Sturis o Złotym Świcie: "Heil Hitler" w parlamencie, grożenie rzezią muzułmanom. Wszystko uchodziło im na sucho

Nie wystarczały brutalne ataki na nielegalnych imigrantów, muzułmanów i homoseksualistów, potrzeba było zabójstwa Greka, by rząd w Atenach przejął się faszystami ze Złotego Świtu - pisze w komentarzu do wydarzeń w Grecji Dionisios Sturis, dziennikarz radia TOK FM, autor książki "Grecja. Gorzkie pomarańcze"
Przeczytaj o zatrzymaniu greckich polityków >>>

W zeszłym roku Grecka Komisja ds. Praw Człowieka odnotowała 154 ataki na imigrantów i uchodźców, głównie z Pakistanu, Afganistanu, Iraku czy Tunezji. W tym roku naliczono ich już ponad 100.

- W rzeczywistości jest ich znacznie więcej - tłumaczył mi szef organizacji Kostis Papaioannou. - Pobici imigranci nie zgłaszają napaści na policji z dwóch powodów: przebywają w Grecji nielegalnie, więc nie chcą ryzykować aresztowania, a po drugie obawiają się samych policjantów, z których wielu otwarcie popiera Złoty Świt.

Dlatego Papaioannou i przedstawiciele kilkunastu innych organizacji chcieli zmian w prawie, które zachęciłyby imigrantów do zgłaszania przypadków pobić, a na policjantach wymuszałyby konieczność podjęcia działania. Rząd nie był zainteresowany. Podobnie jak nie zależało mu na szybkim uchwaleniu zaostrzenia kar za przestępstwa na tle rasistowskim i ksenofobicznym (m.in. grzywny do 300 tysięcy euro, 6 lat więzienia, pozbawienie praw obywatelskich).

Uchodziło im na sucho...

Projekt odpowiedniej ustawy od miesięcy leży w parlamencie - premier Antonis Samaras wstrzymywał prace nad nim, bo obawiał się odpływu prawicowych wyborców. Twierdził, że wystarczy lepiej egzekwować istniejące przepisy.

Nie wystarczyło. Dzięki zaniechaniom jego rządu, politykom i bojówkarzom Złotego Świtu przez kilkanaście miesięcy na sucho uchodziło negowanie Holocaustu, wykrzykiwanie "Heil Hitler" podczas debat w parlamencie, grożenie muzułmanom rzezią, jeśli w wyznaczonym terminie nie wyniosą się z Grecji, czy nocne pałowanie bezbronnych imigrantów, nazywanie ich małpami i dzikusami.

Przełom przyszedł za późno

Przełom przyszedł 11 dni temu, gdy jeden z członków partii - w otoczeniu kilkudziesięciu innych neonazistów i w obecności policjantów - zasztyletował znanego działacza lewicy i muzyka Killaha P. Greccy antyfaszyści ponownie wyszli na ulice, a do demonstracji przyłączyły się też tysiące ateńczyków dotąd niezainteresowanych polityką i lekceważących zagrożenie ze strony neonazistów.

Masowe protesty trwały kilka dni. Premier wygłosił orędzie, w którym po raz pierwszy otwarcie potępił "pogrobowców Hitlera". Postępowanie przeciwko członkom Złotego Świtu powierzono wywiadowi i prokuratorom Sądu Najwyższego. Antyterroryści skontrolowali partyjne biura, w których znaleźli nielegalną broń i materiały wybuchowe. Minister porządku publicznego Nikos Dendias zarządził "czystkę" w policji pod kątem neonazistowskich sympatii - w jej wyniku dwóch wysokich rangą funkcjonariuszy podało się do dymisji, a kilku innych zawieszono w wykonywaniu obowiązków. Poparcie dla partii - od wielu miesięcy nieustannie rosnące - spadło z 12 do ok. 7 proc.

Michaloliakos i Kassidiaris byli wściekli, deklarowali, że są w stanie pogrążyć kraj w chaosie, jeśli rząd nie zatrzyma skierowanej przeciwko nim akcji. Zagrozili też wycofaniem partii i jej 18 członków z parlamentu, co oznaczałoby serię wyborów uzupełniających w 15 okręgach na terenie całej Grecji lub nawet przyspieszone wybory ogólnokrajowe.

Aresztowani posłowie nie stracą mandatów aż do momentu oficjalnego skazania (jeśli do niego dojdzie). Postawiono im zarzuty tworzenia organizacji przestępczej. Przypominam, że "tworzenie TEJ organizacji" trwa już ponad 30 lat.

Dionisios Sturis jest autorem książki "Grecja. Gorzkie pomarańcze" i dziennikarzem radia TOK FM. Witold Szabłowski o książce pisze: To rozliczenie z dwoma Grekami. Tym, przez którego podobno mamy dziś w Europie kryzys. I tym, którego Sturis ma w sobie. Fascynująca opowieść o polsko-greckiej tożsamości, z wielką polityką w tle. Książka "Grecja. Gorzkie pomarańcze" jest dostępna w Publio.pl.