Rońda chwali się w TV Trwam: W wywiadzie z Kraśko trochę zagrałem. Opowieść o tym dokumencie to był blef

- Oni [piloci Tu-154M - red.] niestety zeszli poniżej 100 metrów. Ja w wywiadzie z panem [Piotrem - red.] Kraśko trochę zagrałem - przyznał wyraźnie z siebie zadowolony ekspert z zespołu Antoniego Macierewicza, prof. Jacek Rońda, odnosząc się do wywiadu, jakiego udzielił w TVP 1 po emisji filmów o katastrofie smoleńskiej. Co więcej, profesor pochwalił się, że dokument z Rosji, na który powoływał się w programie, był bezwartościowy.
W kwietniu TVP 1 zdecydowała się pokazać dwa filmy, które w sposób odmienny pokazują katastrofę smoleńską: "Śmierć prezydenta" - film wyprodukowany przez National Geographic oraz "Anatomię Upadku" Anity Gargas. Kontrowersje dotyczyły szczególnie filmu Gargas, wyprodukowanego przez "Gazetę Polską".

Po emisji filmów w studiu dyskutowali zaproszeni goście, w tym także ekspert z zespołu Macierewicza, prof. Rońda. Pierwsze starcie odbyło się po projekcji dokumentu National Geographic. - To jest film fabularny, który bazuje na kłamstwie o błędzie pilotów - ocenił prof. Rońda. Na wstępie wyjawił również, że jego zdaniem piloci prezydenckiego samolotu nie zeszli poniżej wysokości 100 metrów. Ku zdumieniu prowadzącego spotkanie Piotra Kraśki, ekspert Macierewicza powiedział, że swoją wiedzę opiera na dokumencie z... Rosji. - Nie mogę podać źródeł - mówił. Kraśko dopytywał, skąd profesor ma tego rodzaju dokumenty. - Kupiłem, proszę pana, na rynku. Źródło pozostanie niejawne. Mogę dostarczyć oryginały. Mam swoje dojścia - stwierdził. Przeczytaj więcej >>



"To był blef, na tym dokumencie nic nie było"

Tymczasem w wywiadzie udzielonym TV Trwam prof. Rońda bezceremonialnie przyznał, że w programie Kraśki nie mówił prawdy. Pytany, na jakiej podstawie twierdzi, że piloci prezydenckiego samolotu nie zeszli poniżej 100 metrów, ekspert Macierewicza odpowiedział: - Oni niestety zeszli poniżej 100 metrów. Ja w wywiadzie z panem Kraśko trochę zagrałem. Z różnych względów. Ponieważ pan Kraśko grał ze mną, no to tak jak w kartach się gra w niektórym układzie... Z panem nie będę grał w karty, w związku z tym powiem, że oni zeszli poniżej 100 metrów. Byli gdzieś na wysokości pomiędzy 50 a 60 metrów.

Cytowany fragment zaczyna się od 7. minuty nagrania:



Prof. Rońda wyjaśnił ponadto motywy swojego zachowania. - Ponieważ wtedy sprawa dotyczyła tego, że za wszelką cenę zespół pana Laska czy pana Millera chciał udowodnić, że przyczyną katastrofy było zejście poniżej wysokości decyzyjnej, a ona była na wysokości poniżej 100 metrów, wiec ja zaatakowałem tę koncepcję zupełnie - że tak powiem - w sposób niespodziewany - chwalił się zadowolony ekspert.

- Później ta opowieść o tym dokumencie [z Rosji - red.]... To był blef, na tym dokumencie nic nie było - przyznał Rońda. Mimo wyraźnego przypływu szczerości eksperta dziennikarz postanowił nie ciągnąć tego wątku.

Chcesz na bieżąco otrzymywać najważniejsze informacje? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!