Macierewicz o żartach internautów: złożyłem do prokuratora generalnego zawiadomienie o przestępstwie

Antoni Macierewicz oświadczył, że "w związku z atakiem hakerskim" złożył zawiadomienie o przestępstwie do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta. Chodzi o wczorajsze żarty internautów, którzy przez komunikator Skype próbowali się połączyć z ekspertami jego zespołu i uniemożliwili im na długi czas zaprezentowanie referatów.
- Mam nadzieję, że działanie prokuratora Andrzeja Seremeta doprowadzi do tego, że odpowiedzialni za to zostaną zidentyfikowani i ukarani, i że przede wszystkim zostaną wprowadzone takie zabezpieczenia, które umożliwią swobodną pracę instytucjom Sejmu RP - oświadczył Macierewicz. Dodał, że "wierzy głęboko, że taka sytuacja już się nie powtórzy". Zaznaczył, że zapewnieniem łączności internetowej ze Stanami Zjednoczonymi zajmowali się wczoraj technicy sejmowi i przeprosił członków swojego zespołu, m.in. Grzegorza Szuladzińskiego, że nie dane było mu odczytać swojego referatu (miał problemy z obsługą programu Skype).



"Prof. Rońda nie zmienia swojego stanowiska"

Macierewicz odniósł się też do sprzecznych ze sobą wypowiedzi prof. Rońdy, który w TV Trwam powiedział, że "blefował", mówiąc Piotrowi Kraśce o tym, że tupolew nie zszedł poniżej 100 metrów. Na pytanie, czy nie dyskredytuje to autorytetu jego zespołu, odpowiedział: - Myślę, że dyskredytują siebie i swoją pracę dziennikarską ci, którzy mącą w głowach obywateli. Jest oświadczenie prof. Rońdy wskazujące na to, że zmanipulowano jego wypowiedź. Prof. Rońda nie zmienia swojego stanowiska. Zawsze uważał tak, jak wczoraj zostało to sformułowane w oświadczeniu zespołu parlamentarnego. Nie ma w tej sprawie między nami różnic.

W sprawie Rońdy "doszło do nieporozumienia"

Stwierdził też, że wszyscy członkowie zespołu Macierewicza zgadzają się, że mjr Protasiuk na dziewięć minut przed dojściem do punktu podjął decyzję, że jeżeli nie będzie pogody, to zostanie wykonany manewr odejścia i przygotował do tego całą załogę. W momencie, gdy podszedł do punktu decyzji - 100 metrów - została wydana komenda odejścia. Na skutek awarii nie doszło do niego, potem nastąpiła eksplozja i samolot został niszczony. Wszyscy eksperci co do takiego przebiegu wydarzeń się zgadzają.

Macierewicz zaznaczył jednak, że "dopóki nie będzie wraku i czarnych skrzynek w Polsce, nie więcej poznamy szczegółów". - Co do ram wydarzeń wszyscy się zgadzamy. Mogę zapewnić, że Rońda stoi na gruncie dotychczasowego stanowiska. Zapewne przez nieporozumienie ktoś odczytał jego stanowisko inaczej.

"To, co oni z nami robią, to skandal"

Po dzisiejszym zamieszaniu z jego wypowiedzią dla TV Trwam, prof. Rońda postanowił rozesłać do mediów oświadczenie. Czytamy w nim: "Samolot rządowy w chwili wybuchu lub serii wybuchów, tj. miedzy TAWS 37 i TAWS 38, znajdował się na wysokości w przedziale 50 do 60 metrów. W chwili decyzyjnej, kiedy Major Protasiuk pierwszy raz wydał komendę: "Odchodzimy", samolot znajdował się na wysokości ponad 100 metrów. Mimo prawidłowych działań załogi, samolot zniżał się dalej z nieznanych powodów technicznych".

Udzielił także wywiadu serwisowi wpolityce.pl . Podobnie jak Macierewicz zarzucił mediom manipulację: - Ależ panie redaktorze to, co oni z nami robią, to skandal. Ja nie byłem w TVP na spowiedzi przed odejściem z tego świata. Pan Kraśko pogrywał nieczysto, więc ja z nim też. Ja jestem starym lisem, doświadczonym w tych sprawach. Nie mogę pozostawiać bez odpowiedzi takich zagrywek i prowokacji. Kraśko dopuszczał się karygodnych prowokacji. Więc wet za wet - powiedział dziennikarzowi wPolityce.pl

Chcesz na bieżąco otrzymywać najważniejsze informacje? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!