GW: Pobili pracownika, bo chciał odejść z firmy. Mężczyzna może stracić oko

Mirosław Lityński z Siemianowic Śląskich nie dogadywał się z pracodawcami, więc zwolnił się z firmy. Następnego dnia został pobity przez współpracownika swojego szefa. Ma podejrzenie złamania kości ocznej, nie widzi na jedno oko - pisze dzisiejsza "Gazeta Wyborcza".
Lityński jest od 17 lat zawodowym kierowcą. W styczniu zaczął pracować w firmie transportowej z Sosnowca należącej do Roberta N. Nie dogadywał się jednak z "prawą ręką" szefa Tomaszem D., więc postanowił się zwolnić. Pracodawca początkowo groził mu zwolnieniem dyscyplinarnym, jednak w końcu zgodził się wypłacić Lityńskiemu zaległe wynagrodzenia, wydać świadectwo pracy i zwrócić kartę kierowcy.

Rozwiązanie umowy miało zostać podpisane następnego dnia. Robert N. ze wspólnikiem przyjechali pod dom Lityńskiego. Nie chcieli wejść do środka, upierali się, żeby załatwić formalności na podwórku. Po podpisaniu dokumentów Lityński chciał pożegnać się mężczyznami. Wtedy Tomasz D. nałożył na dłoń kastet i go zaatakował. Pobicie widziała z okna żona Lityńskiego. - Jak dobiegłam do furtki, mąż leżał na ziemi, zakrwawione papiery były porozrzucane po ulicy, a ci dwaj wskoczyli do auta i odjechali z piskiem opon - opowiada kobieta. Zajście zarejestrowała też kamera przemysłowa zamontowana u sąsiadów Lityńskich.

Lekarze wstępnie stwierdzili, że Lityński ma złamaną kość oczną. Kierowca ma teraz trafić na oddział okulistyczny, grozi mu utrata oka. - Tam doszło do jakiejś szamotaniny. Ale nic więcej nie wiem, bo byłem odwrócony - skomentował pobicie w rozmowie z "GW" Robert N. Z Tomaszem D. dziennikarzom nie udało się skontaktować. Siemianowicka policja wszczęła śledztwo w tej sprawie.

Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej" >>>