"Wydarzenie roku w polskiej polityce". Dlaczego referendum w Warszawie jest tak istotne?

Dlaczego stołeczne referendum może być istotne nie tylko dla warszawiaków? - O ile nie wydarzy się nic dramatycznego, warszawskie referendum to najważniejsze wydarzenie roku w polskiej polityce - tłumaczy w rozmowie z Tokfm.pl prof. Antoni Dudek, historyk z UJ. - Elbląg to co innego. Tu będzie się działo dużo więcej - wskazuje dr Bartłomiej Biskup, politolog z UW.
Media od miesięcy z uwagą śledzą wydarzenia wokół referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz. Z uwagą tak dużą, że spotykają się z zarzutami o warszawocentryczność. Faktycznie, jak podaje PKW, tylko w tym roku w całym kraju odbyło się już 36 referendów odwołujących lokalne władze.

"To wydarzenie jest najważniejsze w polskiej polityce"

W tym samym czasie co warszawiacy do urn pójdą mieszkańcy Bierawy na Opolszczyźnie, którzy odwoływać będą swego wójta. Tydzień później referenda czekają mieszkańców Pułtuska, Żyrardowa i Przemkowa (w województwie dolnośląskim). Jednak zmiana wójta Bierawy nie zmieni układu sił w polskiej polityce. Co innego zmiana prezydenta stolicy.

- O ile do końca tego roku nie wydarzy się nic dramatycznego, to wydarzenie jest najważniejsze w polskiej polityce. Albo utrzyma trend, w którym PiS wygrywa, albo go załamie - mówi prof. Antoni Dudek, politolog i historyk z UJ. Co decyduje o znaczeniu stołecznego referendum?

Warszawa. Ostatni bastion Platformy?

Niedzielne wybory odbędą się w liczącej 1,7 mln mieszkańców aglomeracji. Skala wydarzenia jest więc nieporównanie większa niż choćby referendum w 120-tysięcznym Elblągu. - Elbląg to co innego niż Warszawa. Tu będzie się działo dużo więcej - mówi dr Bartłomiej Biskup, politolog z UW. - Trudno żeby Warszawa, która jest największym politycznym rynkiem, była traktowana jak pierwsza lepsza gmina. Tutaj działa efekt skali. Partie traktują to jako rodzaj prawyborów - dodaje prof. Dudek.

Jednak o politycznej wadze Warszawy stanowi przede wszystkim fakt, że uważana jest za bastion Platformy Obywatelskiej. Ostatni bastion. Prof. Dudek zauważa, że w ostatnich trzech wyborach w stolicy PO wygrywała z PiS. Nawet w 2005 roku, kiedy władzę objęła partia Jarosława Kaczyńskiego. Referendum zadecyduje więc o złamaniu lub podtrzymaniu ważnego dla PO trendu.

"Ostatnia szansa dla Tuska, by odwrócić negatywny trend"

Według dr. Biskupa niedzielne głosowanie wpisuje się w "ciąg komunikacyjny" decydujący o wizerunku Platformy. - PiS chce pokazać, że może wygrywać. PO, że cały czas ma poparcie - mówi politolog. - To nie jest tak, że to się przekłada na późniejszy wynik wyborczy. Polityka rządzi się symbolami - tłumaczy prof. Dudek. I zauważa, że prezydent Warszawy sprzyja niska z reguły frekwencja i fakt, że część opozycji w postaci SLD "w praktyce ją wspiera".

- Jeśli Hanna Gronkiewicz-Waltz przegra, będzie to ogromna porażka PO i dowód na to, że ta partia jest w głębokim kryzysie. Referendum to ostatnia szansa dla Donalda Tuska, by odwrócić negatywną dla jego partii tendencję, jaka rysuje się od ponad roku - mówi historyk.

Jego zdaniem brak pozytywnego impulsu może doprowadzić do tąpnięcia w Platformie przed zbliżającymi się wyborami do Parlamentu Europejskiego, Sejmu i elekcją prezydencką. - PO nie rozpadnie się nazajutrz, ale to będzie potężny cios w nastroje. Partia, którą czeka maraton wyborczy, musi mieć poczucie, że ma szanse wygrać. Po tym referendum, jeśli będzie niekorzystne, nastroje gwałtownie spadną i to się odbije na wynikach w wyborach do europarlamentu - wskazuje prof. Dudek, sugerując, że referendum może wywołać trudną do zatrzymania lawinę porażek PO. W ten sposób niedzielne wybory mogą wpłynąć na kształt polskiej polityki w najbliższych latach.

"To kolejna odsłona wojny PO z PiS"

Stawka sprawiła, że referendum z poziomu lokalnego weszło na ogólnopolski. - To kolejna odsłona wojny między PO i PiS, która zdominowała polską politykę po 2005 roku - wyjaśnia prof. Dudek. Jego zdaniem stołeczna odsłona tego starcia będzie ważniejsza niż wcześniejsze, w Elblągu czy na Podkarpaciu. - Platforma już mówi, że wróci kaczyzm, a PiS wskazuje, że to szansa na odsunięcie od władzy wszystkich i wszystkiego - dodaje dr Biskup.

W tej sytuacji PiS nie mógł pozwolić, aby przekaz podczas kampanii referendalnej zdominował inicjator całej akcji Piotr Guział. Burmistrz Ursynowa został zepchnięty na boczny tor, a na czoło wysunął się Jarosław Kaczyński, który na wszelkie stanowiska forsuje prof. Piotra Glińskiego. - Z podobną sytuacją mieliśmy wcześniej do czynienia w Rybniku i Elblągu. To naturalny mechanizm. Niezależnie kto jest inicjatorem referendum, w pewnym momencie przychodzą duzi gracze - tłumaczy prof. Dudek. Jego zdaniem, gdyby polska lewica była zjednoczona, ona także wyraźniej zaangażowałaby się w Warszawie.

"Referendum nie będzie zwycięstwem żadnej ze stron"

Dr Biskup przyznaje, że sprowadzanie lokalnego referendum do walki dwóch parlamentarnych ugrupowań nie jest niczym dobrym. - To negatywny skutek dla obywatela Warszawy, który nieco mniej będzie myślał o moście czy metrze, a bardziej, czy opowiada się za jedną z partii - ocenia politolog. - To nie jest tak, że wszyscy, którzy pójdą do referendum, są zwolennikami PiS - zastrzega prof. Dudek. - Część wyborców jest daleka od tej partii i nie interpretowałbym tego wyłącznie jako zwycięstwa jednej ze stron. Choć takie próby będą - dodaje historyk.

- Sam wynik referendum pokaże, że można odwołać panią prezydent, że PO nie jest taka mocna. Nic więcej - mówi dr Biskup. - Na razie nie widzę symptomów, żeby PiS miał mieć w Warszawie więcej głosów niż PO. Żadne badania tego nie potwierdzają - kwituje.

Wieczór referendalny na żywo w Gazeta.pl: w niedzielę zapraszamy na relację na żywo, w niej wyniki, reakcje polityków i gorące komentarze. Tuż po zakończeniu głosowania, o 21.00, podamy wyniki exit polls, a potem - wstępne wyniki PKW. Nasi reporterzy będą w sztabach Piotra Guziała i największych partii, gdzie zbiorą dla Was reakcje polityków. Gorący wieczór polityczny w Gazeta.pl w niedzielę po 20.00 - zapraszamy!