Referendum w Warszawie. "Zwycięstwo o włos", "Tu nie ma wygranych", "Bardzo dobry wynik PiS" [KOMENTARZE]

- Trudno powiedzieć, że to sukces PO. To nie są wspaniałe wyniki, to zwycięstwo o włos - mówi o wynikach referendum w Warszawie Seweryn Blumsztajn. - Nie ma tutaj wygranych - przyznaje dr Anna Materska-Sosnowska, politolożka z UW. Zdaniem prof. Jacka Raciborskiego więcej na referendum zyska PiS. - W dość niesprzyjających warunkach osiągnęło bardzo dobry wynik frekwencyjny - przyznaje socjolog.
Z wyników pierwszych badań exit poll wykonanych przez TNS Polska wynika, że Hanna Gronkiewicz-Waltz zachowa stanowisko prezydent Warszawy. W zakończonym już referendum frekwencja wyniosła 26,8 proc. - choć liczba ta może się jeszcze zmienić. Przeciwko odwołaniu Hanny Gronkiewicz-Waltz zagłosowało 6,2 proc. osób. Pozostałe 93,8 proc. opowiedziało się za usunięciem prezydent.

Zdaniem prof. Jacka Raciborskiego z Instytutu Socjologii UW, sondaże raczej się potwierdzą. - Mało prawdopodobne, by pomyłka była tak duża, by próg został przekroczony. W tego rodzaju badaniach jest raczej tendencja do przeszacowywania frekwencji - podkreśla w rozmowie z Tokfm.pl.

"Tu nie ma wygranych"

- Wygrały obie partie, PO i PiS - ocenia wyniki referendum prof. Raciborski. - Obie partie, kiedy dokładnie przemyślą wyniki, będą zadowolone. Udało im się utrzymać jedyną dychotomię, swoisty duopol, który zawładnął całą sceną polityczną. W tym sensie Guział i inne drobne partyjki zostali wykorzystani. Oni są nieistotni. Wynik warszawskiego referendum podtrzymał dominację mechanizmu, który od lat napędza polską politykę i zaczyna być szkodliwy, bo nie może zrodzić się żadna alternatywa, która wniosłaby nowe treści do polityki i stworzyła nowe impulsy rozwojowe - wskazuje socjolog.

W podobnym tonie wypowiada się dr Anna Materska-Sosnowska, politolożka z UW. - Nie ma tutaj wygranych - wskazuje. - Jeżeli chcemy być dociekliwi, niemal wszyscy ci, którzy poszli, zdecydowanie byli na "nie". Ale to było do przewidzenia. Szczerze mówiąc, czy to jest 86 czy 93 proc. głosów przeciwko Gronkiewicz-Waltz, nie ma znaczenia. Przekaz jest jasny: to zdecydowana, miażdżąca większość - podkreśla politolożka.

"Trudno mówić o sukcesie. Zwycięstwo o włos"

- W tym wszystkim ważna była tylko frekwencja - zaznacza jednak w rozmowie z Tokfm.pl Seweryn Blumsztajn, publicysta "Gazety Wyborczej" i były redaktor naczelny "Gazety Stołecznej". - PiS ponownie odbił się od Warszawy. Co jest interesujące i czego nigdy nie będziemy wiedzieli, to jak wyglądałyby wyniki, gdyby PiS się tak nie zaangażował. Nie będziemy wiedzieli, na ile to odstraszyło warszawiaków, na ile PiS jest źródłem swojej własnej klęski - mówi publicysta.

- PiS z premedytacją upartyjnił tę inicjatywę. Nawet zakładając, że być może to negatywnie wpłynie na frekwencję - przyznaje prof. Raciborski. I podkreśla, że jeszcze niedawno sondaże wskazywały na większą frekwencję i większe poparcie prezydent miasta. - Apele, by każdy, kto popiera Hannę Gronkiewicz-Waltz albo każdy kto obawia się rządów PiS pozostał w domu, okazały się skuteczne. Platformie udało się uprościć sytuację decyzyjną - mówi socjolog.

- Trudno powiedzieć, że to sukces PO - podkreśla jednak Blumsztajn. - To nie są wspaniałe wyniki, to zwycięstwo o włos. Całe to referendum nie służy Warszawie. Dla miasta odwołanie prezydenta i ponowne wybory byłyby szkodliwe. Platformie może służyć w tym sensie, że ją otrzeźwi. Choć mam wrażenie, że tam najważniejsze jest, czy rządzić będzie Schetyna czy Tusk. Ta partia ciągle nie wygrzebała się z kryzysu - podkreśla publicysta. Jego zdaniem jednak wyniki nie wpłyną znacząco na politykę. - To nie jest zwycięstwo, które przesądza o kształcie dalszej sytuacji politycznej - mówi Blumsztajn.

"PiS osiągnął dobry wynik frekwencyjny"

Prof. Raciborski zwraca natomiast uwagę na stosunkowo wysoką frekwencję. - Ta mobilizacja, mimo presji na nieuczestniczenie, jest jednak wysoka. PiS w dość niesprzyjających warunkach osiągnął bardzo dobry wynik frekwencyjny i więcej z niego wyciągnie. Będzie pokazywał się jako moralny zwycięzca szanujący reguły, przywiązany do idei obywatelskości. Nieważne, że to też hipokryzja - mówi socjolog.

- Obie główne partie niesłychanie instrumentalnie traktują wartości demokratyczne. W zależności od kontekstu każda wzywała do uczestniczenia bądź nieuczestniczenia w referendum. Gdyby zwolniono Hannę Gronkiewicz-Waltz, byłaby to decyzja szkodliwa. Jednak jeszcze większą szkodę przynosi lekceważenie reguł i inflacja wartości demokratycznych. Sądziłem, że przywiązanie do reguł wśród polityków jest jednak większe - przyznaje prof. Raciborski.

"Na miejscu Guziała też bym mówił, że wygrałem"

Blumsztajn krytycznie ocenia też przemówienie Piotra Guziała, szefa Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej i inicjatora referendum. Burmistrz Ursynowa w tryumfalnym tonie mówił, że wyniki to "wielkie zwycięstwo niezależnych samorządów". - PO rzuciła wszystko, na co miała wpływ, by podeptać demokratyczne wartości. Uruchomiła przemysł pogardy. Ale warszawiacy nie po raz pierwszy pokazali, że są niepokorni! - mówił Guział.

- Używał w przemówieniu obrzydliwych argumentów - wskazuje Blumsztajn. - Ale na jego miejscu też bym mówił, że wygrałem. PiS też zaraz to powie. On nie wygrał. Rozpętał tę awanturę i PiS go z niej wyautował. Guział bardzo nieuczciwie mówił o tym, co dzieje się w Warszawie. To nie była samorządowa debata i o to mam do niego pretensje - kwituje publicysta.

Zdaniem dr Materskiej-Sosnowskiej to Guział jest największym przegranym referendum. - Jego pięć minut chyba minęło i teraz może stać się aktorem niewygodnym dla każdej ze stron - zaznacza politolożka.