"Pamiętamy, co to znaczy być krajem biednym i potrzebującym. Dlatego teraz popieramy pomoc innym? [WYWIAD]

- Tak jak kiedyś państwa rozwinięte wspierały nas, tak dziś to my musimy wspierać państwa potrzebujące. Nie chcemy jednak tylko wspierać tych krajów, chcemy szerzyć wiedzę o nich, o ich wyzwaniach i potrzebach. Doszliśmy do wniosku, że mówiąc przez obrazy i sztukę, możemy osiągnąć więcej - mówi w rozmowie z portalem Gazeta.pl Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, wiceminister spraw zagranicznych. MSZ wraz z National Geographic ogłosiło kolejną edycję konkursu fotograficznego "Rozwój w obiektywie", zdjęcia można wysyłać do 20 października.
Weź udział w konkursie, masz czas do 20 października. Pula nagród to 23 tysiące złotych >>>

Łukasz Głombicki, Gazeta.pl: Z wyłączeniem fotoradarów resortu finansów mało jest ministerstw, które organizują konkursy fotograficzne. Skąd na to pomysł?

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, wiceminister spraw zagranicznych: - Jest to związane ze specyficzną dziedziną, jaką zajmuje się nasze ministerstwo i z której jesteśmy bardzo dumni - to zaszczytna działalność. Zajmujemy się prowadzeniem polskiej pomocy rozwojowej, czyli wspieramy kraje biedniejsze, rozwijające się.

Nie chcemy jednak tylko wspierać tych krajów, chcemy szerzyć wiedzę o nich, o ich wyzwaniach i potrzebach. Chcemy, by Polacy wiedzieli, co mamy do zaoferowania krajom potrzebującym.

I tak wpadliście na pomysł konkursu?

- Tak. Doszliśmy do wniosku, że mówiąc przez obrazy i sztukę, możemy osiągnąć więcej. Ogłaszamy ten konkurs po raz drugi, jego pierwsza edycja okazała się świetnym sposobem pokazywania świata rozwijającego się i wyzwań, jakie przed nim stoją.

ZOBACZ NIESAMOWITĄ GALERIĘ ZDJĘĆ Z OSTATNIEGO KONKURSU FOTOGRAFICZNEGO NG I MSZ >>

Spotkaliśmy się dziś m.in. po to, by zaproponować czytelnikom Gazeta.pl udział w konkursie (zdjęcia można wysyłać do niedzieli 20 października). Na najlepsze zdjęcia czekają nagrody, m.in. 5 tysięcy złotych. Co potem będzie się działo z tymi fotografiami?

- Zdjęcia zostaną skomponowane jako wystawa, która będzie funkcjonować w różnych miejscach, np. na spotkaniach czy konferencjach dotyczących polityki rozwojowej. Chcemy także, aby wystawa zagościła w polskich placówkach dyplomatycznych. Proszę spojrzeć na zdjęcia z poprzedniej edycji konkursu, które wiszą u mnie w gabinecie - to są fantastyczne fotografie!

Jakie są wasze oczekiwania co do zdjęć, które zostaną przysłane na konkurs?

- Przede wszystkim oczekiwania tematyczne. Zdjęcia powinny przedstawiać aspekty związane z rozwojem, ale też wyzwaniami, które stoją przed krajami rozwijającymi się. Chcemy, by wywoływały emocje i miały w sobie jasny przekaz.

Dlaczego Polska pomaga innym krajom?

- Tak jak kiedyś państwa rozwinięte wspierały nas, tak dziś to my musimy wspierać państwa potrzebujące.

Na takie wsparcie przeznaczamy obecnie około półtora miliarda złotych. Większość tej kwoty przekazywana jest najbiedniejszym za pośrednictwem Unii Europejskiej i wyspecjalizowanych agend ONZ.

Mamy również pewną własną pulę, z której pomagamy już bezpośrednio jako Polska - obecnie to kilkaset milionów złotych będących w dyspozycji organów administracji rządowej. Środki, które są w dyspozycji MSZ, to około stu milionów złotych. Wykorzystujemy je dla realizacji działań głównie w naszym najbliższym sąsiedztwie - na Białorusi, w Gruzji, Mołdawii, na Ukrainie.

Jednym z ważniejszych projektów polskiej pomocy rozwojowej jest Akademia Administracji Publicznej Partnerstwa Wschodniego. W ramach jej działań przyjeżdżają do Polski urzędnicy ze wschodu. Niektóre ze szkoleń są dla wszystkich krajów Partnerstwa, niektóre są wyprofilowane, jak np. realizowany w tej chwili projekt z Gruzją, która przygotowuje się do reformy samorządowej.

Polska pomoc jest tylko w tych krajach?

- Absolutnie nie. Jesteśmy z naszą pomocą w Azji Centralnej (Kirgizja, Tadżykistan), w Afryce Wschodniej (Kenia, Rwanda), w Afryce Północnej (głównie w Tunezji). Polska pomoc humanitarna podąża z kolei za miejscami, gdzie występują kataklizmy. Od dwóch lat pomagamy uchodźcom syryjskim w Libanie i Jordanii.

Jak to się Polsce opłaca?

- Trudno tego rodzaju działania oceniać w takich kategoriach, tym bardziej że efekty naszej pomocy czasami widoczne są dopiero po latach. Trzymamy się zasady, że działania pomocowe są dobre wtedy, kiedy spełniają zasadę win-win. Jeśli kraje, którym przekazujemy pomoc, są z niej zadowolone, to i my mamy z tego satysfakcję, przy okazji polepszamy własny wizerunek na świecie, a ponadto mamy z tymi krajami lepsze stosunki i szersze możliwości współpracy.

Podejrzewam, że współpraca z "przychylnymi" Polsce krajami układa się bardzo pozytywnie, co jednak, gdy chcemy pomóc państwu, które - mówiąc oględnie - nie przepada nie tylko za Polską, ale i za demokracją. Jak wygląda współpraca z Białorusią i ich rządem?

- To pytanie dotyka istoty tego, czym jest rozwój. W momencie, kiedy nasza wizja zbiega się z wizją kraju partnerskiego przynajmniej w jakimś stopniu, możemy pomagać. Nasze przekonanie o tym, jaka jest droga do rozwoju Białorusi, jest odmienne od przekonania tego kraju. Naszym zdaniem nie ma nowoczesnej przyszłości bez demokracji. Władze w Mińsku są jednak innego zdania - w związku z tym nasza działalność na rzecz tego kraju jest przede wszystkim skierowana na pomoc społeczeństwu białoruskiemu. Realizujemy także projekty związane z rozwojem rolnictwa czy zdrowia, ale większość działań to budowa społeczeństwa obywatelskiego, zapewnienie obywatelom tego kraju dostępu do niezależnej, obiektywnej informacji. Ważnym elementem pomocy są stypendia dla białoruskich studentów, którzy zostali wyrzuceni ze studiów z powodów politycznych.

Jak taka pomoc dokładnie wygląda? Wysyłamy pieniądze i co się z nimi dzieje? Jak są wydawane?

- W praktyce wcale nie przesyłamy pieniędzy. Pomoc realizujemy na 3 sposoby. Po pierwsze: nasze organizacje pozarządowe, samorządy albo instytucje akademickie zgłaszają się do MSZ z projektami dot. wsparcia rozwoju innych krajów. Projekty startują w konkursie, w którym wybieramy te najlepsze i je finansujemy. Ministerstwo tylko pokazuje, jakie są nasze priorytety, w jakich krajach i jakich dziedzinach chcemy działać.

Drugi sposób: dzielimy się naszym doświadczeniem transformacyjnym. Polskie ministerstwa, agendy rządowe oraz różne instytucje kontaktują się z partnerami w krajach rozwijających się. Jeżeli otrzymają informacje o zainteresowaniu np. tym, w jaki sposób transformację przeszedł sektor bankowy albo samorządowy, konkretna agenda rządowa podejmuje współpracę z partnerem w kraju potrzebującym. Chodzi zarówno o przekazywanie wiedzy, pracę nad dokumentami, rozwiązaniami prawnymi - w zależności od potrzeb partnera.

Trzeci sposób: obserwujemy, jak działają międzynarodowe organizacje pomocowe, i przekazujemy im środki na konkretne działania.

MSZ jest koordynatorem i dystrybutorem tych pieniędzy, lecz sami realizujemy tylko niewielką część działań.

Jest też jeszcze jedna, bardzo ważna część naszej pomocy: są to stypendia dla młodych ludzi, by mogli zdobyć doświadczenia w europejskim, rozwiniętym kraju.

Czy MSZ prowadzi jakieś badania, mierzy poparcie społeczne dla działań pomocowych?

- Co roku zadajemy pytanie w badaniach sondażowych, w jakim stopniu Polacy popierają działalność pomocową i wsparcie dla krajów biedniejszych, i muszę podkreślić, że to poparcie jest naprawdę bardzo wysokie.

Myśli pani, że to dlatego, iż pamiętamy o wsparciu, jakiego udzielano naszemu krajowi?

- Jest kilka powodów. Polacy pamiętają i uważają, że mamy dług wdzięczności, który oddajemy innym krajom. Poza tym pamiętamy też, co to znaczy być krajem biednym i potrzebującym wsparcia. Przede wszystkim jest to takie etyczne poczucie dumy z faktu, że kogoś wspieramy i dzielimy się naszym dobrobytem.

WEŹ UDZIAŁ W KONKURSIE >>

Chcesz na bieżąco otrzymywać najważniejsze informacje? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!

Więcej o: