Jak Gliński postrzega media? "Manipulują", "Traktują mnie jak półwariata", "pedofilia przykryła referendum"

- Nie dopuszczano mnie do głosu. Mogę przedstawić cały technologiczny mechanizm przekłamywania i manipulowania moimi wypowiedziami w mediach. Zdania wyrwane z kontekstu, zmienianie ich... - żali się od kilku dni Piotr Gliński w wywiadach udzielanych po warszawskim referendum. Deklaruje przy tym, że... nie będzie godził się na takie traktowanie.
Prof. Gliński jeszcze przed referendum oskarżał władze o wprowadzanie - również za pomocą mediów - niedemokratycznych standardów. Po tym jak Piotr Guział, burmistrz Ursynowa i inicjator referendum, zapowiedział debatę na Uniwersytecie Warszawskim, nie konsultując tego z władzami uczelni, kandydat PiS komentował: "Z tego co wiem, rektor Uniwersytetu odmówił debaty dotyczącej kwestii publicznych w demokratycznym kraju. To są jakieś nowe standardy. Miejmy nadzieję, że w Warszawie płynie jeszcze Wisła, a nie Świsłocz".

Również na kilka dni przed referendum, w rozmowie z portalem Stefczyk.info [należącym do spółki Fratria, wydawcy tygodnika "W Sieci"], porównał polskie władze do władz białoruskich. "Mieszkańcy informują nas o sytuacjach, w których władza, trochę sposobem białoruskim, próbuje utrudniać życie obywatelom" - mówił.

W TVN 24, tuż po ogłoszeniu wyników sondażu exit poll warszawskiego referendum, obecny w studio Gliński nie wytrzymał i wybuchł: "Mój głos w waszej stacji był manipulowany, kłamliwie przedstawiany". Prowadzący program Jarosław Kuźniar odparł, że nie ma takiego wrażenia. "Pan mówi o wrażeniu, a ja o dowodach. Ja mogę to w sądzie udowodnić. To bezdyskusyjne, że państwo przedstawialiście mnie w sposób manipulacyjny" - oskarżał dalej Gliński. Dziennikarz zasugerował, że mogą tę sprawę rozstrzygnąć na drodze sądowej.

"Przekłamywanie i manipulowanie moimi wypowiedziami"

I zaczęło się. W wywiadzie dla "Polska The Times" dzień po referendum Gliński zakwestionował istnienie w Polsce wolnych mediów. "Telewizje sprzyjają jednej, konkretnej opcji politycznej. Podobnie większość gazet codziennych. Cała machina państwa zajęła się dezawuowaniem konstytucyjnej instytucji demokracji bezpośredniej, jaką jest referendum" - mówił.

Na sugestię dziennikarza, że dość jednoznacznie wypowiada się na temat mediów, Gliński stwierdził, że media łamały ciszę wyborczą. "Mówię np. o materiałach w 'Gazecie Wyborczej' ewidentnie sprzecznych z zaleceniami Komisarz Wyborczej. One miały tylko na celu zniechęcenie ludzi do uczestnictwa w referendum. Takie sondaże publikowała 'Gazeta Wyborcza' - dwa dni przed ciszą, i TVP Info - dzień przed ciszą wyborczą. Badania winny dotyczyć rzeczywistości realnej, nie wirtualnej, kreowanej. Media dopuściły się także innych niezliczonych manipulacji" - oceniał Gliński.

"Oczywiście bez jakiegokolwiek dopuszczenia mnie do głosu. Mogę panu przedstawić cały technologiczny mechanizm przekłamywania i manipulowania moimi wypowiedziami w mediach. Zdania wyrwane z kontekstu, zmienianie ich tak, by brzmiały, że nie wiadomo, czy są to zdania oznajmujące, czy warunkowe Jest wiele takich przykładów" - kontynuował w rozmowie z "Polską".

"Zasłanianie tematyki referendalnej sprawą pedofilii w Kościele"

W dniu po referendum Gliński udzielił też wywiadu dla Wirtualnej Polski, w którym znów podważał rzetelność polskich mediów. "Kolejnym elementem związanym z systemem, który mimo organizacji obywateli nie dał się przewrócić, są media. W dalszym ciągu media w Polsce nie są symetryczne. Główne media elektroniczne i dwie główne gazety, bo 'Rzeczpospolita' także została ostatnio 'odbita' przez system, to media tendencyjne, na pewno nie sympatyzujące z opozycją" - orzekł.

Według kandydata PiS na prezydenta Warszawy, rynek prasowy jest stosunkowo zróżnicowany, gdyż "są dwa nowe niezależne tygodniki, które zadomowiły się na rynku". Uważa on jednak, że w telewizjach nie ma równowagi. "Telewizja Trwam jest blokowana, a TV Republika jest jeszcze słaba" - mówił WP.

W rozmowie powtórnie oskarżył TVN24 o manipulowanie jego wypowiedziami. "Miałem spotkania z mieszkańcami, dwa z nich w całości nagrał TVN24, ale tylko po to, żeby złapać mnie na jakimś słówku. Formatowanie moich wypowiedzi było nagminne - wycinanie kawałków zdań, obrabianie interpretacyjne, a jeśli jest możliwość, rzucanie tego na żer słuchaczom" - żalił się i dodał: - "To są standardy białoruskie, z tą różnicą, że jeszcze nie siedzimy w więzieniu, ale nie wiadomo, jak będzie za chwilę".

Gliński uważa również, że media celowo podnosiły sprawę pedofilii wśród księży, by przesłonić temat referendum. "Stare techniki, jak zasłanianie tematyki referendalnej sprawą pedofilii w Kościele - oczywiście jest to problem, ale nie wymaga aż tak wielkiej, ponadtygodniowej histerii. Wysyłanie dziennikarzy do Dominikany, relacje na żywo, to ewidentna akcja medialna. Mamy referendum warszawskie - najważniejsze wydarzenie polityczne sezonu, które przez to zeszło na drugi plan" - stwierdził.

"Patrzcie, jaki wariat!"

W trakcie wtorkowego wywiadu udzielonego Telewizji Republika dziennikarka zasugerowała, że media mainstreamowe (nie wiadomo, czy dziennikarka zalicza do nich swoją stację, która - jak wiele innych kanałów - jest dostępna w ofercie jednej z platform satelitarnych, lada dzień będzie dostępna dla wszystkich odbiorców jednej z najbardziej popularnych sieci kablowych w kraju i jest niezwykle aktywna na YouTubie) w niedzielę celowo podawały informacje o wypadku drogowym z czwartku, aby przykryć sprawę referendum.

"Nie można się godzić na to, że ten fałsz ma funkcjonować, a dziennikarze pracujący w tych mediach mają udawać niewiniątka. Ja byłem zaangażowany w tę kampanię i spotkałem się z formatowaniem mnie troszkę tak jak braci Kaczyńskich się formatowało, żeby ich zepchnąć do rogu i opakować w czarny PR" - mówił Gliński.

Profesor żalił się, że przedstawiano go jako "półwariata" i "kandydata na kandydata". "Mówiono 'Patrzcie, jaki wariat! Co on wygaduje!', a z całej naszej pracy merytorycznej w tych trzech stacjach wiodących wybierano jakieś kawałki i strzępy słów, odpowiednio opakowywano, interpretowano i podrzucano odbiorcom. W ten sposób rezonowało to pudło medialne, które ma stworzyć negatywny wizerunek i negatywny PR" - twierdził.

Na koniec dodał, że nie będzie godził się na takie traktowanie go w mediach. "Ja o tym mówię i się temu przeciwstawiam, bo tak w mediach pracować nie można. Rozumiem, że można mówić, że nie mam racji programowo, ale nie można kłamać i zohydzać przeciwnika politycznego" - podsumował.

Więcej o: