Choroba psychiczna to nie wyrok. "Różni nas mniej, niż myślimy"

- Musimy mieć świadomość tego, że co czwarta rodzina w Polsce wymaga wsparcia psychologicznego. Że problemy psychiczne są obecne wszędzie. Psychozę przeżyło milion Polaków - zaznacza w rozmowie z Tokfm.pl dr Andrzej Cechnicki, psychiatra z UJ. Wciąż jednak jesteśmy pełni uprzedzeń i stereotypów względem chorych psychicznie. - Zmiana jest nieuchronna - mówi dr Cechnicki. Dziś obchodzimy Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego.
Choroba psychiczna wciąż bywa stygmatem. Badanie CBOS z października ubiegłego roku wskazuje, że 73 proc. Polaków uważa choroby psychiczne za wstydliwe. Zdaniem 30 proc. respondentów schorzenia te są nieuleczalne. I choć 65 proc. badanych deklarowało swoją życzliwość w stosunku do chorych psychicznie, jednocześnie jedynie 37 proc. potwierdziło, że podobną życzliwością wykazuje się ich otoczenie. Respondenci mieli też spore opory, by lekarzem, politykiem, proboszczem lub przełożonym w pracy była osoba, która kiedyś leczyła się psychiatrycznie.

Jaki jest nasz stosunek do osób chorych psychicznie? Jak powinniśmy go zmienić? Rozmawiamy o tym z dr. Andrzejem Cechnickim z Zakładu Psychiatrii Środowiskowej Collegium Medicum UJ.

Krzysztof Lepczyński: Obchodzony 10 października Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego bywa nazywany "dniem świra". Sporo to mówi o naszym stosunku do chorych psychicznie.

Dr Andrzej Cechnicki: To się tak nie nazywa poza środowiskiem osób, które są nieświadome, że to raniąca etykieta. Lepszy byłby Dzień Osób Wrażliwych. Powszechnie w całej Polsce ten dzień nazywa się Dniem Solidarności z Osobami Chorymi Psychicznie.

Często zamiast solidarności jest strach, niechęć i obrzydzenie.

- Można powiedzieć, że dni solidarności są tego zaprzeczeniem. Wiele osób pokazuje wówczas solidarność osobom chorym. Budują wspólne życie w mieście, gminie, dzielnicy. Robią wernisaże, sztuki teatralne, debaty, seminaria. Dają sobie znaki solidarności. Coraz powszechniejsza jest wiedza o przeżyciach i doświadczeniach osób chorych psychicznie, świadomość, że są warunki, w których ludzie chorują i takie, w których zdrowieją. Jeśli żyjemy wspólnie, możemy przywrócić poczucie siły, wiary w siebie, godności, sensu życia. Żyjemy wspólnie, razem, to filozofia włączania.

Która nie zawsze ma zastosowanie. I chorzy są wykluczeni.

- Musimy mieć świadomość tego, że co czwarta rodzina w Polsce wymaga wsparcia. Że problemy psychiczne są obecne wszędzie. Milion Polaków przeżyło psychozę. Milion. Jesteśmy rzeszą osób, która wymaga solidarności, wsparcia. Wszędzie są nasi wujowie, dziadkowie, dzieci, rodzice, którzy przeżywają jakieś kryzysy psychiczne.

I to nie są ludzie, których trzeba izolować. Nie są niebezpieczni.

- Niebezpieczny jest ten, kto na ulicy przyłoży nóż do brzucha i odbierze komórkę. Nasi pacjenci wymagają specjalnego traktowania, gdy są w ostrym kryzysie. On trwa z reguły bardzo krótko, a choroba często całe życie. To, czy będą mieli następne kryzysy, zależy od nas. Od relacji, uprzedzeń, fałszywych przekonań. Ale to się powoli zmienia, bo zmienia się w całej Europie. Zmiana jest nieuchronna.

Musimy sobie uświadomić, że różni nas mniej, niż myślimy. Że osoby chore psychicznie są nam bliższe w swych przeżyciach, w lęku, niepokoju, niż sobie wyobrażamy. Można je zrozumieć, można pozbyć się leku względem nich, tylko trzeba się do tych ludzi przybliżyć. To spowoduje, że na kryzysy, rozdarcia, traumy, utraty, cały stres życia, nie będą musieli reagować psychozą. Znajdą inne sposoby pokonywania tego stresu. Jeśli będziemy działać wspólnie, życie będzie normalne.

I jako społeczeństwo będziemy zdrowsi.

- Bardziej empatyczni, bardziej wrażliwi i z myślą, że każdego z nas może to spotkać.

Więcej o: