Zespół Macierewicza: kabaret czy wielkie misterium z kazaniami do ludu? [PUBLICYŚCI]

- Dla części ludzi, którzy już w to wierzą, to rodzaj nabożeństwa, misterium, gdzie pan Antoni wygłasza kazania do ludu - mówił o konferencjach zespołu smoleńskiego Antoniego Macierewicza Paweł Wroński z "Gazety Wyborczej". Publicyści zastanawiali się w Poranku Radia TOK FM, czy telewizja publiczna "powinna przykładać rękę" do propagowania teorii współpracowników Macierewicza.
- Zespół dr. Laska pokazuje konkretne dowody, a z tamtej strony jak gdyby nigdy nic odbywa się ten sam sabat uczonych. Tak będziemy się bawić? Długo jeszcze? - pytała publicystów w Poranku Radia TOK FM Janina Paradowska. - Długo - przyznali chórem jej goście.

"Nabożeństwo. Misterium. Antoni wygłasza kazania"

- Dawniej, kiedy starszy złodziej instruował młodszego, co robić, jak go złapią, nawet kiedy policjant mówił: "przecież widzę, że twoja ręka wyciągała portfel z kieszeni tego człowieka", złodziej miał mówić, że to nie jego ręka. W podobny sposób działa Antoni Macierewicz - przekonywał Paweł Wroński, dziennikarz "Gazety Wyborczej". - Pokazują mu zdjęcia, na których widać, że to, co mówi, to głupota. A on mówi, że zdjęcia są sfałszowane. Albo opowiada o jakimś deklu, który leżał w niewłaściwym miejscu - mówił.

- Dla części ludzi, którzy już w to wierzą, to rodzaj nabożeństwa, misterium, gdzie pan Antoni wygłasza kazania do ludu. W swojej redakcji zobaczyłem stado ludzi oglądających to z wypiekami na twarzy, coś w rodzaju mazurskiej nocy kabaretowej albo koncertów muzyki biesiadnej. Posiedzenie zespołu Antoniego Macierewicza to najlepszy program kabaretowy w telewizji polskiej od dłuższego czasu - stwierdził Wroński.

"Dwa miliony ludzi w to uwierzyły"

Jednak prof. Radosław Markowski, politolog z SWPS i PAN, nie chciał bagatelizować wystąpień Macierewicza. - Dwa miliony ludzi w to uwierzyły. Zbiorowe iluzje są faktami społecznymi - wskazywał.

Janina Paradowska w Poranku Radia TOK FM stwierdziła, że TVP nie powinna transmitować na żywo konferencji prasowych zespołu Macierewicza. - Żadna publiczna telewizja w cywilizowanej europejskiej demokracji nie pozwoliłaby sobie na kompromitowanie się takimi relacjami - przyznał prof. Markowski. Politolog podkreślał, że to właśnie Macierewiczowi najbardziej zależy na transmisjach.

"Kraśko zgłupiał"

Markowski przypominał program w TVP INFO przed miesiącem, gdy Macierewicz był gościem Piotra Kraśki. - Dziennikarz doświadczony, ale zgłupiał. Macierewicz wyjął pendrive'a i powiedział: "tu mam dowód". Trzeba było wziąć ten świstek i pokazać, że tam są tylko kukiełki - mówił politolog.

I porównał pendrive Macierewicza do słynnej teczki Stanisława Tymińskiego czy rzekomo obciążających prezydenta dokumentów, które Aleksander Kwaśniewski na wizji wręczył Lechowi Wałęsie w 1995 roku. - Telewizja publiczna strasznie ostatnio daje ciała - skwitował prof. Markowski.

"Dlaczego telewizja publiczna przykłada do tego rękę?"

- Mechanizm jest taki, że dla części populacji, jeśli coś się pojawia w pierwszym kanale telewizji publicznej, to znaczy, że to jest ważne i to jest prawda - wskazywał prof. Markowski. Jego zdaniem ludzie postrzegają telewizję jako sito, które nie dopuszcza idiotyzmów i głupot. Natomiast według Adama Szostkiewicza zespół Macierewicza nie ustala merytorycznej prawdy, a jedynie "podwyższa napięcie polityczne na tle smoleńskich emocji". - Nie rozumiem, dlaczego telewizja publiczna przykłada do tego rękę - zakończył publicysta "Polityki".