Referendum w Warszawie. PiS: "Było niezgodne z konstytucją. Naciski, nieprawidłowości... Białoruskie standardy"

- Były naciski na pracowników samorządowych, rządowych, spółek skarbu państwa, całego sektora publicznego, aby nie brali udziału w referendum w Warszawie. To są standardy białoruskie - mówili Adam Hofman i Mariusz Kamiński z PiS po ogłoszeniu wyników badania exit poll przeprowadzonego przez TNS Polska dla TVN. Sondażowo referendum jest nieważne z powodu zbyt małej frekwencji - w urnach zabrakło ok. 27 tys. ważnych głosów.
Według wyników badania TNS Hanna Gronkiewicz-Waltz zachowa stanowisko prezydent Warszawy. Do uznania referendum za ważne brakuje ponad 2 proc. głosów - głos oddało tylko 26,8 proc. (choć ta liczba może się jeszcze zmienić) przy progu wyborczym wynoszącym 29 proc.

Wstępnie o godz. 21, po ogłoszeniu wyników, na konferencji prasowej miał wystąpić Jarosław Kaczyński. Spotkanie podobno zostało odwołane po tym, jak pojawiły się nieoficjalne informacje, że referendum nie będzie ważne. Zamiast prezesa PiS wystąpili Adam Hofman i Mariusz Kamiński. Obaj przyznali, że zakładają, że wyniki referendum raczej nie będą wiążące. Jak oświadczyli, odpowiedzialność ponosi za to PO, która przeprowadziła "kampanię tak naprawdę sprzeczną z podstawowymi zasadami konstytucyjnymi".

Czytaj relację na żywo z referendum w Warszawie >>>

Kamiński: "Nie będziemy tego tolerowali"

- W Warszawie doszło do sytuacji, że to referendum de facto stało się jawne. Stało się jawne z tego powodu, że sam akt udziału w tym referendum oznaczał, że osoba, która bierze udział w tym referendum jest przeciwko rządowi, przeciwko władzy - mówił Hofman. Jak dodał, przed i podczas samego głosowania doszło do "wielu nieprawidłowości", "nacisków i zastraszania" "pracowników samorządowych, rządowych, spółek skarbu państwa, całego sektora publicznego".

- Według Rady Europy zasady przeprowadzania referendów lokalnych zakładają, że władze innych szczebli zachowują neutralność. W Polsce rząd Platformy i prezydent Komorowski otwarcie wzywali przeciwko braniu udziału w referendum. Bezpośrednio wzywali do określonych zachowań referendalnych - tłumaczył z kolei Mariusz Kamiński.

O pracownikach sektora publicznego wiceprezes PiS powiedział: - Te osoby de facto zostały pozbawione możliwości swobodnego wyrażenia opinii na temat władz Warszawy. To jest niedopuszczalne. To są standardy białoruskie. Nie będziemy tego tolerowali.

Zabrakło niecałych 2 proc. do uznania referendum

Przeciwko odwołaniu Hanny Gronkiewicz-Waltz zagłosowało tylko 5,3 proc. osób. Pozostałe 94,7 proc. opowiedziało się za usunięciem polityk Platformy ze stanowiska - tak wynika z badania TNS Polska dla stacji TVN. Na referendum poszło jednak zbyt mało osób, aby jego wynik mógł zostać uznany za wiążący - bo tylko 26,8 proc. uprawnionych do głosowania (i ta liczba ciągle może się zmienić). Próg wyborczy to 29 proc.



Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najważniejszych wydarzeniach? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!