z północy do Zbąszynia" - pisze dziennik.

Opisując warunki transportu, dziennik opiera się na wspomnieniach zmarłego niedawno Marcela Reicha-Ranickiego, którego zdaniem "w porównaniu do tego, co się działo później, były one jeszcze ludzkie, bez mała luksusowe".

Obóz w Zbąszyniu

Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja na granicy. W Zbąszyniu przebywało od października 1938 do 1 września 1939 r. 9 tys. osób w obozopodobnych, bardzo trudnych warunkach. Ulokowani zostali w pustych barakach wojskowych lub stajniach, bez wody i ogrzewania. Kilka dni później żydowskim organizacjom udało się stworzyć w miarę funkcjonującą infrastrukturę. W obozie zorganizowano szkołę, kursy języka polskiego, warsztaty i kuchnię obozową, co nieco ułatwiło internowanym życie. "Trzeba podkreślić, że polska ludność Zbąszynia zachowywała się w przeciwieństwie do państwowych służb bardzo solidarnie i była gotowa do pomocy" - konstatuje "Der Tagesspiegel" i dodaje, że wielu Żydom udało się przedostać później do krewnych w Polsce albo po zdobyciu wiz, organizowanych przede wszystkim dla dzieci, wyjechać do Anglii czy krajów skandynawskich.

"Również Marcelowi Reich-Ranickiemu udał się wyjazd do Warszawy, ale nadziejom na godne życie położył kres atak hitlerowskich Niemiec na Polskę i bezwzględne prześladowania Żydów. W listopadzie 1940 r. Reich-Ranicki wraz z żoną Tosią musiał przenieść się do warszawskiego getta. Małżeństwo należało do nielicznych osób w Polsce, które przeżyły Holokaust. Większość z ich rodziny wymordowano" - przypomina berliński dziennik. Podobny los spotkał większość deportowanych w ramach " Akcji Polska".

"Niemcy są dłużni pamięć tym wszystkim, którzy jako polscy obywatele głęboko byli zakorzenieni w niemieckim społeczeństwie" - podsumowuje "Der Tagesspiegel".