Prawica grzmi o "aborcjonizmie i ideologii gender"? Sprawdzamy, co jest w dokumencie PE

PE zajmował się dziś rezolucją "w sprawie zdrowia reprodukcyjnego i seksualnego oraz praw w tej dziedzinie". Prawica grzmiała. - Środowiska skrajnie lewicowe chcą wywierać polityczną presję na tę resztkę państw UE, które chronią życie poczęte - oburza się Marek Jurek. A my sprawdzamy, co naprawdę jest w dokumencie.
Dziś podczas sesji plenarnej miało odbyć się głosowanie ws. rezolucji "w sprawie zdrowia reprodukcyjnego i seksualnego oraz praw w tej dziedzinie". Jednak

Parlament Europejski odesłał sprawozdanie ws. zdrowia reprodukcyjnego i seksualnego do Komisji Praw Kobiet i Równouprawnienia. Tym

samym nie doszło do zapowiadanego przyjęcia rezolucji, która postulowała m.in. uznanie aborcji za podstawowe prawo człowieka.

Prawica się czuje dyskryminowana

Już wczoraj Marek Jurek ostrzegał, że rezolucja to wynik działań "środowisk skrajnie lewicowych". - Projekt rezolucji wzywającej kraje Unii do rygorystycznego przestrzegania całego pakietu postulatów ideologii gender, m.in. do zapewnienia młodzieży usług w zakresie zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego, dostępnych bez zgody i wiedzy rodziców lub opiekunów, przygotowała Komisja Praw Kobiet i Równouprawnienia - mówił prezes Prawicy Rzeczpospolitej. Polityk szczególnie oburza się tym, że rezolucja uzna "aborcję za podstawowe prawo człowieka". I będzie tym samym wywierać "polityczną presję" na kraje, które chronią "życie poczęte" (jak Hiszpania, Malta i Polska). Polityk mówił też o "trzeciej fali rewolucji obyczajowej", czyli ataku na "konserwatywne wartości w wychowaniu dzieci i młodzieży". A także o "aborcjonizmie jako najbardziej jaskrawej dyskryminacji w naszych czasach".

W podobnym tonie wypowiadał się również europoseł Marek Migalski, który (m.in. na swoim blogu) oburza się na "uznanie aborcji nie tylko za legalną, ale przede wszystkim dostępną, a co więcej dofinansowaną z funduszy UE".

Co jest w rezolucji?

Wyjaśniamy, czy jest się czego bać. W rezolucji chodzi głównie o zwrócenie uwagi na (po)ważne problemy społeczne związane ze sferą seksualności i prokreacji. A także określenie, jakie w tych sprawach jest stanowisko PE. W dokumencie poruszone na dużym poziomie ogólności są sprawy dotyczące:

1. zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego (np. "kobiety i mężczyźni mają bezwarunkowe prawo do otrzymywania informacji dotyczących bezpiecznych, skutecznych, niedrogich i dopuszczalnych metod kontrolowania płodności");

2. praw seksualnych i reprodukcyjnych (np. "prawo do opieki zdrowotnej dla matek i prawo do planowania rodziny");

3. edukacji seksualnej (zdaniem PE brak dostępu "do edukacji seksualnej na odpowiednim poziomie i o właściwym zakresie" jest przyczyną wysokiego odsetka porodów, aborcji i chorób przenoszonych drogą płciową wśród nastolatków). W zestawieniu krajów, w których dane są niepokojące, znajduje się m.in. Polska;

4. chorób przenoszonych drogą płciową. PE m.in. zauważa, że "niektóre z krajowych systemów nadzoru chorób przenoszonych drogą płciową nie przeprowadzają kompleksowych badań". Chodzi np. o profilaktykę, wykrywalność i odpowiednią pomoc medyczną dla nosicieli wirusa HIV;

5. przemocy związanej z prawami seksualnymi i reprodukcyjnymi, np. obrzezanie kobiet czy wczesne i przymusowe małżeństwa, które - zdaniem PE - mają negatywne skutki społeczne i odbijają się na życiu kobiet;

6. poziomu umieralności matek, który jest niepokojąco wysoki (m.in. na Łotwie czy w Rumunii).

Sumienie lekarza ogranicza prawo pacjentki

I gdzie w tym aborcja? Parlament zaleca m.in., by aborcja była legalna, bezpieczna i dostępna we wszystkich krajach UE. Również dla kobiet, które nie mieszkają w kraju, gdzie aborcja jest dozwolona. To "pozwoli uniknąć nielegalnych aborcji, które stanowią poważne zagrożenie dla fizycznego i psychicznego zdrowia kobiet".

Rezolucja podkreśla, że aborcja nie powinna być promowana jako metoda planowania rodziny. Poruszona jest też sprawa dostępu do antykoncepcji.

W dokumencie czytamy: "Coraz częściej nawet w krajach zezwalających na aborcję wprowadzane są pewne ograniczenia. Źródłem ograniczeń są zazwyczaj niepodlegające regulacjom prawnym korzystanie z prawa do odmowy działania sprzecznego z własnym sumieniem ze strony przedstawicieli służby zdrowia, obowiązkowe okresy oczekiwania na zabieg lub nieobiektywne doradztwo. Korzystanie z prawa do odmowy działania sprzecznego z własnym sumieniem dla wielu kobiet oznacza odmowę dostępu do usług w dziedzinie zdrowia reprodukcyjnego, takich jak udzielanie informacji i sprzedaży antykoncepcji, badań prenatalnych czy legalnego przerywania ciąży.

Na Słowacji, Węgrzech, w Rumunii, Polsce, Irlandii i we Włoszech odnotowano przypadki, w których prawie 70 proc. wszystkich ginekologów i 40 proc. wszystkich anestezjologów skorzystało z prawa do odmowy przeprowadzenia aborcji ze względu na sprzeczność takiego działania z własnym sumieniem. Ograniczenia tego typu stanowią oczywiste naruszenie praw człowieka i międzynarodowych standardów medycznych".

Zakaz aborcji nie zmniejsza liczby zabiegów

W dokumencie czytamy również o zjawisku turystyki aborcyjnej do 20 krajów UE, w których dozwolona jest aborcja na życzenie. PE zwraca uwagę na to, że koszty podróży i wykonania zabiegu są zbyt wysokie dla kobiet uboższych. - Zakaz aborcji nie prowadzi do zmniejszenia odsetka dokonywanych aborcji; w związku z tym należałoby się zatem skoncentrować na zapobieganiu niepożądanym ciążom - czytamy w dokumencie. - Ponadto zdaniem WHO "koszt przeprowadzenia bezpiecznej aborcji jest równy (...) jednej dziesiątej kosztów leczenia skutków aborcji bez zachowania odpowiednich środków bezpieczeństwa".

Ponadto "panuje przekonanie, że zakaz aborcji zwiększy liczbę narodzin, a jej legalizacja doprowadziłaby do pogłębienia się kryzysu demograficznego. Na potwierdzenie tej teorii nie ma żadnych dowodów, a naszym zdaniem przyrost naturalny można wspierać bardziej efektywnie poprzez zwiększenie możliwości łączenia życia prywatnego i zawodowego matek i ojców".

Dokument, który nic nie zmienia

Na razie dokument wrócił do prac w komisji, ale jeśli rezolucja zostanie przyjęta, będzie jedynie stanowiskiem politycznym PE, bez żadnej mocy prawnej dla krajów Unii. W sprawy takie jak dopuszczalność przerywania ciąży przepisy unijne nie ingerują. W dokumencie używa się stwierdzeń: "podkreśla się", "zaleca", "zauważa", "wzywa", "zachęca".