Nowa biografia Hitlera ujawnia nieznane fakty z jego życiorysu. Jak dyktator stał się mistrzem kamuflażu?

Kim był Adolf Hitler? Zakompleksionym demagogiem i psychopatycznym antysemitą czy trzeźwo myślącym politykiem, który sam siebie wykreował na "wodza narodu", korzystając z opanowanych do perfekcji metod wprowadzania innych w błąd? Volker Ulrich, autor nowej biografii wodza Trzeciej Rzeszy, na plan pierwszy wysuwa mało znane dotąd metody działania Hitlera, które sprawiły, że stał się mistrzem autokreacji i kamuflażu.
Ambicją Hitlera było stać się politykiem, który przejdzie do historii. W tym celu musiał opanować imponujący zestaw najrozmaitszych trików, robiących należyte wrażenie na masach, co mu się nadspodziewanie dobrze udało. Volker Ulrich pisze w książce "Adolf Hitler. Lata awansu 1889-1939", wydanej nakładem wydawnictwa Fischer Verlag, że wódz Trzeciej Rzeszy codziennie ćwiczył mięśnie rąk na gumowym ekspanderze, dzięki czemu mógł wytrzymać godzinami w pozie zwycięskiego wodza, pozdrawiającego rodaków gestem, który przeszedł do historii jako "Hitlergruß", czyli hitlerowskie powitanie albo pozdrowienie.

Ulrich rozprawia się także z wieloma mitami narosłymi wokół Hitlera, powielanymi w niezliczonych artykułach i książkach na jego temat. Jednym z nich jest przekonanie o jego ubogim dzieciństwie. Tymczasem rodzina przyszłego Führera żyła na zupełnie przyzwoitym poziomie materialnym, typowym dla nieźle sytuowanego mieszczaństwa na przełomie XIX i XX wieku.

Asceta bez życia towarzyskiego? Nic bardziej mylnego

Nieprawdą jest również, jakoby Hitler był ascetą zadowalającym się paroma najbardziej niezbędnymi sztukami odzieży i prostymi meblami. W rzeczywistości już w początkach kariery politycznej nosił skrojone na miarę garnitury, uwielbiał luksusowe samochody i zarabiał miliony na swej sprzedawanej w milionowych nakładach autobiografii "Mein Kampf". Zarabiał także krocie na znaczkach pocztowych z jego podobizną.

Kolejny mit to jego życie prywatne, a właściwie jego brak. Nic bardziej mylnego, twierdzi Volker Ulrich. Było one znacznie bogatsze, niż twierdzą jego biografowie. Odnosi się to w tym samym stopniu do jego urozmaiconego życia towarzyskiego, jak i intymnego, przy czym Volker twierdzi, że kochanka Hitlera, Eva Braun, w gruncie rzeczy występowała otwarcie w roli pani domu nie tylko w jego rezydencji w Berghofie.

Urodzony aktor i manipulator

Niemal wszystko, co Hitler prezentował publicznie, było starannie przestudiowaną i wyćwiczoną pozą, pisze Ulrich. Hitler potrafił być czarujący, albo przeciwnie: brutalny i odrażający, jeśli uznał, że w ten sposób wywrze należyte wrażenie na swych rozmówcach. Także jego słynne wybuchy nieopanowanego gniewu były grą obliczoną na uzyskanie zamierzonego efektu.

Miał wyjątkowy talent chwytania w lot istoty sprawy i potrafił dużo szybciej niż osoby z jego otoczenia, a później także politycy, z którymi się spotykał, właściwie reagować na najdrobniejsze nawet zmiany w nastroju i sytuacji i wykorzystywać to na swoją korzyść. W istocie rzeczy tajemnica jego sukcesów jest banalnie prosta: każdemu zawsze mówił to, co ten chciał usłyszeć. Ale rozpoznanie zainteresowań i potrzeb rozmówcy to sztuka, którą opanowało niewielu.

Hipnotyzujący wpływ

Hitler był najbardziej sobą w roli oratora. Przemawiając, posługiwał się paroma stale powtarzanymi trikami. Każde przemówienie rozpoczynał powoli i z namysłem, starając się wychwycić nastrój słuchaczy. Kiedy mu się to udało, zaczynał grę na ich emocjach, rozpalając ich do białości i kończąc wystąpienie efektownym sloganem, który zawsze budził żywiołową akceptację i zbiorowy entuzjazm na sali.

Volker cytuje w książce 19-letniego wówczas studenta Golo Manna, który wysłuchał jednego z takich przemówień Hitlera w roku 1928, a więc jeszcze przed objęciem przez niego władzy w Niemczech. Mann przyznaje, że chwilami ulegał jego hipnotyzującemu wpływowi, a jego przyjaciel, jak pisze: "czysto żydowskiego pochodzenia", co chwila szeptał mu do ucha: "przecież on ma rację!".

Aktorskie talenty Hitlera w nieporównany sposób sparodiował potem Charlie Chaplin. Dobra parodia wymaga jednak materiału na najwyższym poziomie jakościowym, a tego Hitler miał pod dostatkiem. O tym też warto pamiętać.

Czy ta biografia jest potrzebna?

To pytanie pojawia się niemal automatycznie po ukazaniu się każdej nowej książki o Hitlerze, a zwłaszcza biografii. "Przecież o nim napisano już wszystko i wszystko jest jasne" - twierdzą przeciwnicy gloryfikowania albo choćby tylko popularyzowania jednego z największych zbrodniarzy w historii.

Otóż nie wszystko jest jasne i staranna analiza mało do tej pory zbadanych źródeł w Bernie i Berlinie, które spenetrował Volker Ulrich, dowodzi, że taki wysiłek się opłaca, bo poznajemy nowe fakty, inne dostrzegamy w nowym świetle, a główny bohater przestaje być jednowymiarowym demonem, przybierającym niekiedy karykaturalne wręcz formy, i staje się człowiekiem z krwi i kości, którego należy osądzić na podstawie jego działań, a nie mitów i legend o nich.

Z tego względu nowa biografia Hitlera pióra Volkera Ulricha staje się cennym uzupełnieniem dwóch uznanych do tej pory za najlepsze. Chodzi o biografie pióra Joachima Festa z roku 1973 i Iana Kershawa z roku 1998. Na pierwszej zaważył wpływ Alberta Speera, a druga ukazała Hitlera głównie jako dyktatora, osadzonego w określonych strukturach politycznych, gospodarczych i społecznych, a w dużo mniejszym stopniu jako człowieka. Książka "Adolf Hitler. Lata awansu 1889-1939" wypełnia tę lukę.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''