Skazany za molestowanie ksiądz jeszcze przez pół roku pracował z ministrantami

W programie ?Czarno na białym? (TVN24) została przedstawiona sprawa warszawskiego księdza wykorzystującego seksualnie ministrantów. Dopiero po pół roku po wydaniu wyroku duchowny został odwołany ze swojej funkcji.
Grzegorz K. w 2011 r. usłyszał zarzuty molestowania seksualnego, ale jeszcze do niedawna pełnił obowiązki proboszcza w parafii na warszawskim Tarchominie - informuje TVN24 . Przez pół roku od usłyszenia wyroku (marzec 2013) nie został odwołany. Przez ten czas pełnił wszystkie obowiązki proboszcza - odprawiał msze, spowiadał, prowadził też msze dla dzieci. W jego parafii posługę pełniło 32 ministrantów.

Sprawę do prokuratury zgłosił psycholog Marek Sułkowski, który prowadził terapię jednego z wykorzystywanych seksualnie ministrantów (ten powiedział mu o zachowaniach księdza).

Częstował alkoholem, dotykał, kazał oglądać pornograficzne filmy

Śledztwo w jego sprawie zaczęło się w 2011 roku. W marcu 2013 ksiądz został skazany na rok więzienia w zawieszeniu na cztery lata, nie przyznał się jednak do winy. Do lubieżnych zachowań miało dochodzić 12 lat temu w parafii w Otwocku. Z zeznań świadków ksiądz zapraszał do siebie ministrantów, częstował alkoholem i oglądał z nimi pornograficzne filmy. Organizował też wyjścia na basen z ministrantami i w czasie pływania dotykał ich.

Z relacji wynika, że ksiądz napastował go nawet przed "samą mszą", na terenie zakrystii. - Ja później w ogóle nie chciałem przychodzić na plebanię, miałem lęki i obawy, że to się powtórzy - opowiada jedna ofiara w programie "Czarno na białym". Ponieważ kuria warszawska nie zareagowała, psycholog zgłosił sprawę prokuraturze, poinformował też przełożonych Grzegorza K, w tym abp. Henryka Hosera. Reporterowi "Czarno na białym" nie udało się jednak uzyskać od niego żadnego komentarza.

Cały tekst przeczytasz na TVN24.pl .